niedziela, 26 kwietnia 2015

NOWY BLOG!


No heja! To ja! Cieszycie się? Co za pytanie, pewnie, że się cieszą...

Żartowałam, hehe

Dobra, link do nowego bloga,
drugiej części tego bloga,
znajdziecie,

Ale ze mnie aparatka, hehe
Tak się cieszę, że będę kontynuować bloga! O Boże!
Mam nadzieję, że druga część spodoba Wam się równie bardzo jak ta,
a może i bardziej. ;)

Teraz już wszystko. Tak myślę. 
Ale! Jeszcze nie wszystko!
Więc... Huh...
Ten blog zostaje oficjalnie
ZAKOŃCZONY
Co oznacza, że nie będą się tu już pojawiały nowe rozdziały. 
Ale wróć! Będą się pojawiały, tylko że nie tu.
Na tym nowym blogu. Link u góry.
Wiem, że wiecie, ale lubię mówić NOWY BLOG.
To takie fascynujące.


Tym razem już wszystko. SERIO.

P.S. Papatki!

sobota, 25 kwietnia 2015

BONUS CHAPTER

Lizzie's POV
    Chodzę regularnie do lekarza, wszystko jest w porządku ze mną i dzieckiem. Żyję sobie, dziecko też, niby wszystko okej... Ale wcale nie jest okej. Chłopaki wyjeżdżają już niedługo w trasę, a ja nadal nie wiem, czy komukolwiek mówić o ciąży. Mam po prostu przesrane.
-Lizz!- Zawołała Talie z kuchni.
-Idę!- Krzyknęłam i w stronę blondynki i wyszłam z łazienki. Stanęłam a progu i oparłam się o futrynę.
-Wołałaś.- Mruknęłam przyglądając się co aktualnie robi dziewczyna. Była cała ubrudzona mąką, przez co wyglądała co najmniej komicznie, i grzebała coś przy jakimś cieście.
-Gotowanie to zdecydowanie Twoja działka.- Stwierdziła przyglądając się swojemu dziełu. To było... Nawet nie wiem jak o określić.
-Umm... To...?- Mruknęłam patrząc w ten sam punkt co blondynka.
-Miało być ciasto, ale chyba mi nie wyszło.- Wykrzywiła twarz w grymasie niezadowolenia. Spojrzałam na nią i parsknęłam śmiechem.
-Gotowanie to zdecydowanie moja działka.- Powiedziałam przez śmiech, wyrzucając "to coś" do śmieci.
Wyciągnęłam wszystkie potrzebne mi składniki i zaczęłam robić biszkopt według przepisu mojej mamy.
     -A więc co chciałaś udowodnić, biorąc się za pieczenie?- Spytałam przyglądając się przez szybkę piekącemu się ciastu.
-A bo ja wiem? Chciałam po prostu... Spróbować czegoś nowego...- Mruknęła niewyraźnie. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na blondynkę.
-Talie, co jest?- Powiedziałam podchodząc do dziewczyny.
-Mam wrażenie, że... Ja i Niall to nie tak na serio...
-Co ty mówisz?- Powiedziałam z trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.
-No bo... Niall prawie w ogóle nie spędza ze mną czasu, a jak już to... Zawsze jest taki oschły i... Pomyślałam, że jak coś upiekę to zwrócę na niego uwagę i w ogóle...- Zaśmiała się, chociaż jej oczy zaszły łzami. Jest źle. Jest bardzo źle. Talie zwykle nie płacze, a jak już, to z poważnego powodu.
Zbliżyłam się do dziewczyny i najmocniej jak tylko potrafiłam, oplotłam ją ramionami.
-Talie... Chłopaki mają teraz dużo roboty, są bardzo zmęczeni jak wrócą do domu. Nie martw się, już nie długo będzie okej.- Próbowałam ją pocieszyć, ale czułam, że sama się zaraz poryczę. Tylko dlaczego?
-Lizz, nie będzie okej. Chłopaki wyjadą w trasę, a co zrobi Niall? Zostawi mnie, jestem tego pewna...- Jęknęła i zaczęła płakać.
-Talie! Przestań! Nie możesz tak myśleć! Widzę, jak Niall reaguje gdy Cię zobaczy. Widzę, jak próbuje Ci zaimponować za każdym razem, gdy jesteś w pobliżu. Widzę, jak bardzo się stara, żebyś czuła się wyjątkowa...- Ostatnimi czasy trochę mniej się stara...- Jest w Tobie tak beznadziejnie zakochany...
-Jak ty w Zayn'ie...- Dokończyła łamiącym się głosem.
-Jak ja w Zayn'ie.- Potwierdziłam wtulając się mocniej w przyjaciółkę. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu i cicho się zaśmiałam.- Przez Ciebie będę płakać.
-Jak to przeze mnie?- Spytała trochę wystraszona i znacznie odsunęła się, aby na mnie spojrzeć. Zaczęłam machać dłońmi przed twarzą, żeby jakoś... Dobra, kurwa, nie wiem po co.
-Jestem w ciąży i, tak jakby, przejmuje większość emocji ludzi obok mnie. Na przykład, kiedy ty płaczesz stojąc koło mnie, ja też płaczę.- Zaśmiałam się i poczułam gorące łzy spływające po moich policzkach.
-To jakieś pojebane.- zawtórowała mi śmiechem Talie.
-Nie da się ukryć.- Przytaknęłam i w końcu wytarłam twarz dłońmi, skutecznie rozmazując cały makijaż.
-Idę się ogarnąć, a potem zasuwamy do studia.- Powiedziałam wychodząc z kuchni.
-A co z ciastem?- Krzyknęła za mną blondynka.
-Wyjmij je! Już jest gotowe!- Weszłam do łazienki i zaczęłam zmywać resztki makijażu.
    Wyszłam z samochodu Talie i zmierzyłam wzrokiem budynek stojący przede mną. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Muszę to przyznać, jestem dumna z chłopaków. Cieszę się, że ktoś się nimi zainteresował i wziął pod swoje skrzydła. Wiem, że już niedługo chłopaki będą na szczycie. Mają talent, są charyzmatycznie i do tego tacy słodcy! Nie rozklej się tylko.
-Lizzie, idziemy?- Spytała blondynka stając obok mnie. Skierowałam na nią wzrok i wesoło przytaknęłam. Ruszyłyśmy w stronę wejścia, a gdy tylko przekroczyłyśmy próg, zauważyłyśmy Niall'a.
-Talie!- Od razu się rozpromienił. Uśmiechnęłam się delikatnie.- I Lizzie, oczywiście.- Zaśmiał się blondyn, a ja dołączyłam do niego.
-Dobra skarby, wyjaśnijcie sobie parę rzeczy, a ja zadzwonię do Twojej mamy...- Urwałam na chwilę spoglądają na dziewczynę.- I powiem jej o ciąży.- Po tych słowach Niall widocznie zbladł.
-Ci-ciąży?- Jęknął wyraźnie zszokowany i popatrzył na blondynkę. Ta zaśmiała się tylko cicho i położyła dłonie na ramionach chłopaka.
-Spokojnie, nie jestem w ciąży.- Powiedziała patrząc w oczy chłopaka. Blondyn wyraźnie się rozluźnił i wypuścił głośno powietrze. Wyciągnęłam telefon z torebki.
-To idę i zostawiam Was samych. Mam tylko prośbę, nie chcę zostać ciocią w ciągu tego roku...- Zaśmiałam się i wyszłam na zewnątrz. Oparłam się o ścianę i zadzwoniłam do mamy Talie. Ta kobieta robiła za moją mamę. Oczywiście nie zwracałam się do niej na per "mamo" lecz "ciociu". Pomyślałam, że tak będzie wygodniej i, faktycznie, było.
-Ciociu!- Uśmiechnęłam się słysząc, że kobieta odebrała.
-Lizzka! Jak miło Cię znów słyszeć!
-Ja również się cieszę.- Zaśmiałam się nerwowo. Jak ja mam jej to powiedzieć.- Umm... Ciociu, tak się zastanawiałam...
-No? Mów, mów.
-Nie masz może jakiegoś wózka?- Ale wymyśliłaś!
-W-wózka? Talie jest w ciąży?- Spytała przerażona kobieta.
-Och, nie! Źle mnie zrozumiałaś! Ten wózek, to dla mnie...
-Masz jakiś projekt na studia? Chyba nie powiesz mi, że jesteś w ciąży...- Odepchnęłam się od ściany i zaczęłam krążyć bez sensu.
-Tak właściwie...
-O mój Boże...- Mruknęła cicho kobieta.- LEON! NASZA LIZZKA JEST W CIĄŻY!- Wrzasnęła zapewne do wujka Leona. Usłyszałam trochę niewyraźnie "Myślałem że się nie doczekam. W końcu będę dziadkiem!" Zaśmiałam się cicho.
-Więc, nie jesteście na mnie źli?- Spytałam po chwili trochę niepewna.
-Źli? Dziecko! To wspaniała wiadomość!- Zaszczebiotała ciocia.- Mam tylko wątpliwości, czy ty sobie poradzisz... Powiedziałabym Ci, że masz Natalie, ale... Wiesz jaka ona jest. Trochę nieodpowiedzialna.- Zachichotała kobieta.
-Ciociu, spokojnie. Nie w takie problemy już się wpakowywałam. Nie martw się o mnie.
-Na pewno sobie poradzisz?
