niedziela, 19 kwietnia 2015

Chapter TWENTY-ONE

     Siedzę z Talie w poczekalni. Jestem strasznie zdenerwowana, bo właśnie ma się okazać co mi jest. Facet, który badał mnie tydzień temu stwierdził, że najprawdopodobniej te osłabienia i zmiany nastroju spowodowane są stresem i nieodpowiednią dietą. Mówił też coś o tarczycy, ale nie pamiętam dokładnie. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego.
-Elisabeth Bell!- Krzyknęła ruda kobieta zza lady.
-Teraz ty!- Powiedziała Talie szturchając mnie w ramię. Niepewnie wstałam i doczłapałam się do gabinetu. Gdy weszłam, zauważyłam siwego mężczyznę siedzącego za biurkiem.
-Dzień dobry.- Przywitałam się cicho.
-Dobry.- Odpowiedział facet nie podnosząc wzroku znad dokumentów. W końcu gdy na mnie spojrzał, wyraźnie się rozpromienił.
-Och! Panna Bell! W końcu pani jest! A więc tak...- Przerwał na chwilę szukając moich dokumentów.- Chciałbym pani pogratulować!- Powiedział uradowany.- Wszystko jest w jak najlepszym porządku, płód rozwija się w normie...
-Przepraszam, jak to, "płód"?- Zapytałam marszcząc brwi.
-Jest pani w ciąży! W czwartym tygodniu! Gratuluję!- Powiedział widocznie szczęśliwy. Cieszył się chyba za mnie... Nie mogę być w ciąży! To niemożliwe! Przecież nie uprawiałam z nikim seksu! Wyjątkiem jest Zayn, ale przestałam z nim sypiać jakieś półtora miesiąca temu! Chwila... Wtedy, w łazience... KURWA.
-Umm... Dziękuję...- Mruknęłam niewyraźnie, mocno zszokowana.
 Lekarz podał mi większość informacji, zapytał o kilka błahych rzeczy i polecił ginekologa. Gdy wyszłam, zobaczyłam zdenerwowaną Talie. Popatrzyłam na zegar, no tak, siedziałam u niego czterdzieści minut, miała prawo się zdenerwować. Podniosła na mnie wzrok i od razu się rozluźniła. Podeszła do mnie szybko i pociągnęła w stronę podziemnego parkingu.
-Co jest? Nie odezwałaś się odkąd wyszłaś z gabinetu. Nie chciałam naciskać, ale... Powiesz mi cokolwiek?- Powiedziała blondynka gdy siedziałyśmy w jej aucie. Patrzyłam się pusto w przestrzeń przed nami. Jestem, kurwa, w ciąży. W ciąży z Malikiem. Kurwa jebana mać. Odwróciłam leniwie wzrok na przyjaciółkę i nie wytrzymałam. Zaczęłam ryczeć. Ryczeć jak opętana. Dziewczyna przyciągnęła mnie do siebie i otuliła ramionami.
-Jestem w ciąży!- Jęknęłam żałośnie.
-To świetnie!- Pisnęła radośnie blondynka. Momentalnie się od niej odsunęłam i popatrzyłam jej prosto w oczy.
-Natalie, nie rozumiesz? Jestem w ciąży z Zayn'em! Z chłopakiem, który wyjeżdża w trasę za dwa miesiące! Z chłopakiem, który ma własny zespół! Z chłopakiem, który niedługo nie będzie miał prywatnego życia! Myślisz, że to dobry czas na dziecko? Nie! To dobry czas na rozwijanie kariery! Spełnianie marzeń! A nie babrania się w pieluchach.- Załkałam i odwróciłam się w stronę szyby. Nie pomalowałam się dzisiaj, więc nie było czego rozmazywać. Wytarłam szybko twarz rękami i nie odezwałam się już.
     Talie zatrzymała się na podjeździe przed domem. Chciałam wysiąść, ale dziewczyna była szybsza i zablokowała wszystkie drzwi. Popatrzyłam na nią zdezorientowana.
-Nie powiesz mu, prawda?- Spytała cicho nie patrząc na mnie.
-Nie mam najmniejszego zamiaru.- Powiedziałam gorzko.
