sobota, 21 marca 2015

Chapter SEVENTEEN

    Spojrzałam w górę i zauważyłam Zayn'a wpatrującego się we mnie w skupieniu.
-Wszystko okej?- Zapytał delikatnie.
-Nie, Zayn. Nic nie jest okej.- Powiedziałam ostro i szybko wstałam.- Wtedy w galerii... Przepraszam, naprawdę, nie wiem czemu tak zareagowałam. Zaczęłam się na Ciebie wydzierać jak jakaś idiotka.- Zaśmiałam się smutno. Chłopak usiadł koło mnie i oparł się o ścianę.
-Ja też przepraszam. Nie powinienem jej tu sprowadzać... No wiesz, Elsy. Jestem pewien, że nigdy już jej nie zobaczysz.
-Co?
-Skończyłam z nią. Szczerze, nawet nie wiem, czemu z nią byłem.- Zaśmiał się zdenerwowany. Zawtórowałam chłopakowi opierając głowę o ręce. Siedzieliśmy chwilę w ciszy.
-Między nami, jest okej?- Zapytałam cicho, zerkając na profil bruneta.
-Myślę, że tak. Powiedział i wstał. Popatrzyłam na niego z dołu. Chłopak wyciągnął do mnie rękę, a gdy tylko ją złapałam podciągnął mnie do góry.
-Umm... Gdzie Niall?- Spytał nieśmiało, drapiąc się po karku. Westchnęłam
cicho i z zażenowanym śmiechem wskazałam na drzwi mojej sypialni.- A-ale, że tam?- Powiedział nie dowierzając.
-Razem z Talie.- Powiedziałam, a brunet uniósł drzwi ku górze. W tym momencie, jak na zawołanie, drzwi od mojego pokoju się otworzyły i stanął w nich Niall... Niall bez koszulki... Cholera
-Hejka.- Uśmiechnął się słodko i mnie minął. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem, gdy schodził po schodach. Odwróciłam się z powrotem i ujrzałam Talie w krótkich szortach i koszulce blondyna. Wywróciłam oczami, a dziewczyna zachichotała. Mijając mnie, szepnęła w moją stronę.
-Nie martw się. Nie spaliśmy w Twoim łóżku. Przynajmniej nie on.- Mrugnęła do mnie i zeszła do Nialla.
-Czy tylko mnie wydaje się to być dziwne?- Zapytał Zayn wpatrując się w przytulającą się na dole parkę.
-Niestety, nie tylko tobie.- Powiedziałam przytakując.
    Siedziałam na kanapie trzymając głowę na oparciu, a nogi na kolanach Zayn'a. Film, który aktualnie leciał w TV bardzo mnie wciągnął. Nie reagowałam na nic, bo byłam zbyt przejęta fabułą. Pod koniec filmu usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Długo się kręciłam nie mogąc wyciągnąć urządzenia z tylnej kieszeni. Po chwili jednak je wyciągnęłam i odblokowałam ekran. Dostałam sms's od... Harry'ego? Skąd on ma mój numer?
Od: Harry
Treść: Hejka, mam nadzieję, że nie zagryzłaś się z Zayn'em... Przepraszam, że Cię zostawiłem samą ale... Miałem kilka spraw do załatwienia. Wszystko okej? Będę za jakąś godzinę. :)
Po przeczytaniu wiadomości zaburczało mi w brzuchu. No tak, jeszcze nic dzisiaj nie jadłam, a zbliżała się siedemnasta.
-Idę zrobić naleśniki.- Rzuciłam i poszłam do kuchni.
    Wyciągnęłam potrzebne mi składniki na stół. Po chwili warzywa były już skrojone i ugotowane, ser starkowany, a kurczak podsmażony. Wystarczyło jedynie zrobić naleśniki, dodać farsz i zapiec z serem. Rozgrzałam patelnię i wlałam trochę ciasta. Najgorsza rzecz w życiu. Bardzo lubię gotować, jeść też, ale NIENAWIDZĘ piec naleśników. Zawsze wychodzą mi krzywe i grube. Walcząc z trzecim już naleśnikiem poczułam czyjąś obecność tuż za mną. Odwróciłam się i spojrzałam a Zayn'a błagalnym wzrokiem.
-Powiedz, że umiesz smażyć naleśniki.- Powiedziałam wskazując na patelnię. Chłopak zaśmiał się i zręcznie odwrócił naleśnika na drugą stronę podrzucając go na patelni. Uśmiechnęłam się chytrze i odsunęłam od kuchenki. Zayn miał na sobie czarną koszulkę bez rękawów, która pokazywała większość jego tatuaży i kolorowe szorty. Zapatrzyłam się na chwilę. Trudno się nie zapatrzyć
-Mam małe pytanko... Po jaką cholerę mówisz, że zrobisz naleśniki, skoro ani trochę Ci to nie wychodzi?- Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie bruneta. Był wyraźnie rozbawiony. Ja również się uśmiechnęłam i oparłam o blat.
-Bo miałam ochotę na naleśniki z warzywami i... Szczerze liczyłam na twoją pomoc.- Zaśmiałam się chowając twarz w dłoniach.
    Wszystkie naleśniki dopiekały się już w piekarniku. Stałam na przeciwko Zayn'a nadal opierając się o szafkę. Chłopak zrobił to samo, tylko, że po przeciwległej stronie.
-Tęskniłem za Tobą.- Powiedział cicho. Popatrzyłam na bruneta, a on szybko opuścił głowę zażenowany.
-Ja za Tobą też.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Zayn patrzył na mnie chwilę, a po chwili odepchnął sie od ściany i zbliżył do mnie. Oparł ręce o szafkę za mną, uniemożliwiając mi tym jakikolwiek ruch. Po chwili uśmiechnął się i zbliż swoją twarz do mojej. Zmrużyłam oczy i zbliżyłam się jeszcze bardziej do bruneta. Nasze wargi były milimetry od siebie...
-Ło, ło! Co tu się dzieje!- Do kuchni wparował Louis. A jakżeby inaczej. Zayn odsunął się szybko ode mnie i oboje udawaliśmy, że nic nas ie obchodzi. - Czy ja właśnie widziałem...
-NALEŚNIKI!- Krzyknęłam do salonu podchodząc do piekarnika i wyciągając z niego blaszkę. Wyjęłam wszystkie naleśniki na stół i zawołałam Nialla razem z Talie.
-Wiesz, że Niall Cię zabije?- Powiedział Louis.
-Za co?- Spytałam patrząc w jego oczy.
-Zrobiłaś naleśniki, z WARZYWAMI.- Powiedział rozbawiony Zayn zza mnie.
-Mogę się założyć o sto funtów, że wybiegnie z pokoju z płaczem.- Powiedział szatyn.
-Stówka, że wybiegnie, ale bez płaczu.- Dodał Zayn. Podeszłam do nich i wyciągnęłam rękę.
-Stówa, że mu zasmakuje.- Powiedziałam pewnie i uścisnęłam ich dłonie.
-Słyszałam, że miałaś robić naleśniki... CO TY ZROBIŁAŚ?- Krzyknął Niall wchodząc do kuchni. Zayn i Lou wybuchnęli śmiechem.
-Mówiliśmy Ci.- Powiedzieli jednocześnie.
-Szkoda, że nie wcześniej.- Powiedziałam zupełnie poważnie. Natalie zaśmiała się przechodząc koło mnie i wyciągnęła talerz. Zabrała dwa naleśniki i zaczęła jeść.
-Co ty robisz?- Zapytał blondyn dziewczyny.
-Umm... Jem?- Powiedziała z pełnymi ustami. Niall popatrzył najpierw na Talie, potem na mnie i w końcu na naleśniki. Westchnął głośno i wziął widelec. Zayn i Louis wymienili zszokowane spojrzenia, gdy blondyn zaczął przeżuwać moje naleśniki.
-To jest lepsze niż myślałem.- Powiedział wkładając do ust kolejny kawałek.
-Jeden dla Lizzie, zero dla chłopców.- Powiedziałam z triumfem do totalnie zdezorientowanego Zayn'a i Louisa.- Wisicie mi dwie stówki, panowie.- Powiedziałam śmiejąc się i podchodząc do szafki. Wyciągnęłam z niej cztery talerze, jeden kładąc przed blondynem. Podeszłam do blachy pełnej naleśników i nałożyłam po trzy na każdym talerzu. Złapałam je  postawiłam przed nadal zdezorientowanymi chłopakami.- Smacznego.- Powiedziałam słodko i sięgnęłam po widelec. Jedzenie było dobre, ale nic wielkiego.
-Gdzie jest, tak w ogóle Liam?- Spytałam przełykając naleśnika.
-Myślę, że poszedł do swojej nowej DZIEWCZYNY.- Zaakcentował ostatnie słowo Lou wymownie wzruszając ramionami.
-Liam ma dziewczynę?- Powiedziałam unosząc brwi.
-A wyobraź sobie, że ma.- Powiedział wchodzący do kuchni Liam.
-Przepraszam... nie o to mi chodziło...- Powiedziałam zakłopotana.
-Spoko, nic się nie stało.- Uśmiechnął się szczerze szatyn, pokazując śmieszne zmarszczki wokół oczu.- A tak w ogóle, gdzie zgubiliście Hazzę?- Spytał po chwili chłopak zabierając mojego naleśnika. Zrobiłam kwaśną minę i groźnie na niego spojrzałam.
-Chyba pojechał... do studia, dograć coś.- Powiedział jakby poddenerwowany Louis.
-No właśnie! Co wy tak w ogóle robicie?- Spytałam rozglądając się po kuchni za ścierką.
-Głównie utrzymujemy się z występów, ale ostatnio nagraliśmy płytę i wysłaliśmy demo do wytwórni.- Powiedział obojętnie Zayn.
-Macie zespół?- Spytałam otwierając szerzej oczy.- Jak się nazywacie?
-One Direction.- Powiedział Liam kończąc MOJEGO naleśnika.
-Idę was wyguglować.- Powiedziałąm i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Nie rób tego!- Prawie krzyknął Zayn.
-Dlaczego?- Spytałam skonsternowana.
-Bo... Po prostu tego nie rób.- Skończył. W tym momencie Niall wybuchł śmiechem. Wszyscy popatrzyliśmy na niego, a ten się natychmiast uspokoił. Szepnął coś na ucho Talie i podszedł do mnie.
-Odprowadzę Cię do pokoju i nie pozwolę, żebyś nas guglowała.- Powiedział śmiało i wziął mnie pod rękę.
Gdy szliśmy po schodach postanowiłam przerwać ciszę.
-Wiesz, że nie powstrzymasz mnie przed wyszukaniem Was?- Spytałam spoglądając na blondyna.
-Wiem, a nawet zamierzam Ci pomóc. Jako Twój przyjaciel, koniecznie muszę Ci coś pokazać.- Powiedział z uśmiechem i wszedł do pokoju jego i Zayn'a. Podszedł do łóżka bruneta i wyciągnął spod niego kartonik. jak oryginalnie. Położył pudełko na łóżku i zaczął czegoś szukać. W końcu wyciągnął zapisaną z obu stron kartkę w moją stronę.
-Nie powinnam. Sama piszę, i wiem jak to jest, jak ktoś bez mojej wiedzy czyta moje teksty.- Powiedziałam cicho.
-Ale chyba możesz zrobić wyjątek, bo to tekst o Tobie.- Powiedział z uśmiechem blondyn. Że co kurwa? 
-Jak to, o mnie?
-Tak po ludzku. No dalej, czytaj.- Powiedział ponaglając mnie drugą ręką. Wzięłam od niego kartkę i spojrzałam na pierwszą stronę.