-Tak, tak.
-I tak się będę martwić.
-To przecież na razie zwykła ciąża.
-No dobrze... Ale przyjedziesz?
-Tak, obiecuje... Przyjadę do Was.- Przytaknęłam i ruszyłam przed siebie.
-Będziemy mogli czasami Was odwiedzać?
-Tak, będziecie mogli.- Zaśmiałam się i uniosłam wzrok. Zamarłam. Przede mną stał Zayn, paląc papierosa. Wyglądał tak zajebiście...
-Pogadamy później, na razie.- Rzuciłam do ciotki i rozłączyłam się.
-Cześć.- Prawie szepnął brunet, niechcący wypuszczając na mnie dym. A jak słyszał o ciąży?
-Cześć. Mógłbyś nie dmuchać w moją stronę dymem?- Powiedziałam dosyć szorstko, żeby zbić chłopaka z tropu.
-Wybacz, nie wiedziałem że jesteś taka wrażliwa.- Mruknął i skończył szybko papierosa, po czym wyrzucił go na ziemię i zgniótł butem.
-O co Ci chodzi?- Postanowiłam brnąć dalej.
-O co mi chodzi? Kompletnie o nic. Wyszedłem na zewnątrz po ciężkim dniu pracy zapalić.
-O! Czyli sądzisz, że jestem leniem i nic nie robię?- Zabawię się z nim trochę, a potem odpuszczę.
-C-co?- Parsknął śmiechem dość poirytowany.
-A teraz się ze mnie śmiejesz! Dzięki!- Ruszyłam szybko przed siebie, żeby nie wybuchnąć śmiechem chłopakowi w twarz.
-Lizz, ja nic takiego nie powiedziałem!- Tłumaczył się żałośnie. Odwróciłam się do niego przodem i zacisnęłam usta w wąską linię. Popatrzyłam na jego twarz, Był zmartwiony, trochę poirytowany i przede wszystkim zdezorientowany. Nie wytrzymałam dłużej i zaczęłam się śmiać jak wariatka.
-Gdybyś widział swoją minę!- Wydusiłam przez śmiech.  Zayn również zaczął się śmiać.
-Wcale nie powinienem się śmiać. To było okrutne.- Powiedział po chwili z udawanym obruszeniem.
 -Oj, przepraszam... Nie powinnam znęcać się nad małymi, słodkimi, niewinnymi zwierzątkami...- Dodałam zabawnie wydymając wargi i pogłaskałam jego idealne włosy, zapewne niszcząc jego starannie wykonaną fryzurę.
-Zaraz autentycznie się na Ciebie obrażę.- Powiedział cicho, a ja popatrzyłam na niego z udawanym strachem. Wymusiłam płacz i spojrzałam na niego jak male dziecko. Jesteś taka okropna. Ale za to jak świetnie wychodzi mi granie, hah.
-Ej, ej... Żartowałem.- Dodał praktycznie od razu, ale ja się nie złamałam. Po moim policzku spłynęła fałszywa łza. Nadal patrzyłam na jego twarz, która teraz pokazywała jego głębokie zmartwienie i troskę. Oplótł mnie ramionami i pocałował w czubek, a gdy to zrobił, zaczęłam się trząść ze śmiechu. Jesteś potworem!
-Jesteś taki przewrażliwiony!- Krzyknęłam łapiąc się za brzuch.
-Ha-ha-ha, bardzo śmieszne.- Wywrócił oczami, a ja momentalnie się wyprostowałam.
-Nie rób tak, bo Ci zostanie.- Powiedziałam już całkiem poważnie. Chłopak przewrócił oczami jeszcze kilka razy, a ja objęłam jego twarz dłońmi.
-Ej, powiedziałam coś.- Zmrużyłam oczy, a brunet zaczął się śmiać.
-Dobra, panno wszystko-wiem-lepiej-od-innych-i-każdy-ma-nie-słuchać, chodźmy do środka.- Przytaknęłam i otarłam twarz dłońmi. Złapałam Zayn'a pod ramię i skierowałam się do środka pomieszczenia.
     Weszliśmy do środka i zastaliśmy Simona Cowell'a.
-Zayn! Jak dobrze że przyszedłeś. To pewnie ta dziewczyna, o której tyle ostatnio mówisz?- Zarumieniłam się, gdy Simon wypowiedział te słowa i spojrzałam na Zayn'a. Był wyraźnie poirytowany. Wyciągnęłam dłoń do starszego mężczyzny.
-Lizzie.
-Miło mi, Simon.- Uścisnęłam mu rękę.
-Dobra, skoro wszyscy już jesteście... Chciałem Wam przypomnieć, że pozostał Wam nie cały tydzień do wyjazdu, więc radziłbym się z wszystkimi pożegnać...
-Jak to tydzień?- Przerwał mu prawie natychmiast Liam.
-...I zakończyć wszystkie związki partnerskie...
- Jak to, kurwa, zakończyć?- Warknął zdenerwowany Niall.
- Niall!- Talie szturchnęła blondyna. Wszyscy popatrzyliśmy się na Simona, jak na idiotę, a nie jak na starszego człowieka z wieloletnim doświadczeniem w branży muzycznej.
- Posłuchajcie... Wyjeżdżacie w długą trasę jako zwykli, przeciętni, młodzi mężczyźni. Ale wrócicie z niej jako międzynarodowe super-gwiazdy! Nie będziecie mieli czasu utrzymywać kontaktu z osobami ze zwykłego świata. Za dużo obowiązków, pracy...
- A co, gdyby Talie i Lizzie pojechały z nami?- Zapytał Niall. Razem z Talie zwróciłyśmy na niego wzrok.
- I co niby miałyby robić? Siedzieć całymi dniami na kanapie i czekać na Wasz powrót, tylko po to, żeby usłyszeć, że jesteście padnięci?- Spytał dosyć ostro Simon.
- Niall, Simon ma rację. To nierozsądne...- Zaczęłam dość spokojnie. To by było dziwne, żebyśmy jechały z nimi. Wróć. Gdybym ja jechała z nimi.
-Talie, z tego co wiem, jest świetną stylistką, a Lizz tekściarką. Mogłyby nam pomoc. Gdzie więc tkwi problem?- Wtrącił Zayn.
-Zayn...- Próbowałam mu przerwać.
- Powiedz, Simon, gdzie tkwi problem?- Halo! Ja tu jestem!
-Zayn, ja... Nie mogę jechać...- Powiedziałam patrząc na niego spod ściągniętych brwi.
 -W sumie, to nie widzę większych przeszkód w tym, żeby dziewczyny Wam pomogły.- Mruknął Simon. Nawet ty przeciwko mnie?
- Ja... Na prawdę nie mogę jechać...- Powiedziałam coraz bardziej się stresując.
- Dlaczego, kurwa?- Syknął brunet. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Dlaczego on jest kurwa zły? Co ja mu zrobiłam?
- Bo jestem kurwa w ciąży!- Wybuchnęłam. Kurwa, kurwa, kurwa. Nie powiedziałam tego na głos, prawda?
-W-w... Ciąży?- Spytał blady jak ściana Zayn. Kurwa!
-Jesteś takim idiotą, Zayn!- Warknęłam wkurwiona, zupełnie nie wiedząc dlaczego. Czuje się jak gąbka. Przesiąkam ostatnio emocjami ludzi dookoła mnie. Wyszłam ze studia i skierowałam się... Naprzód.
Szłam szybko. Nawet bardzo. Nie słyszałam, jak ktoś mnie woła, ale po chwili poczułam czyjąś obecność tuż za mną.
-To nie Twoje dziecko, więc z łaski swojej, odpierdol się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju.- Kłamię. Nie chcę, żebyś mnie zostawiał. Nie wyjeżdżaj w trasę, zostań ze mną i ze SWOIM dzieckiem. Zaopiekuj się nami. Bądź wspaniałym tatą, do cholery!
- Lizzie... Kocham Cię... Nie chcę Cię zostawić...- Gdy to powiedział ja... Nie wiedziałam co zrobić. W końcu odwróciłam się tyłem do niego i poszłam dalej. Takiego bólu nie czułam nigdy wcześniej. Płakałam jak opętana, to mało powiedziane. Czułam się strasznie. Nie chciałam mu mówić, żeby mnie zostawiał. Nie wiem czemu to zrobiłam. Kocham go. A on kocha mnie. 
Jestem z nim w ciąży, będziemy mieli dziecko. Ale on o tym nie wie.
Odwróciłam się do chłopaka, ale widziałam już tylko jego sylwetkę znikającą za ścianą budynku studia.
Czyli to koniec. To koniec mnie i Zayn'a. Nie pójdę do niego. Nie będę go błagać o wybaczenie. Z resztą, co mu powiem? Zayn! Namyśliłam się, to jednak Twoje dziecko. To co? Kochasz mnie i będziemy razem?
To tak bolało.
Bolało mnie, że Zayn już nie jest mój, i że nigdy już moim nie będzie.
Wbrew swojej woli upadłam kolanami na chodnik, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam histerycznie płakać.
A teraz jeszcze zrób z siebie idiotkę...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Okej.
Teraz to już koniec.
Nie będzie więcej bonusów. (A przynajmniej nie w tej części, he)
Dodam nowego (teraz już serio ostatniego, chyba) posta z linkiem i wszelkimi informacjami do nowego bloga.
Komentujcie Miśki!
Do zobaczenia!