-A co zrobisz, jak się urodzi?
-Talie, chłopaki mają talent... Rozwiną się i mogę się założyć, że niedługo będą jednymi z najpopularniejszych ludzi na świecie. Nie sądzę, że Zayn będzie o mnie pamiętać.- Powiedziałam o wiele łagodniej.- Tak będzie po prostu lepiej. Będzie lepiej, jak nie będzie wiedział. I dla niego, i dla mnie i dla dziecka.
-Zamierzasz komuś powiedzieć?- Spytała po chwili ciszy zerkając na mnie. Westchnęłam głośno.
-Nie wiem.- Zrobiłam przerwę.- Zastanawiałam się nad Harry'm, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem temu przeciwna.
-Powinnaś u powiedzieć. W końcu jest Twoim przyjacielem, tak?
-Ta... Może wejdziemy już do środka?- Powiedziałam patrząc przed siebie.
-Przykro mi, ale muszę jechać do pracy.- Powiedziała krzywiąc się.
    Aktualnie siedzę przed telewizorem i oglądam MasterChef'a. Oglądam, to za dużo powiedziane, siedzę przed telewizorem i gapię się na ekran. Tak.
Cały czas myślę o dziecku i o tym, czy na pewno robię dobrze nie mówiąc o tym nikomu. Położyłam rękę na lekko wydętym brzuchu. Wygląda jakbym przytyła, ale w rzeczywistości to mój mały dzidziuś. Uśmiechnęłam się delikatnie myśląc o tym, jak będzie wyglądać.
-Hejka Lizz, jak tam u lekarza?- Zapytał Zayn wchodząc do salonu. Och, świetnie! Wszystko jest w normie, to tylko lekki stres. A! I jesteś ojcem!
-W porządku. Te osłabienia spowodowane były przez stres. Dostałam jakieś  witaminy i lekarz zabronił mi spożywania alkoholu i palenia papierosów przez najbliższy tydzień. I powiedział, że mogę mieć poranne mdłości, czy inne gówno.- Całkiem nieźle Lizz!
-Brzmi to trochę jakbyś była w ciąży.- Powiedział brunet, a ja zamarłam.- Ale to niemożliwe.- Zaśmiał się. Poprawiłam się nerwowo na kanapie i cicho zaśmiałam.
 -Ta...
-Co oglądasz?- Zapytał siadając koło mnie. Za blisko.
-Umm... MasterChef'a, tak myślę.- Zaśmiałam się cicho.
-Nie wiesz co oglądasz? Nie no spoko.- Wyszczerzył się do mnie brunet.
-Wiesz, jestem zmęczona... Pójdę się położyć.- Wstałam i pokazałam na górę schodów. Zanim jednak wyszłam, chłopak złapał mnie za nadgarstek.
-Lizzie, co się dzieje?- Spytał wyraźnie zmartwiony. Przełknęłam głośno ślinę.
-A co ma się dziać?- Wysiliłam się na uśmiech.
-Wtedy, no wiesz... Co się działo? Zrobiłem Ci coś?- A wiesz, wyznałeś mi miłość, pocałowaliśmy się, po czym kilka godzin później omal mnie nie zgwałcili w kuchni. Nic takiego.
-Nic. Za dużo wypiłeś, gadałeś jakieś głupoty... Szkoda gadać.- Powiedziałam, nadal fałszywie się uśmiechając.
-Co dokładnie powiedziałem?- Cholera, Zayn!
-Umm... Nie pamiętam.- Nie umiesz kłamać.
-Pamiętasz.- Powiedział marszcząc czoło. Złapał mnie za dłoń i zaczął kreślić na niej nieregularne wzory, skutecznie mnie przy tym rozpraszając.- Powiedz, proszę.
-Umm... Mówiłeś, że cieszysz się, że wyjeżdżasz w trasę i... że będziesz tęsknić za wieszakiem.- Zaśmiałam się cicho. Okej, fajnie to wymyśliłaś.
-Za... Wieszakiem?- Spytał z niedowierzaniem.