Where do broken hearts go? 
[Ej, włączcie sobie!]

Counted all my mistakes and there’s only one/ Policzyłem wszystkie moje błędy i jest tam tylko jeden
Standing out from the list of the things I’ve done/ Odstający od listy rzeczy, które zrobiłem.
All the the rest of my crimes don’t come close/ Cała reszta moich zbrodni, nie jest podobna
To the look on your face when I let you go/ Do wyrazu twojej twarzy, kiedy pozwoliłem ci odejść.


So I built you a house from a broken home/ Więc, zbudowałem ci mieszkanie z rozbitego domu,
Then I wrote you a song with the words you spoke/ Potem napisałem Ci piosenkę ze słowami, które wypowiedziałaś.
It took me some time but I figured out/ Zajęło mi to trochę czasu, ale zrozumiałem,
How to fix up a heart that I let down/ Jak naprawić serce, któremu pozwoliłem upaść.


Now I’m searching every lonely place/ Teraz przeszukuję każde samotne miejsce
Every corner, calling out your name./ Każdy kąt, wołając twoje imię.
Trying to find you, but I just don’t know./ Próbując cię odnaleźć, ale ja po prostu nie wiem.
Where do broken hearts go?/ Dokąd idą złamane serca?
Where do broken hearts go?/ Dokąd idą złamane serca?


Yeah the taste of your lips on the tip of my tongue,/ Yeah, smak twoich ust na końcu mojego języka,
Is at the top of the list of the things I want./ Jest na szczycie listy rzeczy, których pragnę.
Mind is running in circles of you and me/ Mój umysł obraca się wokół ciebie i mnie,
Anyone in between is the enemy./ Ktokolwiek, kto jest pomiędzy nami, jest wrogiem.


Shadows come with the pain that you’re running from./ Cienie przychodzą z bólem, którym się kierujesz.
Love was something you never heard enough./ Miłość była czymś, o czym nigdy nie słyszałaś zbyt często.
Yeah it took me some time but I figured out,/ Yeah, zajęło mi to trochę czasu, ale zrozumiałem,
How to fix up a heart that I let down./ Jak naprawić serce, któremu pozwoliłem upaść.*


Skończyłam czytać i zupełnie oniemiałam. Usiadłam na łóżku nadal rozmyślając.
-Czy to...- Zaczęłam cicho.
-Tak, to napisał Zayn.- Skończył blondyn.
-Oww...
-Napisał to o Tobie.- Powiedział, a ja spojrzałam na niego. Mówił poważnie, na jego twarzy nie było cienia śmiechu. Położyłam kartkę obok siebie i wstałam.
-Wracajmy. Powiem, że nie będę was szukać, czy coś...- Powiedziałam do Nialla kierując się w stronę drzwi. Myślami jednak byłam gdzie indziej. Zayn napisał o mnie piosenkę? Piosenkę o złamanym sercu i popełnieniu różnych błędów? O bólu, miłości i pożądaniu?

*Tekst nie jest moim tłumaczeniem tylko chamsko ściągniętym z Tekstowo.pl, ale piszę to, żeby potem wątów nie było
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Mały poślizg, ale jest w sobotę! 
Ostatnio coś w ogóle ni komentujecie i jest mi z tego powodu przykro. :(
Będę płakać jak nie będzie komentarzy i nie będę dodawać postów, cnie. Ale to chyba oczywiste.
Dobra koniec użalingu się nad sobą
Miłego czytanka, Miśki!