czwartek, 23 kwietnia 2015

Chapter TWENTY-TWO

Zayn's POV
    Coraz więcej czasu spędzam w studiu. A to dogranie partii wokalnej, której nie chciało mi się robić wcześniej, a to ponowne zaśpiewanie jednego kawałka, bo, kurwa, jestem idiotą i nie mogę załapać prostej melodii... Po prostu coraz bardziej mam ochotę zniknąć na kilka dni, i nikomu nie mówić gdzie jestem, ażeby dali mi czas na odpoczynek. Ale kurwa! Tak na naprawdę, to ja kariery dobrze nie zacząłem, a już chce odpoczynek... Ta, to pojebane.
-Zayn... Zayn! Miałeś śpiewać jeszcze raz!- Z zamyślenia wyrwał nie Liam. No fakt, miałem jeszcze raz śpiewać. 
-I tak już nic nie zrobię dzisiaj...- Westchnąłem głośno i odłożyłem słuchawki. Wyszedłem z tego małego pomieszczenia, w którym ostatnio spędzam co najmniej połowę dnia, i zobaczyłem Talie siedzącą na kolanach Niall'a.
Wywróciłem oczami i zabrałem kurtkę leżącą na jednym z siedzeń. Narzuciłem ją na ramiona, wkładając ręce do kieszeni. Od razu wyczułem paczkę papierosów, więc szybko skierowałem się na zewnątrz.
Wyciągnąłem opakowanie z kieszeni i złapałem papierosa pomiędzy dwa palce. Nie jest to zbyt przyjemny nałóg. Szkodzi zdrowiu, a na dodatek strasznie śmierdzi, ale to gówno chyba jako jedyne pozwala mi się wyrwać od moich problemów. Podpaliłem szluga moją unikalną zapalniczką z napisem "drink, fuck and smoke". Oparłem się o zimną ścianę budynku i zaciągnąłem dymem. Po chwili usłyszałem jakiś głos.
-Ciociu... Spokojnie. Nie w takie problemy się już wpakowywałam. Nie martw się o mnie... Tak, tak... To przecież na razie zwykła ciąża...- To była Lizzie. "Ciąża"? Jak to? Zmarszczyłem brwi i chciałem podejść bliżej, ale głos brunetki mnie powstrzymał.
-Tak, obiecuje... Przyjadę do Was... Tak, będziecie mogli...- Dziewczyna wyszła zza ściany, a gdy mnie zobaczyła od razu ucichła.- Pogadamy później, na razie.- Rzuciła do komórki i rozłączyła się z rozmówcą.
-Cześć.- Mruknąłem w jej stronę niechcący wydmuchując w jej stronę dym.
-Cześć. Mógłbyś nie dmuchać w moją stronę dymem?- zapytała z lekkim wyrzutem i zirytowaniem. O co jej kurwa chodzi?
-Wybacz, nie wiedziałem, że jesteś taka wrażliwa.- Odgryzłem jej, dopalając do końca papierosa. Rzuciłem go na ziemię i przygniotłem butem.
-O co Ci chodzi?- Powiedziała krzyżując ręce na piersiach. Popatrzyłem na nią unosząc brwi.
-O co mi chodzi? Kompletnie o nic. Wyszedłem na zewnątrz po ciężkim dniu pracy zapalić.- Wzruszyłem ramionami.
-O! Czyli sądzisz, że jestem leniem i nic nie robię?- Co kurwa?
-C-co?- Parsknąłem śmiechem.
-A teraz się ze mnie śmiejesz! Dzięki!- Fuknęła wymijając mnie i podeszła do drzwi.
-Lizz, ja nic takiego nie powiedziałem!- Powiedziałem żałośnie próbując się tłumaczyć nie do końca wiadomo czemu. Brunetka odwróciła się do mnie i zacisnęła usta w wąską linię. Patrzyła na mnie przez chwilę ciszy, a potem parsknęła śmichem. Stałem przed nią skonsternowany i nie do końca świadomy o co chodzi. Może ma okres? Ty jak coś wymyślisz!
-Gdybyś widział swoją minę!- Powiedziała, robiąc krótką w śmianiu się. Po chwili jednak znowu zaczęła się histerycznie śmiać. Nic na to nie poradzę, ale dołączyłem do niej.
-Wcale nie powinienem się śmiać. To było okrutne.- Powiedziałem po chwili z udawanym obruszeniem.
-Oj, przepraszam... Nie powinnam znęcać się nad małymi, słodkimi, niewinnymi zwierzątkami...- Powiedziała łagodnie i pogłaskała mnie po głowie.
-Zaraz autentycznie się na Ciebie obrażę.- Mruknąłem odsuwając się od brunetki. Popatrzyła na mnie ze strachem, a jej oczy się zaszkliły. KURWA.
-Ej, ej... Żartowałem.- Powiedziałem wyciągając do niej ramiona. Po jej lewym policzku spłynęła pierwsza łza, a ja tym razem bez zawahania przyciągnąłem ją do siebie. Oplotłem dziewczynę ramionami i pocałowałem czubek jej głowy. Lizzie zaczęła się cała trząść, a ja przytuliłem ją jeszcze bardziej. Po chwili odsunęła się ode mnie, histerycznie się śmiejąc.
-Jesteś taki przewrażliwiony!- Złapała się za brzuch i skuliła ze śmiechu.
-Ha-ha-ha, bardzo śmieszne.- Wywróciłem oczami.
-Nie rób tak, bo Ci zostanie.- Powiedziała patrząc mi prosto w oczy. Wywróciłem oczami specjalnie jeszcze kilka razy, a dziewczyna podeszła do mnie i objęła moją twarz dłońmi.- Ej, powiedziałam coś.- Zmrużyła oczy, a ja się zaśmiałem.
-Dobra, panno wszystko-wiem-lepiej-od-innych-i-każdy-ma-mnie-słuchać, chodźmy do środka.- Przytaknęła nadal się śmiejąc. Otarła twarz dłońmi i złapała mnie pod ramię, kierując się do środka pomieszczenia.
    Gdy weszliśmy do środka, powitał nas sam Simon Cowell.
-Zayn! Jak dobrze że przyszedłeś. To pewnie ta dziewczyna, o której tyle ostatnio mówisz?- Zamknij, kurwa, tą twarz. Lizzie popatrzyła na mnie zdziwiona, ale po chwili odsunęła się ode mnie i podeszła do Simona.
-Lizzie.- Powiedziała z uśmiechem.
-Miło mi, Simon.- Uścisnął jej dłoń i również się uśmiechnął. Mam ochotę mu przypierdolić, ale nie. Przynajmniej nie teraz...
-Dobra, skoro wszyscy już jesteście... Chciałem Was przypomnieć, że pozostał Wam nie cały tydzień do wyjazdu, więc radziłbym się z wszystkimi pożegnać...
-Jak to tydzień?- Przerwał mu prawie natychmiast Liam.
-...I zakończyć wszystkie związki partnerskie...
-Jak to, kurwa, zakończyć?- Wtrącił sie zdenerwowany Niall.
-Niall!- Skarciła go Talie. Wszyscy popatrzyliśmy się na Simona, jak na czubka, który właśnie zwiał z psychiatryka.
-Posłuchajcie... Wyjeżdżacie w długą trasę jako zwykli, przeciętni, młodzi mężczyźni. Ale wrócicie z niej jako międzynarodowe super-gwiazdy! Nie będziecie mieli czasu utrzymywać kontaktu z osobami ze zwykłego świata. Za dużo obowiązków, pracy...
-A co, gdyby Talie i Lizzie pojechały z nami?- Zapytał od razu Niall. Dziewczyny zwróciły uwagę na blondyna, ja z chłopakami jednak uparcie utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy z Simonem.
-I co niby miałyby robić? Siedzieć całymi dniami na kanapie i czekać na Wasz powrót, tylko po to, żeby usłyszeć, że jesteście padnięci?- Spytał dosyć ostro mężczyzna.
-Niall, Simon ma rację. To nierozsądne...- Zaczęła Lizzie, ale od razu jej przerwałem.
-Talie, z tego co wiem, jest świetną stylistką, a Lizz tekściarką. Mogłyby nam pomoc. Gdzie więc tkwi problem?
-Zayn...- Próbowała mi przerwać brunetka.
-Powiedz, Simon, gdzie tkwi problem?
-Zayn, ja... Nie mogę jechać...- Powiedziała cicho dziewczyna.
-W sumie, to nie widzę większych przeszkód w tym, żeby dziewczyny Wam pomogły.- Przytaknął po chwili Simon.
-Ja... Na prawdę nie mogę jechać...- powiedziała Lizzie wykręcając palce.
-Dlaczego, kurwa?- Syknąłem. Byłem zły. Nie wiem na kogo, nie wiem przez co. Byłem mocno wkurwiony. Kurwa, to mało powiedziane, czuje się, jakbym mógł przypierdolić ścianie, bo stała nie w tym miejscu, co chciałem. Podejrzewam, że to przez nakład pracy, stres związany z wyjazdem...
-Bo jestem kurwa w ciąży!- Krzyknęła na mnie, a ja zamarłem. Popatrzyłem na nią, szukając jakichkolwiek oznak kłamstwa. Nic nie znalazłem
-W-w... Ciąży?- Jesteś idiotą Malik.
-Jesteś takim idiotą, Zayn!- Warknęła i momentalnie wyszła z budynku. Chwilę się wahałem, ale pobiegłem za nią. Była już daleko przede mną. Przechodziła przez ulicę jakieś sto metrów dalej, ja jednak słyszałem jej szloch.
-Lizzie!- Krzyczałem za nią, ale nie odwracała się. Biegłem do niej jak jakiś idiota. Jesteś idiotą.W końcu, gdy byłem za nią jakieś trzy metry, odwróciła się do mnie. Miała opuchnięte oczy, rozmazany makijaż, a wyraz jej twarzy wyrażał głęboki żal i smutek. Ale też złość. Nieopisanie ogromną złość.
-To nie Twoje dziecko, więc z łaski swojej, odpierdol się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju.- Powiedziała z takim jadem, że gdybym był normalny, zacząłbym spierdalać.
-Lizzie... Kocham Cię... Nie chcę Cię zostawić...- Plątałem się jak jakiś żałosny nastolatek. Dziewczyna popatrzyła na mnie i nic nie powiedziała. Po prostu odwróciła się ode mnie i poszła dalej. Nie jestem w stanie opisać jak się czuję. To jest taki ból, jakiego nigdy nie doświadczyłem. Kocham tą dziewczynę. Szczerze, całym sercem, do utraty tchu... A ona... Jest w ciąży, z innym... Może go kocha? A może okazał się być dupkiem i zostawił ją z dzieckiem? Nie przeszkadzałoby mi, gdyby się okazało, że to moje dziecko. Moje i Lizzie. Cieszyłbym się jak wariat... Nie. Byłbym wariatem ze szczęścia. Olałbym wszystko inne, tylko po to,żeby móc opiekować się nią i moim dzieckiem. Przykro mi. To nie Twoje dziecko, a ona Cię nie kocha. Zostawiła Cię. Z łaski swojej, wróć do studia, nagraj swoją solówkę najlepiej jak tylko potrafisz, wyjedź w trasę i zapomnij o niej. 
Odwróciłem się i skierowałem do studia, w którym byli wszyscy. Było mi strasznie źle. Czułem, że nie mam sensu już żyć, bez niej... Jakbym już nigdy więcej nie był zdolny do kochania.

KONIEC

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zastanawiacie się pewnie, dlaczego nie ma prologu, hmm? 
Proste. To koniec tej CZĘŚĆI, ale nie OPOWIADANIA.
Tak, tak... Będzie druga część, możecie spać spokojnie, hehe.
Mam nadzieję, że wszystko do tej pory było okej, więc będziecie czekać z niecierpliwością i zdeterminowaniem na kolejną część przygód Lizzie, Zayna i... Ich dziecka! 
Od razu zdradzę, że kolejna część będzie tak jakby przyszłością tego. Tzn... Druga część będzie się działa za kilka lat. Rozumiecie? Mam nadzieję, że tak, bo nie wiem, jak inaczej mam to wyjaśnić. 
Wszystkie szczegóły z nową częścią zdradzę Wam już niedługo. Tak więc...
Trzymajcie się ciepło, Miśki!

