sobota, 25 kwietnia 2015

BONUS CHAPTER

Lizzie's POV
    Chodzę regularnie do lekarza, wszystko jest w porządku ze mną i dzieckiem. Żyję sobie, dziecko też, niby wszystko okej... Ale wcale nie jest okej. Chłopaki wyjeżdżają już niedługo w trasę, a ja nadal nie wiem, czy komukolwiek mówić o ciąży. Mam po prostu przesrane.
-Lizz!- Zawołała Talie z kuchni.
-Idę!- Krzyknęłam i w stronę blondynki i wyszłam z łazienki. Stanęłam a progu i oparłam się o futrynę.
-Wołałaś.- Mruknęłam przyglądając się co aktualnie robi dziewczyna. Była cała ubrudzona mąką, przez co wyglądała co najmniej komicznie, i grzebała coś przy jakimś cieście.
-Gotowanie to zdecydowanie Twoja działka.- Stwierdziła przyglądając się swojemu dziełu. To było... Nawet nie wiem jak o określić.
-Umm... To...?- Mruknęłam patrząc w ten sam punkt co blondynka.
-Miało być ciasto, ale chyba mi nie wyszło.- Wykrzywiła twarz w grymasie niezadowolenia. Spojrzałam na nią i parsknęłam śmiechem.
-Gotowanie to zdecydowanie moja działka.- Powiedziałam przez śmiech, wyrzucając "to coś" do śmieci.
Wyciągnęłam wszystkie potrzebne mi składniki i zaczęłam robić biszkopt według przepisu mojej mamy.
     -A więc co chciałaś udowodnić, biorąc się za pieczenie?- Spytałam przyglądając się przez szybkę piekącemu się ciastu.
-A bo ja wiem? Chciałam po prostu... Spróbować czegoś nowego...- Mruknęła niewyraźnie. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na blondynkę.
-Talie, co jest?- Powiedziałam podchodząc do dziewczyny.
-Mam wrażenie, że... Ja i Niall to nie tak na serio...
-Co ty mówisz?- Powiedziałam z trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.
-No bo... Niall prawie w ogóle nie spędza ze mną czasu, a jak już to... Zawsze jest taki oschły i... Pomyślałam, że jak coś upiekę to zwrócę na niego uwagę i w ogóle...- Zaśmiała się, chociaż jej oczy zaszły łzami. Jest źle. Jest bardzo źle. Talie zwykle nie płacze, a jak już, to z poważnego powodu.
Zbliżyłam się do dziewczyny i najmocniej jak tylko potrafiłam, oplotłam ją ramionami.
-Talie... Chłopaki mają teraz dużo roboty, są bardzo zmęczeni jak wrócą do domu. Nie martw się, już nie długo będzie okej.- Próbowałam ją pocieszyć, ale czułam, że sama się zaraz poryczę. Tylko dlaczego?
-Lizz, nie będzie okej. Chłopaki wyjadą w trasę, a co zrobi Niall? Zostawi mnie, jestem tego pewna...- Jęknęła i zaczęła płakać.
-Talie! Przestań! Nie możesz tak myśleć! Widzę, jak Niall reaguje gdy Cię zobaczy. Widzę, jak próbuje Ci zaimponować za każdym razem, gdy jesteś w pobliżu. Widzę, jak bardzo się stara, żebyś czuła się wyjątkowa...- Ostatnimi czasy trochę mniej się stara...- Jest w Tobie tak beznadziejnie zakochany...
-Jak ty w Zayn'ie...- Dokończyła łamiącym się głosem.
-Jak ja w Zayn'ie.- Potwierdziłam wtulając się mocniej w przyjaciółkę. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu i cicho się zaśmiałam.- Przez Ciebie będę płakać.
-Jak to przeze mnie?- Spytała trochę wystraszona i znacznie odsunęła się, aby na mnie spojrzeć. Zaczęłam machać dłońmi przed twarzą, żeby jakoś... Dobra, kurwa, nie wiem po co.
-Jestem w ciąży i, tak jakby, przejmuje większość emocji ludzi obok mnie. Na przykład, kiedy ty płaczesz stojąc koło mnie, ja też płaczę.- Zaśmiałam się i poczułam gorące łzy spływające po moich policzkach.
-To jakieś pojebane.- zawtórowała mi śmiechem Talie.
-Nie da się ukryć.- Przytaknęłam i w końcu wytarłam twarz dłońmi, skutecznie rozmazując cały makijaż.
-Idę się ogarnąć, a potem zasuwamy do studia.- Powiedziałam wychodząc z kuchni.
-A co z ciastem?- Krzyknęła za mną blondynka.