wtorek, 17 marca 2015

Chapter SIXTEEN

Zayn's POV
    Odprowadziłem Elsę do jej mieszkania. Co jej do głowy strzeliło, żeby bić się z Lizzie? Wróć. Co mi do głowy strzeliło, żeby przyprowadzić Elsę do Lizzie?
Może chciałeś, żeby była zazdrosna? I po cholerę mi to? A może ty lubisz Lizzie? Lubię ją, trudno jej nie lubić. Jest ładna, zgrabna, zabawna i inteligentna. No i może trochę dziecinna, ale to dodaje jej uroku. Nie, idioto. Może ty ją lubisz, lubisz? Ta! Jasne! I jeszcze czego?
Z kłótni pomiędzy prowadzoną pomiędzy rozumem, a podświadomością (ta, wiem, że to niemożliwe) wyrwało mnie stuknięcie w szklankę obok mnie. Prawie zapomniałem, że po odprowadzeniu Elsy przyszedłem do baru, żeby się porządnie schlać i chociaż na chwilę nie myśleć o niczym.
-Ej ty, pięknisiu. Jeszcze jednego?- Zapytała barmanka. Kobieta miała około dwudziestu pięciu lat. Zdecydowanie przesadziła z makijażem, a jej odrosty przyprawiały mnie o dreszcze. O czym ja, do kurwy, myślę?
-Jasne.- Mruknąłem zbyt szorstko nawet nie patrząc na kobietę. Ta prychnęła pod nosem i odeszła. Oparłem głowę na rękach i wypuściłem głośno powietrze. Po chwili usłyszałem stukot szkła i spojrzałem przed siebie. Stała tam kwadratowa szklanka z  brązowo-złotym płynem.
-Whiskey bez lodu dla pięknisia.- Powiedziała bez uczucia i popatrzyła się na mnie. Uśmiechnąłem się do niej tak fałszywie jak tylko mogłem, po czym złapałem za szkło i uniosłem do ust. Połknąłem wszystko za jednym razem i odstawiłem szklankę zbyt gwałtownie, przez co głucho huknęła.
-Ciężki dzień?- Spytała farbowana blondynka dolewając mi alkoholu.
-Mało powiedziane.- Burknąłem i znowu uniosłem naczynie do ust tym razem opróżniając je do połowy.
-Ej, ej. Zwolnij pięknisiu, bo za jakieś czterdzieści minut będą musieli Cię wynieść.
-Mam to w dupie. I przestań mnie do jasnej cholery nazywać pięknisiem, bo, do kurwy nędzy, nie wytrzymam.
-Uuu... Wulgarny jesteś.
-Co ty nie powiesz?- Powiedziałem zirytowany.
-Dobra, koleś. Próbuję Ci pomóc. Wysłuchać Cię.
-A po chuj mi rady jakiejś głupiej barmanki?- Zapytałem ostro.- Wybacz.
-Przyzwyczaiłam się. Nie takich żuli tu widywałam.
-Och, czyli teraz jestem żulem?
-Nie chciałeś być pięknisiem, to będziesz żulem.- Powiedziała z uśmiechem w sumie to nawet atrakcyjna blondynka. Zaśmiałem się na jej uwagę.- Czyli jak, powiesz mi coś, czy nadal będziesz tylko zżędliwym i trochę agresywnym nastolatkiem?
-Nastolatkiem?- Zapytałem rozbawiony.- Sprzedałabyś nastolatkowi cztery kolejki whiskey?- Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Nie takie rzeczy się robiło. A tak w ogóle, to ile ty masz lat?
-Dwadzieścia trzy.
-Nie, nie dałabym Ci tylu. Najwyżej jakieś...- Zmrużyła jedno oko i przechyliła głowę w bok.- Jakieś siedemnaście.- Zacząłem się śmiać. To co powiedziała blondynka, w sumie nie było aż tak śmieszne, ale procenty we krwi zaczęły dawać po sobie znaki.
-Siedemnaście.- Powtórzyłem nadal się śmiejąc.
-Masz takie dziecięce rysy twarzy. Pewnie gdyby nie ta broda i w cholerę głęboki głos, za chuja pana bym nie uwierzyła, że masz ponad dwadzieścia.- Zaśmiała się dziewczyna. Wyciągnąłem do niej rękę.
-Zayn.
-Amanda.
-Miło mi Cię poznać, Amando.
-Ej czekaj...- Powiedziała po chwili.
-Co?
-Zayn?
-Tak?
-Nie, nie.. Chodzi mi o to, że... Jesteś w jakimś zespole?- Powiedziała wlepiając we mnie swój wzrok.
-No tak... One Direction. Razem z przyjaciółmi. Niedawno wydaliśmy płytę, może o niej słyszałaś... Ale czemu pytasz?
-Bo Cię kojarzę. Dzisiaj Wasza piosenka leciała w radiu, a niejaki Simon Cowell wypowiadał się dla jakiegoś kolorowego ścierwa mówiąc, że chce z Wami podpisać kontrakt.
-Nie pierdol.- Powiedziałem nie ukrywając zdziwienia. Tak to prawda, wysłaliśmy płyty do kilku wytwórń, ale, że aż tak? Ehh... Moje pijackie myśli są bezsensowne.
-Nie pierdole. Serio. Pokazywał, że wyśle Wam kontrakt w ciągu dwóch tygodni... Czyli licząc od tamtego dnia...- Zawiesiła na chwilę.- To jakoś dzisiaj.
-Nie pierdol.- Powtórzyłem.
-Ogarnij się koleś, musimy to oblać.
-Jak to "MY"?- Nie zdążyłem skończyć, bo blondynka weszła na ladę i krzyknęła na całe pomieszczenie. W barze natychmiast zrobiło się cicho.
-TEN O TO TUTAJ- Wskazała na mnie.- WŁAŚNIE DOSTAŁ KONTRAKT OD JEDNEGO Z NAJWIĘKSZYCH SZYCH MUZYCZNYCH. DRINKI NA KOSZT BARU OD TERAZ.- Wydarła się i zeszła z powrotem na ziemię.
-Co ty robisz?- Spytałem gdy stanęła koło mnie.
-Załatwiam rozrywkę.- Zaśmiała się ironicznie.

Lizzie's POV
    Harry zostawił mnie samą, abym pomyślała o wszystkim. Może ma rację? Może potrzebuje teraz trochę przestrzeni? Gówno prawda. Jedyne, czego aktualnie potrzebujesz do czegoś mocnego. Przytaknęłam sobie i zeszłam na dół.
Wzięłam butelkę starej, dobrej szkockiej i wróciłam do siebie.
    Nim się obejrzałam wypiłam połowę butelki i śmiałam się jak głupia. Zachciało mi się siku, więc niezdarnie wstałam z podłogi i zwróciłam w stronę łazienki. Światło było zapalone, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Z impetem pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi na całą ich szerokość. W środku stał Zayn. Nie miał na sobie koszulki, tylko szare dresowe spodnie opuszczone nisko wokół bioder. Miałam idealny widok na jego wszystkie tatuaże, ponieważ stał do mnie tyłem opierając o umywalkę.
-Li-Lizzie?- Czknął niezdarnie. Huh, świetnie. Też jest pijany.
-Siku mi się chce.- Mruknęłam i podeszłam do toalety. Ściągnęłam spodnie wraz z bielizną i zaczęłam załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, półtora metra od Zayna...
-Ch-chcesz, żebym wy-wyszedł?- Zapytał i odepchnął się od umywalki niemal zderzając swoją piękną twarz z podłogą. O czym ja do cholery myślę?
-A siedź se!- Zaśmiałam się i czknęłam. Po chwili wstałam z toalety i spuściłam wodę podciągając spodnie. Umyłam niezdarnie ręce prawie wywalając się na podłogę. Odwróciłam się i wpadłam na klatkę piersiową Zayn'a. Uśmiechnęłam się pijacko i oparłam ręce o jego brzuch.
-Tęskniłam za Tobą.- Powiedziałam zbyt cicho jak na mój stan. Chłopak nie odpowiedział. Popatrzył na mnie i złączył nasze usta w pocałunku pełnym pasji. Był on zarazem namiętny, jak i delikatny... i zaskakująco, jak na naszą postawę, skoordynowany. Nasze wargi zachowywały się tak, jakby nie były stworzone do niczego innego, a języki toczyły zaciętą bitwę pomiędzy sobą.
Chłopak wsunął swoją lewą dłoń pod moją koszulkę gładząc nią moje plecy, a prawą pozostawił na moim biodrze.
Po chwili moja bokserka wylądowała na ziemi, a spodnie na spłuczce toaletowej. Sięgnęłam do gumki od spodni Zayn'a ciągnąc materiał w dół tak, że został w samych, czarnych bokserkach. Chłopak wziął mnie na ręce i posadził na umywalce upewniając się w połowie, że mój stanik wyląduje gdzieś koło prysznica. Uśmiechnęłam się, gdy poczułam jak palce bruneta wędrują w dół mojego brzucha i uchylają kawałek bielizny...
    Obudziłam się w wygodnym łóżku. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że nie jestem w swoim pokoju, cholera jasna, tylko w pokoju Zayn'a i Nialla. I to, cholera jasna, w łóżku Zayn'a. I cholera... Jestem w samych gaciach. Cholera, to bokserki Zayn'a...
Wyskoczyłam z łóżka tak szybko i delikatnie jak było to możliwe. Zaczęłam szukać moich ciuchów. Cholera, cholera, cholera... Łazienka! Ale nie wyjdę na korytarz w samych gaciach Malika! Wypuściłam głośno powietrze.
Wzięłabym koszulę Zayn'a, nie raz już w niej po domu chodziłam, ale co jak sobie coś pomyślą?
-Cholera jasna!- Powiedziałam szeptem i walnęłam się otwartą dłonią w czoło. Wiem! Wezmę koszulkę Nialla!
Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do szafki blondyna.  Gdy w końcu wygrzebałam jakąś koszulkę i wciągnęłam ją przez głowę, ledwo sięgała mi końca tyłka. No tak, Niall jest mniejszy niższy od Zayn'a... Nic innego nie masz... Spokojnie Lizzie, to tylko kilka metrów, dasz radę.
Obciągnęłam bluzkę najniżej jak tylko mogłam i obrzuciłam pokój spojrzeniem, upewniając się, że nie zostawiłam czegoś, czy coś... Mój wzrok zatrzymał się na śpiącym brunecie. On nawet jak śpi wygląda zajebiście! Prawda... Przydługie włosy opadły mu na twarz, przez co wyglądał co najmniej uroczo. Zarost zniknął z jego policzków, a usta miał delikatnie otworzone. Leżał na brzuchu z jedną ręką nad głową a drugą pod kołdrą. Dlaczego, do jasnej cholery, musi być taki przystojny? Westchnęłam chyba zbyt głośno, bo brunet szarpnął się, po czym otworzył oczy. Przetarł twarz dłonią i podparł się na rękach siadając.
-Przyglądanie się mnie kiedy śpię, jest trochę przerażające, nie uważasz?- Spytał zaspanym głosem. Gdy usłyszałam jego głos momentalnie zmiękły mi kolana i zapomniałam języka w buzi. Zupełnie jak za pierwszym razem, cóż za ironia...
-J-ja już pójdę...- Powiedziałam i błyskawicznie opuściłam pokój nie przejmując się długością koszulki. Usłyszałam za sobą wołanie Zayn'a i... Liama? Wpadłam do swojego pokoju i osunęłam się po drzwiach. Co jest ze mną nie tak?
-LIZZIE!?- Krzyknęłam... TALIE? Spojrzałam na swoje łóżko i zauważyłam ją z Niallem w, eww, MOIM łóżku.
-Ja pierdole.- Przeklnęłam i uciekłam z pokoju. Usiadłam przy ścianie i podciągnęłam kolana pod brodę. Usłyszałam parę kroków i poczułam ciepłą dłoń na plecach. Nie pomyliłabym tego dotyku z niczyim innym, jeśli rozumiecie o co mi chodzi. CZY TY ZAWSZE MUSISZ BYĆ ZBOCZONA? Po chwili do moich nozdrzy wdarła się woń męskich perfum i papierosów. Jeszcze Ciebie tu brakowało...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taka niespodzianka! :D Myślałam, że dodam rozdział dopiero w sobotę, ale wena mnie polubiła i napisałam! :3 
Miłego czytanka i jak zwykle, do soboty, Miśki! :'3