P.S. Będzie jeszcze mały bonusik, hihi

niedziela, 19 kwietnia 2015

Chapter TWENTY-ONE

     Siedzę z Talie w poczekalni. Jestem strasznie zdenerwowana, bo właśnie ma się okazać co mi jest. Facet, który badał mnie tydzień temu stwierdził, że najprawdopodobniej te osłabienia i zmiany nastroju spowodowane są stresem i nieodpowiednią dietą. Mówił też coś o tarczycy, ale nie pamiętam dokładnie. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego.
-Elisabeth Bell!- Krzyknęła ruda kobieta zza lady.
-Teraz ty!- Powiedziała Talie szturchając mnie w ramię. Niepewnie wstałam i doczłapałam się do gabinetu. Gdy weszłam, zauważyłam siwego mężczyznę siedzącego za biurkiem.
-Dzień dobry.- Przywitałam się cicho.
-Dobry.- Odpowiedział facet nie podnosząc wzroku znad dokumentów. W końcu gdy na mnie spojrzał, wyraźnie się rozpromienił.
-Och! Panna Bell! W końcu pani jest! A więc tak...- Przerwał na chwilę szukając moich dokumentów.- Chciałbym pani pogratulować!- Powiedział uradowany.- Wszystko jest w jak najlepszym porządku, płód rozwija się w normie...
-Przepraszam, jak to, "płód"?- Zapytałam marszcząc brwi.
-Jest pani w ciąży! W czwartym tygodniu! Gratuluję!- Powiedział widocznie szczęśliwy. Cieszył się chyba za mnie... Nie mogę być w ciąży! To niemożliwe! Przecież nie uprawiałam z nikim seksu! Wyjątkiem jest Zayn, ale przestałam z nim sypiać jakieś półtora miesiąca temu! Chwila... Wtedy, w łazience... KURWA.
-Umm... Dziękuję...- Mruknęłam niewyraźnie, mocno zszokowana.
 Lekarz podał mi większość informacji, zapytał o kilka błahych rzeczy i polecił ginekologa. Gdy wyszłam, zobaczyłam zdenerwowaną Talie. Popatrzyłam na zegar, no tak, siedziałam u niego czterdzieści minut, miała prawo się zdenerwować. Podniosła na mnie wzrok i od razu się rozluźniła. Podeszła do mnie szybko i pociągnęła w stronę podziemnego parkingu.
-Co jest? Nie odezwałaś się odkąd wyszłaś z gabinetu. Nie chciałam naciskać, ale... Powiesz mi cokolwiek?- Powiedziała blondynka gdy siedziałyśmy w jej aucie. Patrzyłam się pusto w przestrzeń przed nami. Jestem, kurwa, w ciąży. W ciąży z Malikiem. Kurwa jebana mać. Odwróciłam leniwie wzrok na przyjaciółkę i nie wytrzymałam. Zaczęłam ryczeć. Ryczeć jak opętana. Dziewczyna przyciągnęła mnie do siebie i otuliła ramionami.
-Jestem w ciąży!- Jęknęłam żałośnie.
-To świetnie!- Pisnęła radośnie blondynka. Momentalnie się od niej odsunęłam i popatrzyłam jej prosto w oczy.
-Natalie, nie rozumiesz? Jestem w ciąży z Zayn'em! Z chłopakiem, który wyjeżdża w trasę za dwa miesiące! Z chłopakiem, który ma własny zespół! Z chłopakiem, który niedługo nie będzie miał prywatnego życia! Myślisz, że to dobry czas na dziecko? Nie! To dobry czas na rozwijanie kariery! Spełnianie marzeń! A nie babrania się w pieluchach.- Załkałam i odwróciłam się w stronę szyby. Nie pomalowałam się dzisiaj, więc nie było czego rozmazywać. Wytarłam szybko twarz rękami i nie odezwałam się już.
     Talie zatrzymała się na podjeździe przed domem. Chciałam wysiąść, ale dziewczyna była szybsza i zablokowała wszystkie drzwi. Popatrzyłam na nią zdezorientowana.
-Nie powiesz mu, prawda?- Spytała cicho nie patrząc na mnie.
-Nie mam najmniejszego zamiaru.- Powiedziałam gorzko.
-A co zrobisz, jak się urodzi?
-Talie, chłopaki mają talent... Rozwiną się i mogę się założyć, że niedługo będą jednymi z najpopularniejszych ludzi na świecie. Nie sądzę, że Zayn będzie o mnie pamiętać.- Powiedziałam o wiele łagodniej.- Tak będzie po prostu lepiej. Będzie lepiej, jak nie będzie wiedział. I dla niego, i dla mnie i dla dziecka.
-Zamierzasz komuś powiedzieć?- Spytała po chwili ciszy zerkając na mnie. Westchnęłam głośno.
-Nie wiem.- Zrobiłam przerwę.- Zastanawiałam się nad Harry'm, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem temu przeciwna.
-Powinnaś u powiedzieć. W końcu jest Twoim przyjacielem, tak?
-Ta... Może wejdziemy już do środka?- Powiedziałam patrząc przed siebie.
-Przykro mi, ale muszę jechać do pracy.- Powiedziała krzywiąc się.
    Aktualnie siedzę przed telewizorem i oglądam MasterChef'a. Oglądam, to za dużo powiedziane, siedzę przed telewizorem i gapię się na ekran. Tak.
Cały czas myślę o dziecku i o tym, czy na pewno robię dobrze nie mówiąc o tym nikomu. Położyłam rękę na lekko wydętym brzuchu. Wygląda jakbym przytyła, ale w rzeczywistości to mój mały dzidziuś. Uśmiechnęłam się delikatnie myśląc o tym, jak będzie wyglądać.
-Hejka Lizz, jak tam u lekarza?- Zapytał Zayn wchodząc do salonu. Och, świetnie! Wszystko jest w normie, to tylko lekki stres. A! I jesteś ojcem!
-W porządku. Te osłabienia spowodowane były przez stres. Dostałam jakieś  witaminy i lekarz zabronił mi spożywania alkoholu i palenia papierosów przez najbliższy tydzień. I powiedział, że mogę mieć poranne mdłości, czy inne gówno.- Całkiem nieźle Lizz!
-Brzmi to trochę jakbyś była w ciąży.- Powiedział brunet, a ja zamarłam.- Ale to niemożliwe.- Zaśmiał się. Poprawiłam się nerwowo na kanapie i cicho zaśmiałam.
 -Ta...
-Co oglądasz?- Zapytał siadając koło mnie. Za blisko.
-Umm... MasterChef'a, tak myślę.- Zaśmiałam się cicho.
-Nie wiesz co oglądasz? Nie no spoko.- Wyszczerzył się do mnie brunet.
-Wiesz, jestem zmęczona... Pójdę się położyć.- Wstałam i pokazałam na górę schodów. Zanim jednak wyszłam, chłopak złapał mnie za nadgarstek.
-Lizzie, co się dzieje?- Spytał wyraźnie zmartwiony. Przełknęłam głośno ślinę.
-A co ma się dziać?- Wysiliłam się na uśmiech.
-Wtedy, no wiesz... Co się działo? Zrobiłem Ci coś?- A wiesz, wyznałeś mi miłość, pocałowaliśmy się, po czym kilka godzin później omal mnie nie zgwałcili w kuchni. Nic takiego.
-Nic. Za dużo wypiłeś, gadałeś jakieś głupoty... Szkoda gadać.- Powiedziałam, nadal fałszywie się uśmiechając.
-Co dokładnie powiedziałem?- Cholera, Zayn!
-Umm... Nie pamiętam.- Nie umiesz kłamać.
-Pamiętasz.- Powiedział marszcząc czoło. Złapał mnie za dłoń i zaczął kreślić na niej nieregularne wzory, skutecznie mnie przy tym rozpraszając.- Powiedz, proszę.
-Umm... Mówiłeś, że cieszysz się, że wyjeżdżasz w trasę i... że będziesz tęsknić za wieszakiem.- Zaśmiałam się cicho. Okej, fajnie to wymyśliłaś.
-Za... Wieszakiem?- Spytał z niedowierzaniem.
-Wiesz, w którymś momencie, Harry zaczął flirtować z wieszakiem, a ty omal się z nim nie pobiłeś, krzycząc, że to Twoja kobieta.- Zaśmiałam się i opuściłam wzrok na nasze splecione dłonie. Pieprzone motylki.
-O Boże... Serio?- Powiedział zażenowany i puścił moją dłoń. Adios owados!
-Nie martw się, ludzie robią różne głupoty pod wpływem...
-Dobra, skończmy temat. Idziemy oglądać?- Zapytał z uśmiechem wskazując na kanapę. Przytaknęłam i poszłam za brunetem.