-Wiesz, w którymś momencie, Harry zaczął flirtować z wieszakiem, a ty omal się z nim nie pobiłeś, krzycząc, że to Twoja kobieta.- Zaśmiałam się i opuściłam wzrok na nasze splecione dłonie. Pieprzone motylki.
-O Boże... Serio?- Powiedział zażenowany i puścił moją dłoń. Adios owados!
-Nie martw się, ludzie robią różne głupoty pod wpływem...
-Dobra, skończmy temat. Idziemy oglądać?- Zapytał z uśmiechem wskazując na kanapę. Przytaknęłam i poszłam za brunetem.

Zayn's POV
    Siedziałem na kanapie razem z Lizzie i oglądałem jakąś durną telenowelę. Położyłem dłoń  na oparciu "przypadkowo" trącając ramię dziewczyny. Popatrzyła na mnie zdziwiona, ale po chwili odpuściła. Oparła się o moje ramię, a ja delikatnie się uśmiechnąłem. Pomyśleć, że taka cudowna dziewczyna siedzi teraz ze mną, nie z Harry'm, czy kimkolwiek innym. Ze mną. 
No właśnie... Wiem, że mnie okłamała w sprawie tego wieszaka. Pamiętam dokładnie, co się stało w tamtym pokoju. Wiem, że wyznałem jej miłość, a ona... Wyszła. To zabolało. Nie powiedziała nic, po prostu wyszła. Westchnąłem głośno.
-O czym myślisz?- Zapytała patrząc na mnie z dołu. Uśmiechnąłem się i pogładziłem ją po ramieniu. Wzdrygnęła się na mój dotyk i odsunęła ode mnie. Okej, to chyba nie jest normalne.
-O niczym ważnym.- Powiedziałem wstając.- Pójdę się położyć, jutro z chłopakami jedziemy do studia... Wiesz...
-Okej.- Widocznie zasmuciła się. W tym momencie chciałem do niej podejść i jak najmocniej przytulić. Nie martwić się o nic innego, tylko o nią. Chciałem ją po prostu uszczęśliwić. Ale nie mogłeś. Westchnąłem i poszedłem do pokoju. Siedziałem na łóżku, opierając głowę na rękach. Myślałem o wszystkim. O Lizzie, zespole, trasie... No właśnie, trasa...
Za półtora miesiąca wyjeżdżamy z chłopakami w trasę po Europie, czy to nie jest zajebiste? Mieliśmy taki wydźwięk w świecie muzyki, odkąd pojawiła się nasza demówka, że ja Cię pierdolę. To pewnie dlatego, że jestem taki śliczny.
Zaśmiałem się cicho sam z siebie i położyłem. Po chwili zamknąłem oczy i spokojnie odpłynąłem do krainy Morfeusza.
Wszedłem do mieszkania i rzuciłem kurtkę w kąt. Zdjąłem buty i skierowałem się do kuchni. Przy blacie, krojąc warzywa, stała Lizzie. Miała jakieś legginsy i czarną koszulkę z napisem "Best mom ever". Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem iść w stronę dziewczyny. Zamarłem jednak, gdy usłyszałem najwspanialszy dźwięk na świecie, śmiech dziecka. Odwróciłem się w stronę małego człowieczka który siedział przy specjalnym stoliku, a mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Dziecko miało ciemną karnację, bardzo podobną do mojej, czarne włosy opadające na delikatne ramionka i wielkie, ciemne oczy Lizzie. Uśmiechało się szeroko i rozrzucało coś, co pewnie było jego obiadem. Podniósł wzrok na mnie i wyszczerzył się jeszcze bardziej podnosząc do góry małe rączki.
-Tatuś!- Krzyknął i od razu się zaśmiał. Lizzie popatrzyła na mnie i wyraźnie się rozpromieniła.
-Harry, skarbie, wróciłeś. Miałeś być wieczorem...- Harry!? Popatrzyłem zdezorientowany za siebie i zauważyłem wysokiego szatyna. Minął mnie jakbym był duchem i podszedł do brunetki zamykając ją w ciasnym uścisku. Pocałował ją czule, a gdy się odsunął spojrzał jej w oczy i powiedział.