Z GÓRY PRZEPRASZAM ZA SPAM
Wpadnijcie na mojego nowego bloga, okej?
http://highly-complicated-story.blogspot.com/

sobota, 14 marca 2015

Chapter FIVETEEN

   -To się zaczęło w moje 16 urodziny...- Powiedziałam niepewnie. Wszystkie przykre wspomnienia powróciły do mojej głowy, a pod powiekami poczułam nieprzyjemne pieczenie i zbierające się łzy. Opuściłam nisko głowę i pozwoliłam, aby kilka kropli spłynęło mi na policzki. Harry złapał mnie za podbródek i podciągnął głowę tak wysoko, abym mogła spojrzeć w jego oczy. Uśmiechnął się delikatnie ukazując dołeczki na polikach. Nieśmiało odwzajemniłam gest, a chłopak mnie przytulił.
-Spokojnie. Poczekam tyle, ile będzie trzeba.- Powiedział cicho w moje włosy.
-Dziękuję, że to dla mnie robisz.- Odpowiedziałam cicho szlochając.
-Już Ci mówiłem, od tego ma się przyjaciół.- Odsunął mnie na długość swoich ramion i uśmiechnął się szeroko. Wyjrzałam przez okno.
-Na urodziny zawsze chciałam pojechać na koncert. Nie ważne jaki. Chciałam to zrobić. Wyrwać się na chwilę z rzeczywistości i pochłonąć w świat muzyki.- Uśmiechnęłam się smutno na powracające wspomnienia.- Mój starszy brat, Nick, bardzo chciał mnie zabrać na mój pierwszy w życiu koncert. Bardzo często i długo, nawet bardzo długo, kłócił się z rodzicami o mój wyjazd. Nie pozwalali mi, bo przecież "Ona ma 16 lat, Nicholas! To jeszcze dziecko! Nie możesz tak sobie wywozić ją na pół nocy!"- Udawałam cudzysłowie palcami.- A co on sobie z tego robił? Nic. Kompletnie nic. Zignorował ich zakazy i zabrał mnie na mój wymarzony koncert. Oczywiście rodzice się dowiedzieli. Nie spali całą noc, tylko po to, żeby po naszym powrocie wlepić mi karę i...- Przełknęłam głośno ślinę.- I wtedy powiedzieli, że Nick już nie jest ich synem, i ma się wyprowadzić.- Powiedziałam cicho i opuściłam głowę na dół.
-Dlatego, że spełnił twoją wieloletnią prośbę?- Spytał cicho Harry.
-Tak, właśnie dlatego. Powiedzieli mu, że dla nich już nie istnieje. Że jest nic nie wartym śmieciem... Mnie ignorowali odkąd skończyłam 13. Nie liczyły się dla nich moje słowa. Według nich, "dziecko takie jak ja nie powinno mieć w ogóle własnego zdania". Przez ostatnie osiem lat wymienili ze mną może jakieś trzy zdania? Ale to nie jest najgorsze... Zanim skończyłam siedemnaście lat... Pamiętam to jakby było wczoraj...- Powiedziałam czując jak łzy zlatują na moje policzki.

~Retrospekcja~
   Za trzy dni moje urodziny! YAAAY! Wyjdę z Sophią na jakąś ostrą imprezę i tak się uchleję, że nie będę mogła stanąć! Śmiałam się jak opętana przechodząc korytarzem do łazienki. Na ścianie wisiały rodzinne zdjęcia, gdy zauważyłam Nicka, gwałtownie się zatrzymałam. Jak myślisz, byłby z Ciebie dumny, gdyby zobaczył swoją małą El, zapitą w trzy dupy? Myślisz, że przez coś takiego wrócił by do domu? 
Tak, cały czas wierzyłam, że Nick wróci do mnie. Że nick wróci dla mnie. Że będziemy spędzać godziny przed telewizorem. Że razem będziemy ignorować rodziców. Brakuje mi go. Brakuje mi mojego starszego braciszka. Brakuje mi jego głupich uwag. Brakuje mi jego nieznośnych komentarzy przy koleżankach. Brakuje mi tych ciągłych, bezsensownych kłótni, jego silnych ramion, które otulają mnie, gdy jestem smutna, czy zła. Brakuje mi nawet tego, że odganiał ode mnie wszystkich chłopaków miotłą. Dosłownie.
Pamiętam, jak wybierałam się na swoją pierwszą randkę, ale Nick mnie wyprzedził łapiąc za miotłę i wygonił biednego chłopaka z podjazdu.
Zaśmiałam się na wspomnienie Nicka biegającego z miotłą po podjeździe ganiając jakiegoś chłopca. Muszę odwołać imprezę. Muszę powiedzieć Soph, że nie mam ochoty wychodzić. Nie zrobię mu tego. Pokażę mu, Nickowi, że jest mi potrzebny do życia, ale nie w tak desperacki sposób.
    Zeszłam na dół i zajrzałam do salonu. Na kanapie siedzieli rodzice i oglądali wiadomości, których nigdy nie słucham. Coś jednak kazało mi zostać. Weszłam do pokoju i oparłam się o bok sofy tak, aby być jak najdalej od moich rodziców. W końcu na ekranie ukazała się szczupła blondynka.
-Wczoraj, późną nocą, znaleźli ciało 22 letniego chłopaka...
Nick miałby teraz 22 lata... Nie, to nie pewno nie chodzi o niego, nieprawdaż? Postanowiłam słuchać dalej.
-Leżał z opakowaniem po silnych tabletkach w ręku. Po podłodze turlała się pusta butelka po whiskey. Policjanci mówią, że znaleźli list w drugiej ręce. Chłopak prawdopodobnie nazywa się Nicholas Bell.
Nie... To niemożliwe. To nie może być mój Nick... To po prostu, nie!
Roztrzęsiona spojrzałam na ekran, na którym znalazło się zdjęcie listu. To pismo Nicka, o mój...
     Chciałbym tylko przeprosić moją młodszą siostrzyczkę, Elisabeth.
  El, jeżeli to czytasz...
Chciałbym powiedzieć, że bardzo Cię kocham- i nic tego nie zmieni! 
Pamiętaj, nie zrobiłem tego ze względu na Ciebie, po prostu... Nie dawałem sobie już z tym wszystkim rady. 
Jest mi przykro, że nie wiedziałaś o tym wcześniej. Ale nie zadręczaj się myślami, że mogłabyś mi pomóc. Nikt, powtarzam NIKT, nie mógłby mi pomóc. 
Przykro mi też z tego powodu, że odszedłem. Że odszedłem bez Ciebie. Nie powinienem Cię zostawiać samej z tymi przebrzydłymi larwami. Tak, chodzi mi o rodziców. 
Jesteś najlepszą siostrą na świecie! I wiedz, że jeżeli będę miał możliwość, to będę się przyglądał, tam z góry, Tobie i twoim przyjaciołom. Zawsze będziesz moją małą El i nic tego nie zmieni. 
Naprawdę, przepraszam Cię, że dowiedziałaś się o mojej śmierci w taki sposób.
Chcę też poprosić Cię o coś.
Obiecaj mi, że nie poddasz się w walce z rodzicami i w końcu się od nich uniezależnisz. 
Bądź silna, skarbie! I pamiętaj, zawsze będę z Tobą. Nieważne czy obok, na kanapie, czy w sercu. 
Nigdy Cię nie opuszczę i zawsze będę się Tobą opiekować, 
Twój najukochańszy brat, Nick.