Zayn's POV
    Siedziałem na kanapie razem z Lizzie i oglądałem jakąś durną telenowelę. Położyłem dłoń  na oparciu "przypadkowo" trącając ramię dziewczyny. Popatrzyła na mnie zdziwiona, ale po chwili odpuściła. Oparła się o moje ramię, a ja delikatnie się uśmiechnąłem. Pomyśleć, że taka cudowna dziewczyna siedzi teraz ze mną, nie z Harry'm, czy kimkolwiek innym. Ze mną. 
No właśnie... Wiem, że mnie okłamała w sprawie tego wieszaka. Pamiętam dokładnie, co się stało w tamtym pokoju. Wiem, że wyznałem jej miłość, a ona... Wyszła. To zabolało. Nie powiedziała nic, po prostu wyszła. Westchnąłem głośno.
-O czym myślisz?- Zapytała patrząc na mnie z dołu. Uśmiechnąłem się i pogładziłem ją po ramieniu. Wzdrygnęła się na mój dotyk i odsunęła ode mnie. Okej, to chyba nie jest normalne.
-O niczym ważnym.- Powiedziałem wstając.- Pójdę się położyć, jutro z chłopakami jedziemy do studia... Wiesz...
-Okej.- Widocznie zasmuciła się. W tym momencie chciałem do niej podejść i jak najmocniej przytulić. Nie martwić się o nic innego, tylko o nią. Chciałem ją po prostu uszczęśliwić. Ale nie mogłeś. Westchnąłem i poszedłem do pokoju. Siedziałem na łóżku, opierając głowę na rękach. Myślałem o wszystkim. O Lizzie, zespole, trasie... No właśnie, trasa...
Za półtora miesiąca wyjeżdżamy z chłopakami w trasę po Europie, czy to nie jest zajebiste? Mieliśmy taki wydźwięk w świecie muzyki, odkąd pojawiła się nasza demówka, że ja Cię pierdolę. To pewnie dlatego, że jestem taki śliczny.
Zaśmiałem się cicho sam z siebie i położyłem. Po chwili zamknąłem oczy i spokojnie odpłynąłem do krainy Morfeusza.
Wszedłem do mieszkania i rzuciłem kurtkę w kąt. Zdjąłem buty i skierowałem się do kuchni. Przy blacie, krojąc warzywa, stała Lizzie. Miała jakieś legginsy i czarną koszulkę z napisem "Best mom ever". Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem iść w stronę dziewczyny. Zamarłem jednak, gdy usłyszałem najwspanialszy dźwięk na świecie, śmiech dziecka. Odwróciłem się w stronę małego człowieczka który siedział przy specjalnym stoliku, a mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Dziecko miało ciemną karnację, bardzo podobną do mojej, czarne włosy opadające na delikatne ramionka i wielkie, ciemne oczy Lizzie. Uśmiechało się szeroko i rozrzucało coś, co pewnie było jego obiadem. Podniósł wzrok na mnie i wyszczerzył się jeszcze bardziej podnosząc do góry małe rączki.
-Tatuś!- Krzyknął i od razu się zaśmiał. Lizzie popatrzyła na mnie i wyraźnie się rozpromieniła.
-Harry, skarbie, wróciłeś. Miałeś być wieczorem...- Harry!? Popatrzyłem zdezorientowany za siebie i zauważyłem wysokiego szatyna. Minął mnie jakbym był duchem i podszedł do brunetki zamykając ją w ciasnym uścisku. Pocałował ją czule, a gdy się odsunął spojrzał jej w oczy i powiedział.
-Skończyliśmy nagrywać wcześniej, a po za tym, kocham Cię i chciałem Cię zobaczyć, czy to aż tak źle?- Zdezorientowany stałem w miejscu, a ponowny śmiech dziecka wyrwał mnie z zamyślenia. Przeniosłem wzrok na chłopca, który teraz był o wiele jaśniejszy niż przedtem, miał długie, kręcone włosy zupełnie  jak Harry i zielone oczy.
 Moje serce pękło na pół, umysł przestał poprawnie funkcjonować, a ciało opadło na ziemię w geście poddania.
    Obudziłem się w środku nocy ciężko oddychając. Moja klatka piersiowa gwałtownie się podnosiła i opadała. Ten sen... koszmar? To było najgorsze doświadczenie, jakie w życiu miałem. Ona i Harry... I to dziecko... Co to, do cholery, miało być?
-Stary, wszystko w porządku?- Zapytał niepewnie zaspany Niall, przecierając oczy dłońmi. Popatrzyłem na niego i zmarszczyłem brwi.
-Ta...- Powiedziałem przejeżdżając rękami po twarzy. Wstałem po woli i zdjąłem swoje dżinsy, zmieniając na luźne dresy. Zarzuciłem na siebie jeszcze jakąś bluzę i stanąłem przy drzwiach.- Pójdę zapalić.
-Jest środek nocy!- Powiedział z wyrzutem blondyn. Westchnąłem głośno.
-Co ty nie powiesz, geniuszu.- Zaśmiałem się i wyszedłem z pokoju.
Wyszedłem przed budynek i oparłem się o ścianę wyciągając z kieszeni spodni paczkę papierosów. Sięgnąłem po zapalniczkę leżącą na parapecie i podpaliłem papierosa. Zbliżyłem końcówkę do ust i mocno się zaciągnąłem, czując, jak dym wypełnia moje płuca. Po chwili wypuściłem dym tworząc z nich małe kółeczka. Zaśmiałem się nawet nie wiedząc czemu.
-Ciężka noc?- Zapytał Louis wychodząc zza drzwi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.- Wypuściłem głośno powietrze. Dałem szatynowi jednego z papierosów i oboje zaciągnęliśmy się dymem.
-Mów co Cię gryzie.- Powiedział wydmuchując dym przed siebie.
-Umm... To jest pojebane...- Westchnąłem.
-Mówisz to do mnie.- Zaśmiał się chłopak.
-Śniło mi się dzisiaj coś... Na kształt... Przyszłości? Boże, nie wiem.. Chodziło ogólnie o to, że wróciłem do domu i wszedłem do kuchni widząc Lizzie i jakieś małe dziecko... Nasze dziecko...
-Malik ojcem, kurwa już to widzę.- Zarechotał niebieskooki. Pieprznąłem go w łeb, a ten się natychmiast zamknął.- Przepraszam, po prostu... Nie wyobrażam sobie Ciebie z takim małym dzieckiem... No po prostu... Kurwa, są rzeczy, które łączą się w idealne pary, na przykład Lizzie i Harry i są rzeczy, które za chuja pana do siebie nie pasują. Na przykład właśnie ty i dzieci. Twoje dzieci.- Poczułem się źle, bardzo źle. Czułem nagły przypływ złości i smutku. Czyli, że Lizzie i Harry...?
-Umm... Jasne...- Mruknąłem, a Lou zaczął się śmiać.- Co kurwa?
-Gdybyś widział swoją minę, jak wspomniałem o Hazzie...- Przerwał na chwilę, głośno się śmiejąc i wyrzucił peta na ziemię, zgniatając go butem.- Jesteś w niej tak beznadziejnie zakochany.- Westchnął kręcąc głową.
-Co ty pierdolisz?
-Zayn, znam Cię już trochę. Widzę jak się zachowujesz w jej pobliżu, widzę jak się zachowujesz, gdy ona jest w pobliżu Harry'ego.- Chciałem mu przerwać, ale mnie wyprzedził.- I nawet mi kurwa nie mów, że to nie prawda, bo jestem od Ciebie starszy i mądrzejszy.
-Starszy na pewno, ale czy mądrzejszy?- Mruknąłem pod nosem i od razu dostałem w ramię. Zaśmiałem się cicho i zgniotłem niedopałek papierosa butem tak, jak wcześniej Lou.
-Wracajmy do środka. Zimno jest.- Powiedział szatyn pocierając ręce.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Okej, okej... Trochę przedpremierowo ten rozdział, ale po prostu nie mogłam się doczekać jego publikacji! Tak samo nie mogę się doczekać, żeby opublikować Wam kolejny! 
Tak! Mam kolejny napisany, jeszcze ciepły! Czeka na Was!
Z racji tego, że jestem, bardzo niecierpliwa dodałabym go jeszcze dziś (tak, dwa rozdziały w jednym dniu, zajebiście, nie?), ale rozdział 22 jest specjalny, więc, dodam go najwcześniej jutro. 
Dlaczego jest specjalny? A! To się przekonacie. 
Liczę na komentarze :*
Miłego czytanka, Miśki!

sobota, 18 kwietnia 2015

Chapter TWENTY

    Odsunęłam się znacznie od bruneta, a on patrzył na mnie skonsternowany.
-Pójdę... Już spać.- Powiedziałam niewyraźnie i prawie wybiegłam z pomieszczenia. Pognałam na górę schodów i szybko zamknęłam się w swoim pokoju. Teraz byłam sama. Mogłam spokojnie pomyśleć... Po pierwsze, CO TO DO CHOLERY BYŁO. Zayn mnie kocha? Jest pijany, gadał głupoty. Ale jakoś wcześniej mówił bardzo sensownie... Nie. Pokręciło mu się coś. Niemożliwe, żeby Zayn coś do mnie czuł. To jest po prostu, kurwa, niemożliwe.
-Lizzie!? Co się stało?- Krzyczał Zayn zza drzwi, zdrowo je przy tym uderzając. Wzięłam głęboki oddech i na tyle ile to było możliwe, powiedziałam opanowanym tonem.
-Jestem po prostu zmęczona, ty też już powinieneś spać.- Cisza. Jest okej, poszedł sobie. Wypuściłam głośno powietrze i zdjęłam sukienkę. Założyłam tylko jedną z  nie do końca moich długich bluzek i wpełzłam pod kołdrę. Nie miałam siły zakładać spodni, więc zostałam w samej koszulce. Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy. Byłam wykończona, ale nie mogłam zasnąć.