-Skończyliśmy nagrywać wcześniej, a po za tym, kocham Cię i chciałem Cię zobaczyć, czy to aż tak źle?- Zdezorientowany stałem w miejscu, a ponowny śmiech dziecka wyrwał mnie z zamyślenia. Przeniosłem wzrok na chłopca, który teraz był o wiele jaśniejszy niż przedtem, miał długie, kręcone włosy zupełnie  jak Harry i zielone oczy.
 Moje serce pękło na pół, umysł przestał poprawnie funkcjonować, a ciało opadło na ziemię w geście poddania.
    Obudziłem się w środku nocy ciężko oddychając. Moja klatka piersiowa gwałtownie się podnosiła i opadała. Ten sen... koszmar? To było najgorsze doświadczenie, jakie w życiu miałem. Ona i Harry... I to dziecko... Co to, do cholery, miało być?
-Stary, wszystko w porządku?- Zapytał niepewnie zaspany Niall, przecierając oczy dłońmi. Popatrzyłem na niego i zmarszczyłem brwi.
-Ta...- Powiedziałem przejeżdżając rękami po twarzy. Wstałem po woli i zdjąłem swoje dżinsy, zmieniając na luźne dresy. Zarzuciłem na siebie jeszcze jakąś bluzę i stanąłem przy drzwiach.- Pójdę zapalić.
-Jest środek nocy!- Powiedział z wyrzutem blondyn. Westchnąłem głośno.
-Co ty nie powiesz, geniuszu.- Zaśmiałem się i wyszedłem z pokoju.
Wyszedłem przed budynek i oparłem się o ścianę wyciągając z kieszeni spodni paczkę papierosów. Sięgnąłem po zapalniczkę leżącą na parapecie i podpaliłem papierosa. Zbliżyłem końcówkę do ust i mocno się zaciągnąłem, czując, jak dym wypełnia moje płuca. Po chwili wypuściłem dym tworząc z nich małe kółeczka. Zaśmiałem się nawet nie wiedząc czemu.
-Ciężka noc?- Zapytał Louis wychodząc zza drzwi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.- Wypuściłem głośno powietrze. Dałem szatynowi jednego z papierosów i oboje zaciągnęliśmy się dymem.
-Mów co Cię gryzie.- Powiedział wydmuchując dym przed siebie.
-Umm... To jest pojebane...- Westchnąłem.
-Mówisz to do mnie.- Zaśmiał się chłopak.
-Śniło mi się dzisiaj coś... Na kształt... Przyszłości? Boże, nie wiem.. Chodziło ogólnie o to, że wróciłem do domu i wszedłem do kuchni widząc Lizzie i jakieś małe dziecko... Nasze dziecko...
-Malik ojcem, kurwa już to widzę.- Zarechotał niebieskooki. Pieprznąłem go w łeb, a ten się natychmiast zamknął.- Przepraszam, po prostu... Nie wyobrażam sobie Ciebie z takim małym dzieckiem... No po prostu... Kurwa, są rzeczy, które łączą się w idealne pary, na przykład Lizzie i Harry i są rzeczy, które za chuja pana do siebie nie pasują. Na przykład właśnie ty i dzieci. Twoje dzieci.- Poczułem się źle, bardzo źle. Czułem nagły przypływ złości i smutku. Czyli, że Lizzie i Harry...?
-Umm... Jasne...- Mruknąłem, a Lou zaczął się śmiać.- Co kurwa?
-Gdybyś widział swoją minę, jak wspomniałem o Hazzie...- Przerwał na chwilę, głośno się śmiejąc i wyrzucił peta na ziemię, zgniatając go butem.- Jesteś w niej tak beznadziejnie zakochany.- Westchnął kręcąc głową.
-Co ty pierdolisz?
-Zayn, znam Cię już trochę. Widzę jak się zachowujesz w jej pobliżu, widzę jak się zachowujesz, gdy ona jest w pobliżu Harry'ego.- Chciałem mu przerwać, ale mnie wyprzedził.- I nawet mi kurwa nie mów, że to nie prawda, bo jestem od Ciebie starszy i mądrzejszy.