Po przeczytaniu tego, nie wiedziałam co robić. Wstałam oszołomiona, nawet nie pamiętając kiedy usiadłam i skierowałam się do kuchni. Usłyszałam rozmowę rodziców.
-W końcu. Myślałem, że nigdy tego nie zrobi. 
-Należało się mu. Kanalia jedna.- Odwróciłam się od moich "rodziców" i krzyknęłam z całej siły.
-Jak możecie tak mówić o swoim dziecku? Nigdy nie byliście tyle warci, żeby dostać takiego syna. Kim wy w ogóle jesteście, żebyście tak o nim mówili? I to jeszcze po jego śmierci?
-Posłuchaj mnie dziecko.- Powiedziała szorstko "mama".
-Nie! Wy mnie posłuchajcie! Jesteście nędznymi, brudnymi szumowinami! Nie zasługujecie na to, żeby żyć! Wyprowadzam się! Nie wytrzymam dłużej z kimś takim!- Krzyknęłam i skierowałam się do mojego pokoju. Wyszarpałam walizkę spod łóżka i zaczęłam wrzucać do niej wszystkie moje rzeczy. Gdy skończyłam, zabrałam moje wszystkie oszczędności i wyszłam bez słowa z domu.
-Wszyscy dobrze wiemy, że bez nas nie wytrzymasz dwóch dni!- Krzyknęła mama z drzwi. Odwróciłam się do niej i uśmiechnęłam szyderczo. Pokazałam środkowy palec i wsiadłam do nadjeżdżającego akurat autobusu.
~Koniec retrospekcji~

    Siedziałam na przeciw zielonookiego chłopaka i płakałam. Nie zdziwię, się, jak schudnę z trzy kilo, bo wypłakałam tyle wody, że ja dziękuję. Harry nie odezwał się słowem. Lustrował mnie jednak swoimi tęczówkami, a po chwili przytulił. 
-Czyli, teraz jakoś będzie... Pięć lat?- Spytał ze smutkiem w głosie Harry. Wiedziałam o co mu chodziło.
-Za tydzień mija dokładnie pięć lat.- Odpowiedziałam smutno.
-Przykro mi z powodu... Wszystkiego.
-Wiesz o mnie dużo więcej niż inni.- Powiedziałam cicho i mocniej wtuliłam się w jego tors.
-To też wiem. Mam tylko nadzieję, że nie żałujesz tego, że wszystko mi powiedziałaś.
-Skądże. Dobrze mieć przyjaciela do wygadania się.- Uśmiechnęłam się delikatnie nie odsuwając od Loczka. Chłopak zaśmiał się cicho.
   Puścił się w chwili, gdy uspokoiłam swój oddech. Patrzyłam na niego, a on patrzył na mnie. Zbliżył się do mnie i położył rękę na policzku.
-Lizzie, posłuchaj i nie przerywaj mi na chwilę.- Powiedział widząc, że chcę coś powiedzieć. Przytaknęłam delikatnie głową.- Na początku, gdy Cię spotkałem, byłem strasznie chamski. Nie ukrywam tego. Wstydzę się mojego zachowania w tamtej chwili, ale wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Zauroczyłaś mnie, gdy tylko na mnie spojrzałaś.- Zrobił przerwę i cicho się zaśmiał, jednak nie przestawał gładzić mojego policzka.
-Harry...- Powiedziałam cicho.
-Posłuchaj... Na prawdę, cieszyłem się jak dziecko, że odważyłem się zostawić wtedy u Ciebie tą kartkę. Trochę mniej się ucieszyłem, jak mnie skopałaś...- Ponownie zaśmiał się, a na moje policzki wpłynęła soczysta czerwień.- Ale to nieważne.Tam, nad tym jeziorem, bawiłem się świetnie. Naprawdę myślałem, liczyłem na coś więcej, ale ty wtedy... Odsunęłaś się ode mnie. Przykro mi z powodu, że tak związałaś się z Zayn'em.- W tym momencie opuścił swoją rękę.- Wiem, że będziemy tylko przyjaciółmi. W pełni to rozumiem, ale jeśli nie zrobię tego teraz... Będę żałował do końca życia.- Ostatnie zdanie powiedział o wiele ciszej i zbliżył się do mnie. Objął mnie ramionami i musnął swoimi wargami moje. Nieśmiało oddałam pocałunek, ale po chwili chłopak się odsunął i od razu wstał.
-Wiem, że potrzebujesz teraz trochę przestrzeni. I pozwól, że od razu odpowiem Ci na pytanie... Nie musisz się martwić, nie będę liczyć na nic więcej, bo wiem że kochasz Zayn'a, ale też nie odsunę się od Ciebie. Będę się Tobą opiekował tak długo, aż nie powiesz, że nie chcesz tego.- Uśmiechnął się delikatnie i wyszedł z pokoju.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I kolejny rozdział! 
Jak Wam się podoba? Co sądzicie o liście Nicka do Lizz? Myślicie, że Harry pozostanie tylko przyjacielem dla dziewczyny? A co z Zayn'em? No i jak ułożą się sprawy między Talie, a Niallem?
Czytajcie, komentujcie i rozpowszechniajcie!
No i nie zapomnijcie wejść, na mojego nowego bloga o Hazzie: http://highly-complicated-story.blogspot.com/
Pozdrowionka, Miśki!