    Po jakiejś godzinie bezczynnego leżenia w łóżku, postanowiłam zejść na dół i wypić szklankę soku pomarańczowego.
Jest około piątej nad ranem, a ja stoję w kuchni ze szklanką soku i rozmyślam co się dzisiaj stało. Jest tak cicho, że bez problemu można usłyszeć każdy szmer. Gapię się już w podłogę dobre pół godziny. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego powiedział, że mnie kocha? Dlaczego mnie pocałował? Takie pytania, jak i wiele innych, niepotrzebnie zakrzątało mój umysł. Nie słyszałam kroków, dlatego jak ktoś złapał mnie za ramię podskoczyłam i wypuściłam szklankę z sokiem na podłogę. Szkło efektownie rozbiło się mocno hałasując i rozlewając swoją zawartość po całej kuchni. Odwróciłam się i zobaczyłam, równie mocno przerażonego co ja, Louisa.
-Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć.- Powiedział schylając się i zbierając większe kawałki szkła.
-Nic się nie stało. Chociaż mógłbyś się nauczyć głośniej chodzić.- Powiedziałam zabierając szmatkę do wytarcia soku. Kucnęłam i zaczęłam zbierać napój ściereczką.
-Głośniej?- Zapytał ze śmiechem, kierując się w stronę śmietnika, by wyrzucić szkło.- Cholera!
-Zaciąłeś się, prawda?- Odpowiedziałam również się śmiejąc.
-Tylko trochę.- Mruknął.
-Czekaj.- Zostawiłam ścierkę na ziemi i podeszłam do szafki. Otworzyłam ją, ale żeby wziąć plastry z najwyższej półki, A gdzie indziej mogłyby być? musiałam stanąć na palcach i wyciągnąć do góry ręce. Poczułam jak koszulka niebezpiecznie podjeżdża do góry i odsłania moje koronkowe majtki. Cholera... Szybko zabrałam plastry i poprawiłam koszulkę naciągając ją najniżej jak się da.
-Och skarbie, wcale mi to nie przeszkadza.- Powiedział Louis oblizując górną wargę.
-Przepraszam?- Powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Mówię, że jesteś całkiem zgrabniutka.- Uśmiechnął się zadziornie.
-Okej, nadal jesteś pijany.
-Ja? Jestem całkowicie trzeźwy.
-W takim razie zamknij twarz w porę, chyba, że chcesz się wykrwawić.- Powiedziałam dosyć szorstko i podeszłam bliżej chłopaka, żeby założyć mu opatrunek na rozciętą rękę.
-Spokojnie złotko, nie gniewaj się tak.- Powiedział z chytrym uśmiechem. Gdy skończyłam z jego raną, odwróciłam się żeby odłożyć plastry i poczułam uszczypnięcie na pośladku. Odwróciłam się gwałtownie i gniewnie spojrzałam na szczerzącego się Louisa.
-Louis!- Warknęłam w stronę szatyna. Ten tylko oblizał swoją wargę i odepchnął się od blatu, na którym siedział. Zbliżył się do mnie i zamknął w ciasnym uścisku.- Lou! Opanuj się!- Powiedziałam próbując się wyszarpać.
-Trudno jest się opanować przy takiej ślicznotce.- Szepnął mi do ucha i ponownie uszczypnął mój pośladek.
-Louis, puść mnie.- Powiedziałam i z całej siły odepchnęłam od siebie chłopaka. Ten zatoczył się i upadł tyłkiem uderzając o ziemię. Popatrzył na mnie z dziwnym uśmiechem.- Naćpałeś się, prawda?- Spytałam wpatrując się w niego z góry.
-To ty tak na mnie działasz.- Powiedział nadal głupio się uśmiechając. Przewróciłam oczami i kucnęłam przed nim. Złapałam go za twarz i spojrzałam w oczy. Mocno poszerzone źrenice, zajebiście. Ale co on, kurwa, wziął?
-Lubię, jak laska jest dominująca.- Wyszczerzył się i pociągnął mnie w dół tak, że opierałam się tyłkiem o  jego krocze. Posunęłam się trochę wyżej, siadając mu na brzuchu, i opuściłam ręce na jego ramiona lekko nimi potrząsając.
-Louis, skup się teraz.
-Cały czas się na Tobie skupiam.
-Co i w jakich ilościach ćpałeś?
-Nic nie ćpałem!- Obruszył się i widocznie zdenerwował.
-Louis, proszę, powiedz mi.
-Nie będę Ci nic, kurwa, mówił.- Powiedział ostro i zrzucił mnie z siebie. Czyli trzeba inaczej, ugh...
Wstałam szybko i złapałam Louisa za rękę. Gdy odwrócił się do mnie, z całej siły walnęłam go otwartą dłonią w policzek. Chłopak syknął i złapał się za policzek.
-Louis!- Krzyknęłam, a ten potrząsnął głową.- Chcesz coś zjeść?- Spytałam łagodnie. Popatrzył na mnie w skonsternowaniu i gorzko się zaśmiał.
-Najpierw mnie bijesz, a potem martwisz się o to, czy jestem głodny?- Prychnął lekceważąco.
-Powiesz mi, co ćpałeś?
-Odpierdol się!- Syknął i skierował się do wyjścia.
-Louis, chcę Ci tylko pomóc!- Jęknęłam żałośnie. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie spod ściągniętych brwi.
-Amfetamina.- Powiedział zrezygnowany. Westchnęłam  głośno i opuściłam ręce wzdłuż ciała.
-Mam propozycję. Pójdź do swojego pokoju i nie wychodź z niego, póki po Ciebie nie przyjdę, dobrze?- Spytałam łagodnie łapiąc przedramię szatyna. Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Przez chwilę wyglądał, jakby chciał nie uderzyć, a po chwili zaśmiał się beztrosko i jak gdyby nigdy nic ruszył w stronę pokoju.
-Okejka, Lizz!- Powiedział stając na schodach.
Zaśmiałam się z reakcji chłopaka i weszłam do salonu. Usłyszałam, jak Louis a kogoś krzyczy. nie wiem dokładnie kto to mógł być, ale dostał niezły opieprz.
-Nigdy, kurwa, nie wezmę dragów.- Mruknęłam cicho i złapałam za koc, pod którym przez większość nocy spali Hazza i Lou. Widocznie przenieśli się do pokoju... Znaczy pokoi. Zaśmiałam się cicho i władowałam pod przykrycie włączając telewizor. Podwinęłam nogi pod brodę i wpatrywałam się w ekran, oglądając Say Yes To the Dress.
    Przed zakończeniem odcinka zaczęłam zasypiać. Gdy już prawie całkowicie się wyłączyłam, usłyszałam czyjeś kroki.  Rozbudziłam się natychmiast i przeskanowałam ciemny pokój wzrokiem. Niczego nadzwyczajnego nie zauważyłam, chociaż moje serce wcale nie miało zamiaru zwalniać. Wstałam cicho i przeszłam kawałek przez salon, aby zobaczyć, czy ktoś jest w kuchni. Znowu nic. Wycofałam się powoli i cicho, a gdy odwróciłam się w stronę mojego tymczasowego posłania na kanapie, ni stąd ni zowąd przede mną pojawił się Zayn. Podskoczyłam w miejscu i głośno krzyknęłam. Chłopak położył mi rękę na ustach i zaczął się śmiać. Moja klatka piersiowa unosiła się szybko i w tym samym tempie opadała. Po chwili, ogarnęłam swoje ciało i umysł... No nie do końca...
-Idioto! Zejdę na zawał kiedyś! Kurwa, nie rób tego więcej.- Powiedziałam i głośno westchnęłam. Położyłam palce po bokach głowy, a chłopak nie przestawał się ze mnie śmiać.- Idiota...- Mruknęłam, zataczając małe kółka na skroniach.
-Oj, Lizzie... Nie złość się na mnie.- Złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Popatrzyłam na niego wzrokiem typu nie rób z siebie większego idioty niż jesteś i odsunęłam się od chłopaka. Ten znowu się zaśmiał, a po chwili dołączyłam do niego.
-Ale to nie oznacza, że nie przestałam być na Ciebie zła.- Uderzyłam ciemnookiego zabawnie w ramię.
-Och, przestań. Ty nigdy nie jesteś na mnie zła.
-Właśnie, że jestem!- Obruszyłam się i położyłam ręce na piersi.
-Jesteś taka słodka, jak się złościsz. Kocham Cię po prostu!- Zaczęliśmy się śmiać. Jednak gdy sens słów do nas dotarł, oboje ucichliśmy. Chłopak był wyraźnie poddenerwowany i zakłopotany.
-Ja... Pójdę już spać...- Powiedziałam cicho i ruszyłam w stronę pokoju. Czy on właśnie powiedział, że mnie kocha? Kurwa.
Gdy przekroczyłam próg mojej sypialni, dostałam esemesa od Talie.
Od: Talie!
Treść: Zapomniałam Ci powiedzieć, umówiłam Cię do lekarza.
Dobranoc, stara xx
Uśmiechnęłam się do ekranu i od razu poszłam spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział dedykuję Anonimowi, który poddał sugestię kradzieży koca-dziecioroba i "produkcji" blondasków! Ten pomysł wymiata!
A teraz do rzeczy. 
Jak Wam się podoba rozdział? Świetny nie? Wiem, bo sama pisałam. :*
Żartuję oczywiście, piszcie mi jak Wam się podobał, co się Wam NIE podobało, piszcie wszystkie gdybania na jakie tylko Wasz mózg wpadnie... A jak chcecie, to się podzielcie nawet przepisem na muffinki, chętnie je zrobię! xd
Miłego czytanka, Miśki!