-Wyjmij je! Już jest gotowe!- Weszłam do łazienki i zaczęłam zmywać resztki makijażu.
    Wyszłam z samochodu Talie i zmierzyłam wzrokiem budynek stojący przede mną. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Muszę to przyznać, jestem dumna z chłopaków. Cieszę się, że ktoś się nimi zainteresował i wziął pod swoje skrzydła. Wiem, że już niedługo chłopaki będą na szczycie. Mają talent, są charyzmatycznie i do tego tacy słodcy! Nie rozklej się tylko.
-Lizzie, idziemy?- Spytała blondynka stając obok mnie. Skierowałam na nią wzrok i wesoło przytaknęłam. Ruszyłyśmy w stronę wejścia, a gdy tylko przekroczyłyśmy próg, zauważyłyśmy Niall'a.
-Talie!- Od razu się rozpromienił. Uśmiechnęłam się delikatnie.- I Lizzie, oczywiście.- Zaśmiał się blondyn, a ja dołączyłam do niego.
-Dobra skarby, wyjaśnijcie sobie parę rzeczy, a ja zadzwonię do Twojej mamy...- Urwałam na chwilę spoglądają na dziewczynę.- I powiem jej o ciąży.- Po tych słowach Niall widocznie zbladł.
-Ci-ciąży?- Jęknął wyraźnie zszokowany i popatrzył na blondynkę. Ta zaśmiała się tylko cicho i położyła dłonie na ramionach chłopaka.
-Spokojnie, nie jestem w ciąży.- Powiedziała patrząc w oczy chłopaka. Blondyn wyraźnie się rozluźnił i wypuścił głośno powietrze. Wyciągnęłam telefon z torebki.
-To idę i zostawiam Was samych. Mam tylko prośbę, nie chcę zostać ciocią w ciągu tego roku...- Zaśmiałam się i wyszłam na zewnątrz. Oparłam się o ścianę i zadzwoniłam do mamy Talie. Ta kobieta robiła za moją mamę. Oczywiście nie zwracałam się do niej na per "mamo" lecz "ciociu". Pomyślałam, że tak będzie wygodniej i, faktycznie, było.
-Ciociu!- Uśmiechnęłam się słysząc, że kobieta odebrała.
-Lizzka! Jak miło Cię znów słyszeć!
-Ja również się cieszę.- Zaśmiałam się nerwowo. Jak ja mam jej to powiedzieć.- Umm... Ciociu, tak się zastanawiałam...
-No? Mów, mów.
-Nie masz może jakiegoś wózka?- Ale wymyśliłaś!
-W-wózka? Talie jest w ciąży?- Spytała przerażona kobieta.
-Och, nie! Źle mnie zrozumiałaś! Ten wózek, to dla mnie...
-Masz jakiś projekt na studia? Chyba nie powiesz mi, że jesteś w ciąży...- Odepchnęłam się od ściany i zaczęłam krążyć bez sensu.
-Tak właściwie...
-O mój Boże...- Mruknęła cicho kobieta.- LEON! NASZA LIZZKA JEST W CIĄŻY!- Wrzasnęła zapewne do wujka Leona. Usłyszałam trochę niewyraźnie "Myślałem że się nie doczekam. W końcu będę dziadkiem!" Zaśmiałam się cicho.
-Więc, nie jesteście na mnie źli?- Spytałam po chwili trochę niepewna.
-Źli? Dziecko! To wspaniała wiadomość!- Zaszczebiotała ciocia.- Mam tylko wątpliwości, czy ty sobie poradzisz... Powiedziałabym Ci, że masz Natalie, ale... Wiesz jaka ona jest. Trochę nieodpowiedzialna.- Zachichotała kobieta.
-Ciociu, spokojnie. Nie w takie problemy już się wpakowywałam. Nie martw się o mnie.
-Na pewno sobie poradzisz?
-Tak, tak.
-I tak się będę martwić.
-To przecież na razie zwykła ciąża.
-No dobrze... Ale przyjedziesz?
-Tak, obiecuje... Przyjadę do Was.- Przytaknęłam i ruszyłam przed siebie.
-Będziemy mogli czasami Was odwiedzać?
-Tak, będziecie mogli.- Zaśmiałam się i uniosłam wzrok. Zamarłam. Przede mną stał Zayn, paląc papierosa. Wyglądał tak zajebiście...
-Pogadamy później, na razie.- Rzuciłam do ciotki i rozłączyłam się.
-Cześć.- Prawie szepnął brunet, niechcący wypuszczając na mnie dym. A jak słyszał o ciąży?
-Cześć. Mógłbyś nie dmuchać w moją stronę dymem?- Powiedziałam dosyć szorstko, żeby zbić chłopaka z tropu.