-Starszy na pewno, ale czy mądrzejszy?- Mruknąłem pod nosem i od razu dostałem w ramię. Zaśmiałem się cicho i zgniotłem niedopałek papierosa butem tak, jak wcześniej Lou.
-Wracajmy do środka. Zimno jest.- Powiedział szatyn pocierając ręce.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Okej, okej... Trochę przedpremierowo ten rozdział, ale po prostu nie mogłam się doczekać jego publikacji! Tak samo nie mogę się doczekać, żeby opublikować Wam kolejny! 
Tak! Mam kolejny napisany, jeszcze ciepły! Czeka na Was!
Z racji tego, że jestem, bardzo niecierpliwa dodałabym go jeszcze dziś (tak, dwa rozdziały w jednym dniu, zajebiście, nie?), ale rozdział 22 jest specjalny, więc, dodam go najwcześniej jutro. 
Dlaczego jest specjalny? A! To się przekonacie. 
Liczę na komentarze :*
Miłego czytanka, Miśki!

6 komentarzy:

  1. Wiedziałam! Wiedziałam, że Lizzie jest w ciąży! O Boże,jak się cieszę! :DDD
    Ale dlaczego nie powie Zaynowi? :<
    A ten sen... Cudowny! Trochę mi szkoda Malika, no wiesz... Przez Hazzę w jego śnie. :/
    Mam nadzieję, że kolejny wstawisz jak najszybciej się da! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać mi takie komentarze. :)
      Uzbrój się w cierpliwość, niedługo następny, specjalny. :)

      Usuń
  2. A więc...
    Jestem nowa na tym blogu, i w sumie wszystko co mam do powiedzenia, to:
    WOW
    Serio, przepraszam za brzydkie słowo, ale to jest zajebiste! *-*
    Dzisiaj zaczęłam czytać i po prostu nie mogłam przestać! ^^
    Czekam na kolejny rozdział z dużą niecierpliwością!
    Trzymaj się! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło wiedzieć, że nowe osoby nadal się pojawiają. :)
      Dzięki za wszystkie miłe słowa. ^^
      Do kolejnego rozdziału! :D

      Usuń
  3. Znów nie wiem co napisać ^^
    Ten rozdział jest tak B-O-S-K-I że aż brak mi słów które mogły by to wyrazić ;))
    Wiedziałam!!!Wiedziałam że będzie w ciąży! *taniec szczęścia*
    Ale dlaczego do cholery nie powie tego Zaynowi?
    Ja wiem jest gwiazdą,ma talent,trasę itp. itd. ale chyba ma prawo wiedzieć że będzie ojcem ?!
    Że będzie małe Maliciątko <33
    Wieszak i życie znów nabiera sensu *.*
    Ten sen i fragment był taki cudowny że aż się popłakałam T_T jesteś mi winna chusteczkę (znowu)
    "Przy blacie, krojąc warzywa, stała Lizzie.Miała jakieś legginsy i czarną koszulkę z napisem "Best mom ever".
    Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem iść w stronę dziewczyny.
    Zamarłem jednak,gdy usłyszałem najwspanialszy dźwięk na świecie,śmiech dziecka.Odwróciłem się w stronę małego człowieczka który siedział przy specjalnym stoliku,a mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
    Dziecko miało ciemną karnację, bardzo podobną do mojej, czarne włosy opadające na delikatne ramionka i wielkie, ciemne oczy Lizzie. Uśmiechało się szeroko i rozrzucało coś, co pewnie było jego obiadem.
    Podniósł wzrok na mnie i wyszczerzył się jeszcze bardziej podnosząc do góry małe rączki."
    To było takie cudowne do momentu pojawienia się Hazzy .
    ( Lubie go ale po prostu Zayn nadaję się lepiej na ojca) Mam nadzieję że to nie był żaden sen proroczy ;)
    Louis <33 jest wspaniałym przyjacielem.Zayn się zakochał awwww...
    Specjalny powiadasz no to już nie mogę się doczekać :D
    Pozdrawiam /Anonimka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, ze ci sie podoba :D
      Nastepny jest bardzo, BARDZO specjalny, he
      Jak wroce od dentysty, to wstawie ten SPECJALNY.
      Hehe

      Usuń