sobota, 11 kwietnia 2015

Chapter NINETEEN

   Popatrzyłam na Talie jak na idiotkę i zaczęłam się śmiać.
-Nie śmiej się! Mówię poważnie!- Powiedziała lekko uderzając mnie w ramię.
-Natalie! Nie jestem idiotką! Umiem się zabezpieczać!- Krzyknęłam nie przestając się śmiać.
-Może zaliczyłaś wpadkę? Pęknięta prezerwatywa, przeterminowane tabletki, problemy z samokontrolą...- Gdy skończyła obie zaczęłyśmy się histerycznie śmiać.- Dobra, przepraszam.- Powiedziała blondynka uspokajając się.- Ale obiecaj mi jedno...
-Jasne.- Przytaknęłam.
-Tak czy siak, pójdziemy do lekarza. Nie mówię, że do ginekologa, ale czy nie uważasz, że to trochę podejrzane?
-Co?
-Zmiany nastroju, ciągłe omdlenia i złe samopoczucie...
-Okej, okej... Pójdziemy.- Powiedziałam nie dając dokończyć przyjaciółce. Blondynka uśmiechnęła się szeroko, ukazując zęby.
-Wiesz co... Czuję się lepiej, ale... Może zostańmy dzisiaj w domu?- Zapytałam po chwili.
-Jasne! W sumie, to już jakieś półtora godziny temu stwierdziliśmy, że zostajemy...
-To dlaczego mi napisałaś, że mam się ubrać jak do klubu?
-No bo... Ugh, gdybyś wiedziała, że zostajemy, to byś się nie ubrała w sukienkę.- Blondynka przewróciła oczami.
-I masz rację. Nie zamierzam się wciskać w to gówno.
-Lizzie! Proszę! Chociaż ten jeden raz! Będziemy świętować podpisanie kontraktu przez chłopaków! Proooooszę!- Jęknęła dziewczyna. Wypuściłam głośno powietrze.
-Dobra, ale to jeden, jedyny raz...- Powiedziałam zrezygnowana, a Talie pisnęła z radości.
-Zrzucaj dresy, stara!- Zaśmiała się w drodze do mojej szafy. Przewróciłam oczami i delikatnie się uśmiechnęłam.
Po piętnastu minutach oczekiwań, Talie wróciła z co najmniej sześcioma sukienkami. Cholera, nawet nie wiedziałam, że tyle ich mam.
-Zacznij od tej!- Powiedziała i wręczyła mi mocno różową sukienkę. Popatrzyłam na nią jak na idiotkę i niechętnie odebrałam od niej to coś.
-Zdajesz sobie sprawę, że nigdzie w niej nie wyjdę?- Spytałam dokładnie oglądając sukienkę. Dziewczyna jęknęła i zabrała mi to różowe gówno sprzed nosa. Uśmiechnęłam się triumfalnie, a blondynka podała mi kolejną sukienkę. tym razem w kolorze soczystej czerwieni. Zdjęłam szybko swoje ciuchy i próbowałam się wcisnąć w ubranie.
-Nie wejdę!- Jęknęłam nadal siłując się z suwakiem. Zirytowana blondynka podeszła do mnie i złapała za zamek. Jednym, szybkim ruchem zapięła sukienkę.- O! Jednak weszłam.- Zaśmiałam się i odwróciłam do lustra.
-Ładnie Ci w niej.- Powiedziała z uśmiechem Natalie.
-No nawet...-Przerwałam, gdy odwróciłam się bokiem i zauważyłam odstający brzuch.- Nie! Kurwa, nie ma szans, że w niej wyjdę.- Odparłam gładząc się po brzuchu.- Czułam, że przytyłam, ale żeby aż tak? Cholera!
-Lizzie, bez przesady!
-Bez przesady? Mój brzuch wygląda ja plażowa piłka... UGH...- Jęknęłam niezadowolona. Nie ma pieprzonej mowy, że w tym wyjdę.- Za bardzo odstaje mi brzuch!
-Przesadzasz...
-Nie! Dawaj kolejna, albo ubieram dresy!- Zagroziłam palcem i obie się zaśmiałyśmy. Zdjęłam szybko czerwoną sukienkę i rzuciłam gdzieś w kąt. Talie podała mi prostą, czarną sukienkę bez dekoltu ze srebrno-brązowym paskiem. Była śliczna. Wzięłam ją w ręce i szybko wciągnęłam na siebie. Poszerzony dół wspaniale ukrył mój wystający brzuszek, a ja wyglądałam... Całkiem całkiem.
Zaśmiałam się i spojrzałam na Talie, która też już była ubrana. Miała nieco krótszą, granatową sukienkę w koronkę. Wyglądała w niej ślicznie, a czarne szpilki dodawały jej pazura. Uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła mój gest.
-Wiem, że nie posiadasz szpilek, więc wzięłam Ci moje.- Powiedziała i położyła przede mną identyczną do jej parę butów.
-Dzięki.- Uśmiechnęłam się i założyłam obcasy.- Idziemy?- Spytałam z chytrym uśmiechem.
-Jasne!- Odparła blondynka i złapała mnie pod ramię. Razem zeszłyśmy po schodach, głównie dlatego, że nie potrafię chodzić w szpilkach, i skierowałyśmy się do salonu, gdzie mieli czekać chłopcy. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg wszystkie pięć par oczu zostały skierowane na nas. Czułam się trochę niezręcznie, chociaż wiedziałam, że sukienka ukryła moją delikatną nadwagę.
-Co za laski!- Zagwizdał Lou, i obie z Natalie się zaśmiałyśmy. Spojrzałam na Nialla, który wlepiał swój wzrok w moją przyjaciółkę i prawie się ślinił. Zaśmiałam się w duchu na uroczą reakcję chłopaka.
-Nie pij za dużo, proszę.- Szepnęła mi do ucha blondynka i puściła mi oczko, po czym oddaliła się do Nialla. Uśmiechnęłam się nerwowo i podeszłam do kanapy, gdzie siedział Louis, Harry i Zayn.
Liam był z drugiej strony pokoju, siedząc na jednym z foteli. W rękach trzymał telefon i mocno rozentuzjazmowany z kimś esemesował. Pochyliłam się w stronę lokowanego szatyna.
-A z kim to tak zawzięcie konwersuje Liam?- Szepnęłam cicho i zaśmiałam się delikatnie.
-Z Sophią. Jego dziewczyną.- Podkreślił dziwnym tonem Harry i oboje się zaśmialiśmy. Walnęłam go delikatnie w ramię.
-Nie śmiej się z niego! To słodkie!- Powiedziałam patrząc na szatyna przed nami.
-Wcale, że nie! To żałosne!- Odpowiedział prawie natychmiast.
-Sam jesteś żałosny! Idę od Ciebie!- Zażartowałam i gwałtownie odwróciłam się od Harry'ego wpadając na Zayn'a. Byłam zbyt blisko, przez co wyczułam zapach jego perfum idealnie połączonych z papierosami.
-Umm... Wybacz.- Mruknęłam i odsunęłam się od bruneta. Pokazał swój popisowy uśmieszek ukazując przy tym rząd białych zębów, a ja poczułam jak mój puls przyspiesza.
-Spokojnie, oddychaj.- Roześmiał się Zayn tym samym wybudzając mnie z mojego małego transu. Huh, wstrzymywałam oddech? Uśmiechnęłam się nerwowo i odwróciłam.
    Wieczór mijał spokojnie, a nawet zbyt spokojnie. Talie pilnowała mnie, żebym nie piła za dużo, co skończyło się na tym, że wypiłam całe dwa drinki. Świetnie!
Wszyscy byli upici w trzy dupy, oczywiście oprócz mnie. To było trochę śmieszne, przyglądać się zataczającym ludziom. Rozbawiło mnie, kiedy Louis wpadł na wieszak, po czym zaczął go przepraszać. Chociaż to nie było główną atrakcją wieczoru. Najlepsze było, kiedy Hazza podszedł do poturbowanego przez Lou wieszaka i zaczął z nim flirtować, a gdy całą sytuację zaczął obserwować Zayn, niemal nie pobił się z Loczkiem, o ten wieszak,. Tak, zaczęli się kłócić i tarmosić, bo oboje myśleli, że wieszak to dziewczyna. I niech nikt mi nie mówi, że oni są normalni.
Chłopcy do końca wieczoru nie odzywali się do siebie, myśląc, że złamali zasadę kodeksu dobrego kumpla, czy jakoś tak. Talie i Niall zmyli się po północy, ale jakoś nie mam ochoty rozkminiać gdzie i po co. Oczywistym było, że to ja zostanę jedyną osobą, która ogarnia co i jak, bo Liam postanowił odwiedzić swoją dziewczynę.
   Około trzeciej w nocy, Lou, Hazza i Zayn stwierdzili, że pobawią się w karaoke. O mój Boże...
Nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że wydzierali się na cały dom. Po skończonym "koncercie" Hazza usnął na Lou, który siedział na kanapie. Wyglądali razem słodko. Loczek leżał w połowie na meblu, a w połowie na szatynie mocno obejmując jego tors. Lou bawił się loczkami Harry'ego, wywołując u niego od czasu do czasu ciche pomruki. Niedługo po tym Louis również zasnął opierając głowę o Loczka. Zayn siedział na ziemi i nie odzywał się. Nie wiedziałam co robił, ale stwierdziłam, że nie będę mu przeszkadzać. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam ciepły koc. Gdy wróciłam z nim na dół, przykryłam słodko śpiących Hazzę i Lou. Uśmiechnęłam się widząc ich w takim stanie. Fajnie by było, jak byli razem. Chwila, że co? Harry i Louis? Niemożliwe.
Rozmyślanie na temat związku tej dwójki przerwały mi ciche, trochę niezgrabne dźwięki fortepianu dochodzącego ze specjalnego, muzycznego pokoju. Skierowałam się w jego stronę, a gdy przekroczyłam próg zobaczyłam Zayn'a siedzącego przy instrumencie. Od razu skierował na mnie wzrok i przestał na chwilę grać. Wstał i podszedł do mnie delikatnie chwiejąc się przy tym. Dziwię się, że w ogóle jeszcze stoi po tym, ile wypił. Gdy stanął tuż przede mną, popatrzył prosto w moje oczy i ręką objął mój policzek.
-Lizzie, ja Cię chyba kocham.- Powiedział cicho, zbliżając coraz bardziej twarz do mojej. Zachowując resztki zdrowego rozsądku, szybko odsunęłam się od chłopaka i opuściłam wzrok.
-Zayn, jesteś pijany. Idź spać.- Powiedziałam cicho i niepewnie. Nie chciałam przerywać tej sytuacji z przed chwili, ale nie chciałam też, żeby się rozwinęła.
-Może i jestem, ale nie na tyle, żeby nie wiedzieć co mówię. Zdaję sobie sprawę z tego, że Niall pokazał Ci moją piosenkę.- Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.- Nie jestem głupi Lizzie.- Zaśmiał się cicho. Chciałam mu przerwać, zacząć się tłumaczyć, ale mi przerwał. - Nie jestem też ślepy. Widzę, jakie trudności sprawia Ci trzymanie się z daleka ode mnie. Widzę Twój ból w oczach, gdy tylko wspomnę coś o innej dziewczynie.- Okej, teraz nie wiem co mam powiedzieć.- Daj mi szansę. Daj nam szansę. Wiem, popełniłem błąd, nawet nie jeden, ale chcę Cię uszczęśliwić. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo zabolało mnie kiedy zbliżyłaś się do Harry'ego.- Mówił coraz bardziej zbliżając się do mnie. Gdy dzieliły nas centymetry, ponownie położył swoją dłoń na moim policzku i zbliżył się nieznacznie. Czułam jego gorący oddech na twarzy.  Miałam idealny widok na jego cudowne oczy, które w ułamku sekundy zrobiły się nieprawdopodobnie ciemne. Chłopak przejechał swoim nosem po moim drugim policzku i zsunął rękę na moją talię. Drugą objął moje przedramię i przelotnie musnął moje usta.
-Kocham Cię, Lizzie.- Powiedział zanim złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie chcę się chwalić, ale... Jestem mistrzem XD 
W wersji roboczej mam jeszcze 3, UWAGA: TRZY, gotowe rozdziały czekające na publikację i jeden, który aktualnie piszę XD
Ale nie liczcie na to, że je tak szybko wstawię, o nie, nie, nie! Poczekacie trochę XD
Mam nadzieję, że spodobał Wam się rozdział. Co sądzicie o Hazzie i Lou? :33
 A co o wyznaniu Zayn'a? No i oczywiście najlepsze... Jak myślicie, gdzie poszli i co robili Talie i Niall? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wiem, że to nie dużo, ale najkreatywniejsza (w ogóle istnieje takie słowo? XD) osoba otrzyma dedyk w  następnym rozdziale.
Okej to chyba wszystko,
Trzymajcie się ciepło i
Miłego czytania, Miśki! 