wtorek, 10 marca 2015

Chapter FOURTEEN

    Podkuliłam nogi pod brodę i wpatrywałam się przed siebie.
-Lizzie... Ja chyba... Umm... Pójdę już.- Powiedział cicho Harry i wyszedł. Dlaczego to zrobił? Dlaczego teraz? Potrzebuję go! Chciałabym krzyknąć, żeby nie uciekał jak pieprzony tchórz. Od kiedy zrobiłaś się taka sukowata? Nie mam pojęcia. To wszystko mnie przerasta. Talie miała rację, mogłam zostać u niej. Mogłam nie dokładać sobie problemów. Mogłam mieć wszystko w dupie przez kilka dni...
Ale nie. Musiałam postawić na swoim. Dlatego powiedziałaś Hazzie, że kochasz Zayn'a, tak? O mój Boże! Czy ja mu to powiedziałam? Nie powiedziałaś mu tego. Wykrzyczałaś mu to w twarz. Biedny chłopak. Chciał Ci tylko pomóc... Och, zamknij twarz.
Wypuściłam głośno powietrze i powoli wstałam. Otarłam policzki i podeszłam do lustra, aby skontrolować stan mojego makijażu. Cholera, Lizzie! Nie zachowuj się jak pusta lalka! Umm.. Tak, mam rację. Przetarłam jeszcze raz okolice oczu i wyszłam na korytarz. Skierowałam się do pokoju Hazzy. Gdy stanęłam przed drzwiami, nieśmiało nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. Chłopak siedział na podłodze z podciągniętymi kolanami, na których opierał głowę. Rękami oplótł swoje nogi i wpatrywał się w jeden punkt. Jego wzrok był nieobecny, a nawet... smutny?
-Harry...- Zaczęłam cicho.
-Wyjdź.- Powiedział nie odwracając na mnie wzroku. Stałam zszokowana przez chwilę, ale ocknęłam się.
-Harry... Ja naprawdę...- Powiedziałam nieśmiało. Chłopak momentalnie wstał i stanął przede mną.
-Co ty naprawdę? Nie chciałaś powiedzieć, że go kochasz? Czy nie chciałaś się mną bawić, a potem zmienić, od tak?- Zaśmiał się gorzko.- Uwierz mi. Nie dam się więcej owinąć wokół palca. Nikomu. A teraz, wyjdź.- Gdy skończył odwrócił się do mnie plecami i spuścił głowę. Nie ruszałam się z miejsca przez chwilę.- Słyszałaś co powiedziałem, czy byłaś zbyt zajęta swoimi sprawami, żeby zwrócić uwagę na mnie?- Odwrócił się do mnie. Popatrzyłam w jego zielone tęczówki, które straciły na blasku. Białka jego oczu były przekrwione, jakby... od płaczu? Włosy miał poburzone, zapewne od szarpania za nie. Nie wiem po co to zrobiłam, ale zamiast wyjść skierowałam się do chłopaka i mocno otuliłam go ramionami. Nie odwzajemnił mojego gestu, ja jednak nie dawałam za wygraną.
-Wiem... Wiem, że jestem zapatrzoną w siebie suką, która nie zwraca uwagi na innych. Suką, która myśli że inni nie mają problemów. Ale wiesz co? Żałuję tego. Żałuję tego, że zostawiłam Cię, z nadzieją na coś więcej, że nie poznałam Cię lepiej, że to w Tobie się nie zakochałam. Tak strasznie żałuję, Harry!- Jęknęłam przez płacz i wtuliłam się mocniej w szatyna. Poczułam ręce na swoich plecach. Zrobił to. Odwzajemnił mój uścisk. Poczułam się szczęśliwa, ale tylko przez chwilę. Zdałam sobie sprawę, że problemy tak szybko nie znikają. Trzeba je rozwiązać, a nie zapomnieć o nich. Odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam na jego twarz. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza, ale szybko ją starł. Uśmiechnęłam się nieśmiało po czym odsunęłam od szatyna.
-Pójdę już. Jak będziesz mnie potrzebował to... Wiesz gdzie mnie znaleźć.- Zaśmiałam się cicho i wyszłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam TĄ blondynkę. Czy to Amber (albo Anne, czy inne cholerstwo)? Mam nadzieję, że nie...
-Cześć! Jestem Elizabeth, ale mów mi Elsa.- Uśmiechnęła się szeroko dziewczyna i wyciągnęła do mnie rękę.
ELIZABETH? Co on sobie, do jasnej choler, myśli? Zaśmiałam się gorzko i uścisnęłam dłoń ELSY.
-Miło mi poznać, Lizzie.
-Lizzie, to skrót od...?- Zapytała nadal się uśmiechając. Jakim. Prawem. Ta. Suka. Się. Jeszcze. Do. Mnie. Szczerzy. 
-Od Elisabeth.- Powiedziałam zaciskając mocno zęby.
-Mamy dopasowane imiona! Jak fajnie!- Pisnęła blondynka. Po prostu świetnie, zajebiście! Dodała moja podświadomość. Chyba pierwszy raz z czystym sumieniem się z nią zgadzam. Chciałam jej się odgryźć, ale nie zdążyłam, bo ta żmija znowu się odezwała.
-Przykro mi, że nie wyszło Ci z Zayn'em, ale wiesz... Jak go poznałam, miałam wrażenie, że jest nieszczęśliwy. Myślę, że było mu źle z Tobą. Nie oszukujmy się skarbie. Zayn, to nie twoja liga.- Gdy usłyszałam jej słowa, otworzyłam usta chcąc coś powiedzieć, ale nie mogłam. Może to prawda? Może nie jestem w typie Zayn'a? Poczułam ukłucie w sercu, ale nie z zazdrości. Raczej z zażenowania i smutku.
 -Nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy.- Wysyczałam przez zęby. Prychnęłam na tą długonogą żyrafę, która wabi się Elsa i wyminęłam ją.
Gdy stanęłam tuż przed swoimi drzwiami, ktoś szarpnął mnie za rękę i odwrócił mnie do siebie. Zauważyłam tylko podniesioną dłoń, a po chwili poczułam mocny ból na policzku.
-Czy ty mnie właśnie uderzyłaś?- Zapytałam z niedowierzaniem na Elsę.
-Nie czujesz? Mogę poprawić.- Uśmiechnęła się chytrze podnosząc lekko zaczerwienioną dłoń.
-Nie waż się podnosić na mnie ręki.- Powiedziałam ostrym tonem.
-A co? Poskarżysz się rodzicom? A nie, przepraszam... Oni zapomnieli o swojej córeczce.
-Co? Skąd ty wiesz...
-Umiem kojarzyć fakty, skarbie.
-Nie mów do mnie skarbie.
-Bo co? Powiesz swojemu starszemu bratu?- Zaśmiała się chamsko. W tym momencie nie wytrzymałam.
-Nie masz prawa wspominać o moim bracie, suko!- Krzyknęłam popychając blondynkę na ścianę. Uderzyła o nią plecami, a gdy tylko spojrzała na mnie i wymierzyła mi kolejny policzek postanowiłam się jej odpłacić. Ścisnęłam dłoń w małą pięść i nakierowałam na twarz, konkretniej na nos, blondynki. Gdy tylko moja ręka wylądowała na twarzy dziewczyny, ta jęknęła i pociągnęła mnie w dół. Szarpałam ją za włosy, a ona próbowała zacisnąć ręce na mojej szyi. Po chwili poczułam jak silne ręce odciągają mnie od tej żmii. Gdy stanęłam nad tą pustą lalką, zdałam sobie, że łzy lecą na moje policzki. Znowu. Otarłam je szybko i jeszcze raz spojrzałam na dziewczynę. Miała potargane włosy, rozcięty policzek, a z jej nosa wypływała krew. Zaśmiałam się widząc w jakim stanie jest blondynka.
-Popieprzona dziwka!- Krzyknęła, gdy tylko usiadła. Wyrwałam się z mocnego uścisku i znowu wylądowałam na blondynce.
-Lizzie!- Krzyknął ktoś zza moich pleców. Odwróciłam się do tyłu i spojrzałam dwójkę przerażonych chłopaków. Louisa, który stał bliżej mnie i Zayna, stojącego przy schodach. Zapewne niebieskooki odciągnął mnie od tej szmaty.
Chciałam coś powiedzieć, ale poczułam silne uderzenie z tyłu głowy. Zamroczyło mnie i poczułam jak osuwam się na ziemię.
    -Lizzie, Lizz...- Ktoś szeptał mi do ucha i delikatnie szturchał w ramię. Jęknęłam coś niezrozumiałego i otworzyłam oczy. Światło przyprawiło mnie o ból głowy, więc ponownie je zamknęłam. Niedługo potem udało mi się ponownie podnieść powieki i usiąść. Przez chwilę nie widziałam zbyt wiele, a ściślej ujmując, widziałam tylko jasną plamę światła. Zamrugałam kilka razy, a gdy mój wzrok przystosował się do nagłej zmiany oświetlenia, zarejestrowałam, że jestem w pokoju Harry'ego i Nialla. Siedziałam na łóżku blondyna, obserwowana uważnie przez sześć osób. Nialla, który swoją drogą był najbliżej, Haryy'ego, Zayn'a, Louisa, Liama i Ryana. W kącie siedziała Elsa. Co ONA tu robi? Nie wystarcza jej już, że nazwała mnie dziwką i zwyzywała MOJĄ rodzinę w MOIM domu?
-Co ty tutaj robisz?- Zapytałam cicho wpatrując się w znudzoną dziewczynę.
Przewróciła oczami i zbliżyła się do mnie. Obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem i chytrze się uśmiechnęła.
-Chciałam Cię przeprosić. Jest mi bardzo, baardzo przykro, że Cię pobiłam.- Powiedziała z niechęcią wpatrując się w paznokcie.