-Wybacz, nie wiedziałem że jesteś taka wrażliwa.- Mruknął i skończył szybko papierosa, po czym wyrzucił go na ziemię i zgniótł butem.
-O co Ci chodzi?- Postanowiłam brnąć dalej.
-O co mi chodzi? Kompletnie o nic. Wyszedłem na zewnątrz po ciężkim dniu pracy zapalić.
-O! Czyli sądzisz, że jestem leniem i nic nie robię?- Zabawię się z nim trochę, a potem odpuszczę.
-C-co?- Parsknął śmiechem dość poirytowany.
-A teraz się ze mnie śmiejesz! Dzięki!- Ruszyłam szybko przed siebie, żeby nie wybuchnąć śmiechem chłopakowi w twarz.
-Lizz, ja nic takiego nie powiedziałem!- Tłumaczył się żałośnie. Odwróciłam się do niego przodem i zacisnęłam usta w wąską linię. Popatrzyłam na jego twarz, Był zmartwiony, trochę poirytowany i przede wszystkim zdezorientowany. Nie wytrzymałam dłużej i zaczęłam się śmiać jak wariatka.
-Gdybyś widział swoją minę!- Wydusiłam przez śmiech.  Zayn również zaczął się śmiać.
-Wcale nie powinienem się śmiać. To było okrutne.- Powiedział po chwili z udawanym obruszeniem.
 -Oj, przepraszam... Nie powinnam znęcać się nad małymi, słodkimi, niewinnymi zwierzątkami...- Dodałam zabawnie wydymając wargi i pogłaskałam jego idealne włosy, zapewne niszcząc jego starannie wykonaną fryzurę.
-Zaraz autentycznie się na Ciebie obrażę.- Powiedział cicho, a ja popatrzyłam na niego z udawanym strachem. Wymusiłam płacz i spojrzałam na niego jak male dziecko. Jesteś taka okropna. Ale za to jak świetnie wychodzi mi granie, hah.
-Ej, ej... Żartowałem.- Dodał praktycznie od razu, ale ja się nie złamałam. Po moim policzku spłynęła fałszywa łza. Nadal patrzyłam na jego twarz, która teraz pokazywała jego głębokie zmartwienie i troskę. Oplótł mnie ramionami i pocałował w czubek, a gdy to zrobił, zaczęłam się trząść ze śmiechu. Jesteś potworem!
-Jesteś taki przewrażliwiony!- Krzyknęłam łapiąc się za brzuch.
-Ha-ha-ha, bardzo śmieszne.- Wywrócił oczami, a ja momentalnie się wyprostowałam.
-Nie rób tak, bo Ci zostanie.- Powiedziałam już całkiem poważnie. Chłopak przewrócił oczami jeszcze kilka razy, a ja objęłam jego twarz dłońmi.
-Ej, powiedziałam coś.- Zmrużyłam oczy, a brunet zaczął się śmiać.
-Dobra, panno wszystko-wiem-lepiej-od-innych-i-każdy-ma-nie-słuchać, chodźmy do środka.- Przytaknęłam i otarłam twarz dłońmi. Złapałam Zayn'a pod ramię i skierowałam się do środka pomieszczenia.
     Weszliśmy do środka i zastaliśmy Simona Cowell'a.
-Zayn! Jak dobrze że przyszedłeś. To pewnie ta dziewczyna, o której tyle ostatnio mówisz?- Zarumieniłam się, gdy Simon wypowiedział te słowa i spojrzałam na Zayn'a. Był wyraźnie poirytowany. Wyciągnęłam dłoń do starszego mężczyzny.
-Lizzie.
-Miło mi, Simon.- Uścisnęłam mu rękę.
-Dobra, skoro wszyscy już jesteście... Chciałem Wam przypomnieć, że pozostał Wam nie cały tydzień do wyjazdu, więc radziłbym się z wszystkimi pożegnać...
-Jak to tydzień?- Przerwał mu prawie natychmiast Liam.
-...I zakończyć wszystkie związki partnerskie...
- Jak to, kurwa, zakończyć?- Warknął zdenerwowany Niall.
- Niall!- Talie szturchnęła blondyna. Wszyscy popatrzyliśmy się na Simona, jak na idiotę, a nie jak na starszego człowieka z wieloletnim doświadczeniem w branży muzycznej.
- Posłuchajcie... Wyjeżdżacie w długą trasę jako zwykli, przeciętni, młodzi mężczyźni. Ale wrócicie z niej jako międzynarodowe super-gwiazdy! Nie będziecie mieli czasu utrzymywać kontaktu z osobami ze zwykłego świata. Za dużo obowiązków, pracy...