piątek, 3 kwietnia 2015

Chapter EIGHTEEN

    Usłyszałam nieznośny dźwięk budzika. Jęknęłam głośno i wystawiłam rękę, żeby wyłączyć to brzęczące cholerstwo. Spojrzałam na zegarek, 6:36. Świetnie. Muszę wstać, bo inaczej się spóźnię na zajęcia, a ostatnio i tak już dużo opuściłam. Wypełzłam spod kołdry i zarzuciłam na siebie bluzę. Spanie w krótkich szortach nie było zbyt dobrym pomysłem. Jest połowa kwietnia, powinno się robić coraz cieplej... Ale dupa.
Między mną, a Zayn'em jakoś się układa. Postanowiliśmy zapomnieć o tym niedoszłym pocałunku w kuchni... i zachowujemy się jak przyjaciele. Boli mnie to. Nawet bardzo, ale co mu powiem? Hej, Zayn! Nie możemy się przyjaźnić, bo zakochałam się w Tobie na zabój. To jak? Zaśmiałam się sama z siebie i ubrałam kapcie. Gdy wyszłam z pokoju, strasznie rozbolała mnie głowa i poczułam się słabo. Oparłam się o ścianę, by po chwili powoli się po niej zsunąć na ziemię. Zamknęłam powoli oczy i zasnęłam.
   Po chwili, a tak przynajmniej mi się wydawało, obudziłam się i rozejrzałam dookoła. Byłam w swoim pokoju. Hmm...
-Lizzie! W końcu! Boże, dziewczyno... Przestraszyłaś nas! Co się stało?- Odezwał się Liam z końca pokoju. A ten tu skąd?
-Nie wiem... Wstałam i, tak jakoś zasłabłam.- Powiedziałam cicho, wzruszając ramionami.
-Ale już wszystko w porządku?- Zapytał Niall nie wiadomo skąd pojawiając się przy mnie.
-No tak.- Zaśmiałam się i przetarłam oczy.- Która godzina?
-Wpół do dziewiątej,- Powiedział szatyn patrząc na zegarek,
-Cholera jasna!- Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona i wybiegłam do łazienki. Zanim jednak zamknęłam drzwi, krzyknęłam do zdezorientowanych chłopaków stojących w progu mojego pokoju.
-Dzięki za pomoc, ale za pół godziny muszę być na uczelni!
    Po odpowiednim przyszykowaniu się, które zajęło mi czterdzieści minut, cholera, złapałam torebkę, "wskoczyłam" w swoje stare trampki i, dosłownie, wybiegłam z domu.
Na uczelni znalazłam się niecałe dwadzieścia minut później. Po drodze do sali, w której właśnie miałam mieć wykładane kulturoznawstwo spotkałam Kirsty, koleżankę z roku.
-Elisabeth! Dawno Cię tu nie widziałam!- Zaśmiała się dziewczyna. Była dość niską brunetką z burzą pofalowanych włosów na głowie. Zawsze się uśmiechała, ukazując przy tym dołeczki na policzkach. Ale nie tak śliczne jak Harry'ego.
-Zrobiłam sobie przerwę. Tak bez okazji. Musiałam przyporządkować trochę niektóre sprawy, ale już jestem.- Zaśmiałam się.
-Och, okej. A tak w ogóle, gdzie ty teraz idziesz?
-Na kulturoznawstwo, a ty nie?
-Profesor odszedł na emeryturę i przez następne dwa tygodnie będziemy mieć wolną pierwszą godzinę.- Powiedziała jakbym była idiotką. Przepraszam bardzo, nie było mnie tutaj prawie tydzień.
-Och... Czyli, teraz mamy wolne?- Spytałam, a brunetka przytaknęła z lekkim poirytowaniem.
-Chodź, pójdziemy na kawę.- Powiedziała po chwili już rozchmurzona. Nie zdążyłam jej nawet odpowiedzieć, bo momentalnie pociągnęła mnie w stronę Cake & Shake. Po zajęciu stolika i złożeniu zamówienia, Kirsty wyprostowała się na swoim krześle i przebiegle uśmiechnęła.
-Co?- Zapytałam skonsternowana.
-Poznałaś jakiegoś faceta? Bo zachowujesz się jakoś inaczej- Podsumowała i położyła telefon na stoliku. Ten momentalnie zaczął wibrować. Ekran rozświetlił się i mogłam zobaczyć jej tapetę. Tapetę na której miała... Zayn'a? Że co kurwa?
-Słodki, nie?- Spytała wskazując na urządzenie. Popatrzyłam na nią jeszcze bardziej zdezorientowana.- Nie znasz go? To Zayn. Zayn Malik. Jest członkiem tego, no wiesz, One Direction. Simon Cowell podpisał z nimi jakoś ostatnio kontrakt.- Powiedziała rozpromieniona brunetka. Podpisali kontrakt? Dlaczego nic nie wiem?
-Umm... Ta... Znam ich...- Powiedziałam niepewnie.
-Skąd?- Naprawdę mam jej mówić?
-Umm... Z internetu.- Skłamałam sama nie wiedząc dlaczego.
-Aha... Okej.- Podsumowała Kirsty.- Skoro ich znasz, to wiesz, że są super-słodcy!- Och, nie zawsze.- Ja najbardziej lubię Zayn'a, ale Beth woli Louisa.- Zaszczebiotała brunetka. Beth, to jej przyjaciółka. Nie znam jej zbyt dobrze, ale wiem, że gdy są razem coś im odbija.
-Fajnie...- Powiedziałam bez przekonania.- Wiesz, chyba będziemy się musiały zbierać. Zaraz będziemy miały zajęcia z panią Holt. Wiesz, że nie lubi jak ktoś się spóźnia...
     Po całym dniu spędzonym na uczelni, wróciłam do domu wyczerpana. Rzuciłam gdzieś torebkę i zsunęłam ze stóp trampki. Doczłapałam do kanapy i rzuciłam się na nią. Jęknęłam głośno w poduszkę i podniosłam się do pozycji siedzącej. Gdy uniosłam wzrok, zauważyłam stojącego w progu Zayn'a.
-Ciężki dzień?- Zapytał z bezczelnym uśmiechem na twarzy. Złapałam pierwszą poduszkę z brzegu i rzuciłam w bruneta.
-Odwal się ode mnie.- Powiedziałam i z powrotem opadłam na kanapę. Leżałam na brzuchu z twarzą na siedzeniu. Poczułam jak kanapa niedaleko mnie się ugina.
-Och, skarbie... Nie bądź na mnie zła.- Powiedział Zayn, przejeżdżając dłonią po moich plecach. Na słowo "skarbie" moje motylki w brzuchu ożyły. Szybko jednak zrzuciłam jego rękę i usiadłam na drugim końcu kanapy.
-Nie dotykaj mnie. Masz za zimne ręce.- Powiedziałam, zabawnie wydymając wargi i marszcząc czoło. Chłopak zaśmiał się ciepło, a ja dołączyłam do niego.- Podpisaliście kontrakt?- Zapytałam po chwili.
-Co?
-Podpisaliście kontrakt z Simon'em Cowell'em?- Powtórzyłam z nutą irytacji w głosie.
-Tak, a co?- Odpowiedział brunet wzruszając ramionami.
-Dlaczego mi nie powiedzieliście?
-Ja... Um, nie wiem...- Powiedział pocierając ręką kark.
-Nie chcieliście, żebym to z Wami oblała?- Odparłam ze śmiechem stając na kanapie.
-Co?- Powiedział chłopak, a ja zaczęłam skakać po meblu.
-Do kurwy, Zayn! Podpisaliście kontrakt! Trzeba to jakoś uczcić!- Krzyczałam, śmiejąc się.
-Lizzie, zejdź.- Powiedział poważnie.
-A, daj spokój!- Zaśmiałam się i przeszłam na fotel, nadal skacząc.
-Lizz, proszę Cię. Zejdź.- Wstał i podszedł do mnie. Zaśmiałam się i z powrotem chciałam przeskoczyć na kanapę. Zayn jednak udaremnił mi to, łapiąc mnie w talii i opuszczając na ziemię. Gdy stanęłam przed nim, spojrzałam w jego oczy i położyłam ręce na biodrach.
-W ogóle się nie umiesz bawić!- Powiedziałam, a brunet zaczął się śmiać.- To nie jest śmieszne!- Fuknęłam i ruszyłam w stronę mojego pokoju.
-Gdzie idziesz?- Zawołał Zayn, gdy weszłam na samą górę schodów.
-Do swojego pokoju się zrelaksować! I nie waż mi się przeszkadzać!- Krzyknęłam zamykając drzwi. Uchyliłam je jeszcze na chwilę i wystawiłam głowę.- No chyba, że zamierzasz iść opić kontrakt!- Krzyknęłam jeszcze raz, tym razem śmiejąc się i weszłam do pokoju. Rozbolał mnie brzuch, więc położyłam się na łóżku i wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni. Postanowiłam napisać do Natalie.
Do: Talie!
Treść: Wiedziałaś, że chłopaki podpisali kontrakt z Simon'em Cowell'em?

Od: Talie!
Treść: Niall mi powiedział, a co?

Do: talie!
Treść: Czyli byłam jedyną osobą, która nic o tym nie wiedziała? Super!

Od: Talie!
Treść: Nie histeryzuj. Będę za pół godziny. Ubierz się... Fajnie

Do: Talie!
Treść: Co oznacza "fajnie"?

Od: Talie!
Treść: Dziewczyno! Idziemy do klubu, mogłabyś się domyślić!

Do: Talie!
Treść: Do klubu? Po jaką cholerę?

Od: Talie!
Treść: Idziemy się schlać w trzy dupy z chłopakami, Zayn Ci nie powiedział?
Jak na zawołanie ktoś zapukał do drzwi. Rzuciłam niemrawe "proszę", a chwilę później przede mną stanął Zayn.
-Idziemy dzisiaj do klubu. No wiesz, "opić kontrakt".- Zrobił w powietrzu cudzysłowie, a ja się zaśmiałam. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale poczułam, że zaraz zwymiotuję i jak najszybciej wybiegłam z pokoju. Gdy znalazłam się w łazience, nie kłopotałam się z domknięciem drzwi. Upadłam na kolana przed toaletą i zwróciłam całą zawartość żołądka. Skończyłam wypluwać swoje wnętrzności, spuściłam wodę i usiadłam na podłodze. Wypuściłam ciężko powietrze i oparłam głowę na rękach. Po chwili wstałam i podeszłam do umywalki. Opłukałam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro.
-Co się z Tobą, do cholery jasnej, dzieje Lizzie?- Mruknęłam patrząc się w swoje odbicie. Blada twarz, delikatnie podkrążone oczy i lekko skołtunione włosy. W ogóle nie przypominam siebie. Wyglądam, jakbym umarła na trzy dni i właśnie ktoś by mnie odkopał. Westchnęłam głośno i odepchnęłam się od umywalki. Wychodząc z łazienki zauważyłam zdezorientowanego Zayn'a stojącego przy schodach.
-Lizz, wszystko w porządku?- Zapytał widocznie zmartwiony.
-Jest już okej.- Uśmiechnęłam się słabo. Chłopak znacznie zmniejszył odległość między nami.
-Pytam się poważnie.- Powiedział patrząc na mnie z góry. Opuściłam głowę nieco onieśmielona.
-Poczułam się po prostu trochę gorzej, ale już jest okej. Naprawdę. Czuję się już dobrze.- Skłamałam nie patrząc w jego oczy. Zayn wypuścił głośno powietrze i przeczesał swoje włosy ręką.
-Skoro tak uważasz...- Uśmiechnęłam się ponownie na słowa chłopaka i wyminęłam go, kierując się w stronę mojego pokoju.
-Pójdę się położyć.- Rzuciłam jeszcze przed zamknięciem drzwi.
Przebrałam się w dresy i luźną koszulkę, po czym wpełzłam pod kołdrę. Napisałam do Talie, że nie dam rady jednak dzisiaj nigdzie wyjść, bo źle się czuję. Było mi strasznie. Głowa pulsowała od bólu, a najmniejszy szmer przyprawiał mnie o mdłości. Wygrzebałam zatyczki z szafki obok łóżka i zamknęłam oczy, żeby się odprężyć.
    Obudziłam się, poprzez energicznie potrząsanie moim ramieniem. Otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą Talie. Wyciągnęłam z uszu stopery i spojrzałam na blondynkę mocno zdziwiona.
-Cześć, co ty tu robisz?- Spytałam przyciągając dziewczynę do delikatnego uścisku.
-Hejka. Napisałaś mi, że źle się czujesz, mówiąc Zayn'owi, że wszystko jest okej. O co chodzi Lizz?- Spytała zmartwiona. Wypuściłam głośno powietrze i przetarłam dłońmi twarz.
-Dzisiaj rano czułam się, jakbym była na kacu, ale niczego wczoraj nie piłam. Bolała mnie głowa, brzuch i czułam się, jakbym miała umrzeć, a jak wyszłam z pokoju, chyba zemdlałam... Nie wiem. Pamiętam tylko, jak wychodziłam z pokoju, a później sfrustrowanego Liama chodzącego w tę i z powrotem po moim pokoju.- Zrobiłam przerwę i zaśmiałam się, a Natalie dołączyła do mnie.- Jak wróciłam z uczelni, to zemdliło mnie i... zwymiotowałam, a potem poszłam spać. Nawet teraz, czuję się jakbym miała umrzeć z wyczerpania, a jednak... Przepełnia mnie energia. Często zmienia mi się nastrój... W jednej chwili mogę się poryczeć ze śmiechu, w drugiej nawrzeszczeć na kogoś, bo akurat mam na to ochotę, a w następnej znowu się śmiać. No i mam straszną ochotę na lody waniliowe, a dobrze wiesz, że ich nienawidzę...- Powiedziałam skonsternowana.- Talie, co się ze mną dzieje?- Jęknęłam i schowałam twarz w dłoniach.
-A Tobie się okres nie spóźnia?- Zapytała po chwili ciszy.
-Wczoraj powinnam dostać, ale...- Przerwałam patrząc na Talie.
-Stara... Może jesteś w ciąży?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam z powrotem po prawie trzech tygodniach nieobecności! :)
Myślę, że ogarnęłam już moją dotychczas nieogarnięta psychikę i nie będę (przynajmniej będę się starać! XD) się nad sobą już więcej użalać. 
Jestem zadowolona z tego rozdziału i myślę, że wniósł trochę zamieszania do fabuły. Kolejny pojawi się za tydzień, jak zwykle, w sobotę.
Liczę na DUUUUŻO komentarzy.
Miłego czytania, Miśki! :3