-Jasne.- Mruknęłam cicho, a blondynka odeszła nie kryjąc zirytowania.
-Zayniee*! Chodźmy już! Bo nam rezerwacja w hotelu przepadnie.- Powiedziała wyraźnie podkreślając słowo "hotel". Zaśmiałam się cicho z jej idiotyzmu.
-Nigdzie nie idę, idź sama.- Odpowiedział jej brunet. Natychmiast spoważniałam. Czy on właśnie odmówił swojej dziewczynie tylko po to, żeby zostać ze mną?
-Ale Zaynie!- Oburzyła się blondynka.- To chyba nie przez tą szmatę, prawda?- Powiedziała robiąc maślane oczka. A jednak. słowo "szmata" wyszło z jej ust wprost ociekając jadem i wrogością.
-Elizabeth, chodź ze mną.- Powiedział chłodno chłopak wstając. Złapał tą żmiję za rękę i wyprowadził z pokoju. Czyli mu na mnie nie zależy. A czegoś ty się spodziewała? Sponiewierałaś go w centrum handlowym, przy tylu ludziach! Nie wybaczy Ci tak szybko, o nie! Tsaa...
Po chwili w drzwiach stanęła Talie. Od razu się uśmiechnęłam, a dziewczyna niemal przybiegła do mnie i zamknęła mnie w silnym uścisku. Nie pozostawałam jej dłużna i od razu odwzajemniłam gest dziewczyny.
-Nawet nie wiesz jak się martwiłam, gdy Harry do mnie zadzwonił...- powiedziała cicho.
-Harry do Ciebie zadzwonił?
-Tak, gdyby nie on, pewnie nic bym nie wiedziała.- Powiedziała mocniej mnie ściskając. Popatrzyłam na Harry'ego rozmawiającego z Louisem. Czyli to Harry zadzwonił po Natalie. Nie Zayn, tylko Harry. W końcu nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja uśmiechnęłam się słabo i powiedziałam bezdźwięczne "dziękuję". Szatyn zaśmiał się cicho i odpowiedział również bez dźwięku "Od tego ma się przyjaciół". Poszerzyłam uśmiech. W tym momencie Talie odsunęła się ode mnie.
-Raczysz mi odpowiedzieć na pytanie? A tak w ogóle, czego się tak szczerzysz?- Zapytała z chytrym uśmiechem.
-Że co?
-Wiecznie roztrzepana. A może to skutki uboczne omdlenia?
-Zemdlałam?- Powiedziałam otwierając szerzej oczy.
-Tak, stara. Odleciałaś na jakieś...- Przerwała na chwilę i spojrzała na zegarek.- Sześć godzin.
-SZEŚĆ?- Powtórzyłam głośniej.
-Mhm.- Przytaknęła blondynka.- Ale lekarz powiedział, że nic Ci nie będzie.
-Był tu lekarz? I co mu powiedzieliście?
-Co do tego... To ta suka wezwała doktorka i powiedziała mu, że się wywaliłaś i walnęłaś głową o szafkę.- Westchnęła smutno Talie.
-Ale żmija...
-Właśnie. Chciałam zaprotestować, powiedziałam prawdziwą wersję, ale... Lekarz mi nie uwierzył.- Powiedziała smutno.
-Nie martw się. To nie Twoja wina, że jest głupi.
-Nie jest głupi. Jest spokrewniony z naszą królową lodu**.- Wtrącił się Harry i wszyscy się zaśmialiśmy.
    Wieczorem... Chyba w Twojej strefie czasowej. Po jedenastej WIECZOREM zgłodniałam i zeszłam na dół, do kuchni. Gdy weszłam do niej zauważyłam Nialla. Nie zdziwił mnie ten fakt. Mieszkam z tym chłopakiem prawie dwa miesiące, i chyba tylko raz się zdarzyło, że wchodząc do kuchni nie zauważyłam blondyna pałaszującego jakichś pyszności, zazwyczaj moich. Zaśmiałam się cicho przenosząc tym uwagę blondyna z resztek po obiedzie na mnie.
-Dobrą zapiekankę zrobiłaś. Dasz mi przepis? Albo nie, po prostu rób ją częściej.- Zaśmiałam się na słowa blondyna.
-Tylko, że to nie ja ją zrobiłam, tylko Talie. To ona jest makaronową królową.- Oboje się zaśmialiśmy. Do kuchni weszła Talie.
-Dlaczego mnie obgadujecie?- Powiedziała ze śmiechem łapiąc za jabłko.
-Co ty tu robisz?- Spytał Niall wpatrując się w moją przyjaciółkę.
-Przeszkadzam Ci?- Odpowiedziała mu dziewczyna chichocząc.
-Nie! Skądże, ja tylko...- Mówił zakłopotany blondyn.
-Żartowałam. Postanowiłam zostać dzisiaj na noc. No wiesz. Spać tutaj, i w ogóle.- Zachichotała słodko.
-Tyle słodyczy, blee!- Rozwarłam wargi i pokazałam palcem do środka ust.- Aż się rzygać chce.- Zaśmiałam się i poszłam po szklankę. Do kuchni wszedł Harry, Louis i Liam.
-Komu się chce rzygać?- Zapytał ze śmiechem Lou. W kuchni zaczęło robić się ciasno. Nic dziwnego. Kuchnia 4x5, meble plus pięć osób.
-Więcej Was matka nie miała!- Krzyknęłam udając obruszoną i sięgnęłam po szklankę. Odwracając się wpadłam na Lou'iego.
-Patrz jak chodzisz, ślamazaro.- Powiedział z przekąsem szatyn.- Chociaż może nie. Odwołuję to ostatnie. Bo jeszcze dostanę, jak ta pusta blondi.- Poruszył wymownie brwiami. Wszyscy w kuchni zaśmiali się na słowa chłopaka. Powstrzymałam śmiech i położyłam ręce na biodrach.
-Więc teraz zrobicie ze mnie niezrównoważoną psychicznie, agresywną psychopatkę?- Tommo przytaknął nadal się śmiejąc. Prychnęłam w jego stronę i skierowałam się do wyjścia.
-Lizz! Chyba o czymś zapomniałaś.- Zaśmiał się Harry wręczając mi szklankę wody.
-Oh, dzięki. Dobranoc wszystkim!- Odebrałam szklankę od zielonookiego i krzyknęłam do kuchni. W odpowiedzi usłyszałam jakieś niezrozumiałe pomruki. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam w stronę schodów. Słyszałam, że ktoś za mną idzie. Odwróciłam się, aby spostrzec śmiejącego się Hazzę.
-Śledzisz mnie?- Zapytałam z przekąsem.
-Odprowadzam Cię do pokoju.- Odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem ukazującym rząd jego śnieżnobiałych zębów. Gdy stanęliśmy przy drzwiach odwróciłam się twarzą do chłopaka.
-Możesz już iść.- Uśmiechnęłam się, a chłopak mi zawtórował.
-Chciałbym pogadać, mogę?- Wskazał na drzwi. Przytaknęłam i wpuściłam chłopaka do środka idąc tuż zanim. Usiadł na parapecie i wpatrywał się we mnie. Podeszłam do szatyna i zajęłam miejsce koło niego. Uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam za okno. Było ciemno, a na niebie majaczyło kilka jasnych gwiazd.
-Lizzie, nie chciałbym być wścibski, czy coś... Ale... O co wtedy chodziło?- Zapytał Harry. Popatrzyłam w jego oczy, w których kryła się troska.
-Najpierw, myślałam, że to taka wiesz... Typowa lalka Barbie. Zawsze uśmiechnięta, różowa, miła aż do przesady, ale później mi powiedziała, że sprawiam, iż Zayn staje się nieszczęśliwy...
-"Iż"?- Zaśmiał się chłopak. Odwzajemniłam gest chłopaka i lekko uderzyłam go w ramię.- Urodzony wojownik.- Ponownie zaśmiał się chłopak pocierając swoją rękę.- Dobra, kontynuuj.
-Ogólnie stwierdziła, że nie jestem w lidze Zayn'a i że mam się do niego nie zbliżać...Powiedziałam, żeby nie wtykała swojego długiego nosa w nieswoje sprawy.- Zaśmiałam się cicho, a chłopak do mnie dołączył.- Później ją wyminęłam, a ona złapała mnie za nadgarstek i uderzyła w policzek.
-I dlatego jej oddałaś?
-Niezupełnie...
-A więc?
-Powiedziała, że...- Przełknęłam ślinę i poczułam jak gula w moim gardle narasta.- Spytała, czy poskarżę się rodzicom, a gdy nic nie powiedziałam, dodał, że mnie nie kochają i, że ich nie obchodzę.- Poczułam jak łzy zaczynają napływać do moich oczu. Odwróciłam wzrok od szatyna i spojrzałam przez okno.
-To wszystko?
-Nie...- Głos mi się załamał, a gdy przypomniałam sobie o co dokładnie chodziło po policzku spłynęła pierwsza łza. Chłopak uniósł swoją dłoń i kciukiem  ją przetarł.- Chodzi o to, że... Powiedziała, żebym... Wspomniała o moim bracie...- Łzy zaczęły lecieć po moich policzkach strumieniami. Nie wytrzymałam. Po raz kolejny zostałam złamana. Po prostu poddałam się. Ukryłam twarz w dłoniach, Harry odciągnął je od twarzy, a ja spojrzałam na niego. Wyglądał na zdezorientowanego.
-Nie każ mi tego opowiadać. Nie każ mi do tego wracać.- Szlochałam cicho. Chłopak zbliżył się do mnie i objął ramionami. Jedną ręką podtrzymywał i głowę, a drugą gładził po plecach.
-Nie zrobię tego. Uważam jednak, że jeżeli wyrzucisz to z siebie, będzie Ci łatwiej.- Powiedział cichym i spokojnym głosem. Może ma rację? Odsunęłam się nieznacznie od niego i spojrzałam w jego zielone tęczówki.
-To się zaczęło w moje 16 urodziny...