- A co, gdyby Talie i Lizzie pojechały z nami?- Zapytał Niall. Razem z Talie zwróciłyśmy na niego wzrok.
- I co niby miałyby robić? Siedzieć całymi dniami na kanapie i czekać na Wasz powrót, tylko po to, żeby usłyszeć, że jesteście padnięci?- Spytał dosyć ostro Simon.
- Niall, Simon ma rację. To nierozsądne...- Zaczęłam dość spokojnie. To by było dziwne, żebyśmy jechały z nimi. Wróć. Gdybym ja jechała z nimi.
-Talie, z tego co wiem, jest świetną stylistką, a Lizz tekściarką. Mogłyby nam pomoc. Gdzie więc tkwi problem?- Wtrącił Zayn.
-Zayn...- Próbowałam mu przerwać.
- Powiedz, Simon, gdzie tkwi problem?- Halo! Ja tu jestem!
-Zayn, ja... Nie mogę jechać...- Powiedziałam patrząc na niego spod ściągniętych brwi.
 -W sumie, to nie widzę większych przeszkód w tym, żeby dziewczyny Wam pomogły.- Mruknął Simon. Nawet ty przeciwko mnie?
- Ja... Na prawdę nie mogę jechać...- Powiedziałam coraz bardziej się stresując.
- Dlaczego, kurwa?- Syknął brunet. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Dlaczego on jest kurwa zły? Co ja mu zrobiłam?
- Bo jestem kurwa w ciąży!- Wybuchnęłam. Kurwa, kurwa, kurwa. Nie powiedziałam tego na głos, prawda?
-W-w... Ciąży?- Spytał blady jak ściana Zayn. Kurwa!
-Jesteś takim idiotą, Zayn!- Warknęłam wkurwiona, zupełnie nie wiedząc dlaczego. Czuje się jak gąbka. Przesiąkam ostatnio emocjami ludzi dookoła mnie. Wyszłam ze studia i skierowałam się... Naprzód.
Szłam szybko. Nawet bardzo. Nie słyszałam, jak ktoś mnie woła, ale po chwili poczułam czyjąś obecność tuż za mną.
-To nie Twoje dziecko, więc z łaski swojej, odpierdol się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju.- Kłamię. Nie chcę, żebyś mnie zostawiał. Nie wyjeżdżaj w trasę, zostań ze mną i ze SWOIM dzieckiem. Zaopiekuj się nami. Bądź wspaniałym tatą, do cholery!
- Lizzie... Kocham Cię... Nie chcę Cię zostawić...- Gdy to powiedział ja... Nie wiedziałam co zrobić. W końcu odwróciłam się tyłem do niego i poszłam dalej. Takiego bólu nie czułam nigdy wcześniej. Płakałam jak opętana, to mało powiedziane. Czułam się strasznie. Nie chciałam mu mówić, żeby mnie zostawiał. Nie wiem czemu to zrobiłam. Kocham go. A on kocha mnie. 
Jestem z nim w ciąży, będziemy mieli dziecko. Ale on o tym nie wie.
Odwróciłam się do chłopaka, ale widziałam już tylko jego sylwetkę znikającą za ścianą budynku studia.
Czyli to koniec. To koniec mnie i Zayn'a. Nie pójdę do niego. Nie będę go błagać o wybaczenie. Z resztą, co mu powiem? Zayn! Namyśliłam się, to jednak Twoje dziecko. To co? Kochasz mnie i będziemy razem?
To tak bolało.
Bolało mnie, że Zayn już nie jest mój, i że nigdy już moim nie będzie.
Wbrew swojej woli upadłam kolanami na chodnik, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam histerycznie płakać.
A teraz jeszcze zrób z siebie idiotkę...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Okej.
Teraz to już koniec.
Nie będzie więcej bonusów. (A przynajmniej nie w tej części, he)
Dodam nowego (teraz już serio ostatniego, chyba) posta z linkiem i wszelkimi informacjami do nowego bloga.
Komentujcie Miśki!
Do zobaczenia!

4 komentarze:

  1. to opowiadanie jest sdkdfnkgtxcjivvn *_*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny bonus *-*
    Niech tylko Niall spróbuje zostawić Talie
    a obiecuję że go znajdę i to nie będzie miłe spotkanie.
    Uwielbiam ciocie i wujka Lizzy ;))
    "LEON! NASZA LIZZKA JEST W CIĄŻY!""Myślałem że się nie doczekam. W końcu będę dziadkiem!" "
    Hahaha myślałam że nie wytrzymam ze śmiechu :D
    Cóż czekam z niecierpliwością na kolejną część.
    Pozdrawiam /Anonimka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dodałam linka, sooo...
      :)

      Usuń