*Zaynie- Czyt. Zejni
**Królowa Lodu- Harry nawiązał tu do bajki Kraina Lodu, w której główna bohaterka, Elsa, ma nadprzyrodzoną moc związaną właśnie z lodem, czy coś.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Poużalałabym się chwilę nad sobą, ale kto by to czytał? No nikt.
Ale, hej, napisałam coś, w ciągu 2 dni! Masakra jakaś, no nie? 
Ostatnio coraz rzadziej pojawiają się rozdziały, ale myślę, że nie będzie to rzadziej niż raz na tydzień.
INFO: Założyłam drugiego bloga! Tym razem o Hazzie! Zapraszam serdecznie: http://highly-complicated-story.blogspot.com/
Czytajcie, komentujcie, i polecajcie! 
Miłego czytania i pozdrowionka, Miśki!

sobota, 7 marca 2015

Chapter THIRTEEN

    Na moich policzkach zaczęły odznaczać się strużki łez.
-Lizzie, wszystko okej?- Spytała zatroskana Natalie.
-Nie. Nic nie jest okej.- Powiedziałam cicho.- Dlaczego wszystko w moim życiu musi być tak popieprzone?- Zaśmiałam się sarkastycznie chowając twarz w dłoniach.
-Ej, ej... Cicho.- Powiedział Ryan i objął mnie ramionami. Zaszlochałam głośno i rozpłakałam się na dobre.
    Obudziłam się czując ból w szyi. Okazało się, że wszyscy we trójkę spaliśmy na niezbyt dużej kanapie. Pociągnęłam najciszej jak mogłam nosem i wydostałam się spod Natalie tak, aby jej nie obudzić. Weszłam do łazienki i zmyłam makijaż... A tak właściwie to jego resztki. Opłukałam twarz jeszcze raz wodą i wyszłam z pomieszczenia. Przede mną stanął Ryan z zatroskaną miną.
-Już dobrze?- Spytał otulając mnie swoimi rękami. Pokiwałam przecząco głową i zagryzłam wargę powstrzymując płacz. Po chwili poczułam metaliczny smak krwi, ale nie przestałam przygryzać wargi.
-Możesz tu zostać kilka dni jeśli chcesz.- Powiedziała Natalie wchodząc do korytarza. Pociągnęłam nosem i zachłysnęłam się powietrzem. Szybko pokręciłam głową i oderwałam się od Ryana.
-Chciałabym, ale... To nic nie da...
-Ale...- Próbowała mi przerwać.
-Nie, Talie. Ona ma rację. Nic dobrego nie przyjdzie za tym, że będzie go unikać.- Powiedział stanowczo Ryan. Natalie wywróciła oczami i prychnęła.
-Dobra, róbta, co chceta. Ale mnie w to nie mieszajta!- Zaśmiała się Natalie. Razem z Ryanem dołączyłam do przyjaciółki.
-Dobra mała, idziemy.- Odezwał się szatyn i chwycił za kluczyki.
Po chwili wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do auta. Gdy siedzieliśmy na miejscach, chłopak wypuścił głośno powietrze i ruszył.
Po niemal pół godzinie jazdy w ciszy, Ryan w końcu stanął na parkingu, przed moim domem. Trzęsącą się ręką próbowałam odpiąć pas. Czego ty się tak boisz, hm?
-Wrócę do Talie, wiem, że dasz sobie radę.- Pocieszał mnie Ryan. Przytaknęłam głową i w końcu wypięłam to ustrojstwo, Chwiejnym krokiem dotarłam do drzwi. Elisabeth Bell, nie tchórz! Tylko nie Elisabeth, UGH. Potrząsnęłam głową i weszłam do środka. W salonie siedział Niall, który od razu po zobaczeniu mnie, przytulił na powitanie.
-Wiesz może, gdzie jest Zayn?- Spytałam nieśmiało gdy tylko się odsunęłam.
-Właściwie, to niedawno wychodził. Myślałem, że będzie z Tobą...- Powiedział blondyn drapiąc się po karku.
-No cóż, nie był ze mną od wczorajszego popołudnia...
-Liz, co się stało?
-Uhm... Jakby to... Sprawy między mną a Zayn'em się trochę pokomplikowały.- Uśmiechnęłam się sztucznie do blondyna. Chłopak chyba zauważył, że jest to delikatna sprawa, więc od razu zmienił temat.
-Umiesz gotować, no nie? Jestem głodny.- Powiedział i razem się zaśmialiśmy.
-Jasne. Chodź, zrobię Ci pizzę.- Uśmiechnęłam się uroczo i złapałam blondyna za rękę prowadząc go do kuchni.
-Zrobisz mi pizzę!?- Krzyknął śmiejąc się Niall.
-Zrobię ci pizzę!- Odkrzyknęłam równie głośno i zaczęłam się śmiać.

Harry's POV
  Usłyszałem jak ktoś trzaska drzwiami. Zszedłem na dół, ale zatrzymałem się w połowie schodów słysząc głos Lizzie.
-Wiesz może, gdzie jest Zayn?- Zapytała ze smutkiem w głosie. Poczułem ukłucie zazdrości przez to, z jaką troską wypowiadała jego imię.
-Właściwie, to niedawno wychodził. Myślałem, że będzie z Tobą...- Powiedział Niall. Zirytowany całą sytuacją wypuściłem głośno powietrze i ruszyłem w stronę swojego pokoju.
-Zrobisz mi pizzę!?- Wydarł się blondyn, prawdopodobnie z kuchni. Zaśmiałem się zamykając drzwi od mojego pokoju.
    Po jakiejś godzinie bezmyślnego leżenia na łóżku i gapienia się w sufit, usłyszałem ciche pukanie. 
-Harry?- Do pokoju weszła Lizzie. 
-Wchodź. Czuj się jak u siebie.- Zażartowałem i nie musiałem długo czekać na reakcję dziewczyny. Zachichotała uroczo i usiadła na brzegu łóżka. Przesunąłem się na drugi bok łóżka i poklepałem miejsce koło siebie dłonią. Brunetka odstawiła talerz z, teraz przeze mnie zauważoną, pizzą.
-Przyszłam, aby podzielić się ostatnimi kawałkami pizzy.- Westchnęła brunetka cicho się śmiejąc. Dołączyłem do dziewczyny i odwróciłem się do niej twarzą podpierając głowę na ręce. Sięgnęła za siebie i postawiła talerz z pizzą między nami. Zaśmiałem się cicho i sięgnąłem po kawałek. Dziewczyna uważnie mi się przyglądała. Ugryzłem i zacząłem przeżuwać pizzę. Lizzie nadal lustrowała mnie z dużą uwagą. Zaśmiałem się cicho nadal żując.
-Będziesz mi się przyglądać jak jem?- Spytałem gdy tylko połknąłem jedzenie.
-Może.- Zaśmiała się brunetka i położyła na plecach wypuszczając głośno powietrze.
-Co jest?- Zapytałem odkładając talerz na szafkę obok i siadając przed dziewczyną. Uśmiechnęła się sztucznie i popatrzyła na mnie.
-Nic. Jest okej.- Powiedziała jakoś mało przekonująco.
-Lizzie...- Jęknąłem i wywróciłem oczami.- Nie ze mną takie numery.
-Nie chcesz słuchać o moich problemach i rozterkach.- Zaśmiała się nerwowo nie obdarzając mnie nawet krótkim spojrzeniem.
-A właśnie, że chcę. Od tego ma się przyjaciół.
-Och! Czyli jesteśmy przyjaciółmi?- Powiedziała nie przejawiając żadnych emocji. byłem trochę skołowany. Podrapałem się po karku i patrzyłem na dziewczynę.
-Umm... Myślałem, że...
-Przepraszam. Tryb "suka" znowu się włączył.- Zaśmiała się dziewczyna, aja dołączyłem do niej.
-Jak to znowu?- Zapytałem po chwili. Dziewczyna momentalnie spoważniała. Usiadła szybko i odwróciła się do mnie plecami.
-Wiesz Harry, pójdę już. Muszę jeszcze... Mam coś do załatwienia.- Powiedziała cicho i wyszła. 
Siedziałem przez chwilę zdezorientowany, ale szybko podniosłem swój tyłek i ruszyłem na korytarz. Nie musiałem długo szukać Lizzie, bo stała jak sparaliżowana na samej górze schodów. Patrzyła się na drzwi wejściowe, a raczej na Zayn'a i jakąś blondynkę... Wpatrywałem się w nich dłuższą chwilę. Po tym, jak dziewczyna wpiła się w usta bruneta, kompletnie oniemiałem. Ocknąłem się po tym, gdy usłyszałem ciche, smutne westchnienie. Popatrzyłem na brunetkę stojącą niedaleko mnie i zauważyłem, że z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Poczułem ukłucie smutku i złości. Smutek, dlatego, że widziałem jak Liz płacze. A złość, dlatego, że... Umm... Nie wiem dokładnie czemu, ale wiem, że ma to coś wspólnego z Zayn'em. Złapałem brunetkę za rękę i pociągnąłem w stronę jej pokoju. Gdy zatrzasnąłem drzwi, brunetka rozpłakała się na dobre. Podszedłem do niej szybko i mocno objąłem ramionami.
-Ej, ej. Liz, ćśś... Już dobrze.- Próbowałem przekonać, ale chyba sam siebie.
-Dobrze? Nie będzie wcale dobrze, Harry! Ja go kocham, a on sprowadza jakieś dziwki, do mojego domu!- Krzyknęła brunetka odpychając moją klatkę i osuwając się po ramie łóżka na ziemię. Schowała twarz w dłoniach i zaczęła głośno płakać. Stałem w dokładnie tym samym miejscu co przed chwilą i nie byłem w stanie nic zrobić.
"Ja go kocham"...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że dzisiaj tak krótko, ale wena mnie opuściła. :( Tydzień, rozumiecie, TYDZIEŃ, bez jakiegokolwiek pomysłu, inspiracji. NIC. I dopiero dzisiaj, o godzinie 21:13, moja stara przyjaciółka, wena, postanowiła do mnie zajrzeć! Jestem jej za to wdzięczna, bo już myślałam, żeby nie dodawać NIC w tym tygodniu. ALE STAŁO SIĘ.
Przedstawiam Wam moje wypociny z prawie, uwaga, PÓŁTORA TYGODNIA!
Miłego czytania, i jak zawsze...
POZDRAWIAM WAS, MIŚKI!