czwartek, 23 kwietnia 2015

Chapter TWENTY-TWO

Zayn's POV
    Coraz więcej czasu spędzam w studiu. A to dogranie partii wokalnej, której nie chciało mi się robić wcześniej, a to ponowne zaśpiewanie jednego kawałka, bo, kurwa, jestem idiotą i nie mogę załapać prostej melodii... Po prostu coraz bardziej mam ochotę zniknąć na kilka dni, i nikomu nie mówić gdzie jestem, ażeby dali mi czas na odpoczynek. Ale kurwa! Tak na naprawdę, to ja kariery dobrze nie zacząłem, a już chce odpoczynek... Ta, to pojebane.
-Zayn... Zayn! Miałeś śpiewać jeszcze raz!- Z zamyślenia wyrwał nie Liam. No fakt, miałem jeszcze raz śpiewać. 
-I tak już nic nie zrobię dzisiaj...- Westchnąłem głośno i odłożyłem słuchawki. Wyszedłem z tego małego pomieszczenia, w którym ostatnio spędzam co najmniej połowę dnia, i zobaczyłem Talie siedzącą na kolanach Niall'a.
Wywróciłem oczami i zabrałem kurtkę leżącą na jednym z siedzeń. Narzuciłem ją na ramiona, wkładając ręce do kieszeni. Od razu wyczułem paczkę papierosów, więc szybko skierowałem się na zewnątrz.
Wyciągnąłem opakowanie z kieszeni i złapałem papierosa pomiędzy dwa palce. Nie jest to zbyt przyjemny nałóg. Szkodzi zdrowiu, a na dodatek strasznie śmierdzi, ale to gówno chyba jako jedyne pozwala mi się wyrwać od moich problemów. Podpaliłem szluga moją unikalną zapalniczką z napisem "drink, fuck and smoke". Oparłem się o zimną ścianę budynku i zaciągnąłem dymem. Po chwili usłyszałem jakiś głos.
-Ciociu... Spokojnie. Nie w takie problemy się już wpakowywałam. Nie martw się o mnie... Tak, tak... To przecież na razie zwykła ciąża...- To była Lizzie. "Ciąża"? Jak to? Zmarszczyłem brwi i chciałem podejść bliżej, ale głos brunetki mnie powstrzymał.
-Tak, obiecuje... Przyjadę do Was... Tak, będziecie mogli...- Dziewczyna wyszła zza ściany, a gdy mnie zobaczyła od razu ucichła.- Pogadamy później, na razie.- Rzuciła do komórki i rozłączyła się z rozmówcą.
-Cześć.- Mruknąłem w jej stronę niechcący wydmuchując w jej stronę dym.
-Cześć. Mógłbyś nie dmuchać w moją stronę dymem?- zapytała z lekkim wyrzutem i zirytowaniem. O co jej kurwa chodzi?
-Wybacz, nie wiedziałem, że jesteś taka wrażliwa.- Odgryzłem jej, dopalając do końca papierosa. Rzuciłem go na ziemię i przygniotłem butem.
-O co Ci chodzi?- Powiedziała krzyżując ręce na piersiach. Popatrzyłem na nią unosząc brwi.
-O co mi chodzi? Kompletnie o nic. Wyszedłem na zewnątrz po ciężkim dniu pracy zapalić.- Wzruszyłem ramionami.
-O! Czyli sądzisz, że jestem leniem i nic nie robię?- Co kurwa?
-C-co?- Parsknąłem śmiechem.
-A teraz się ze mnie śmiejesz! Dzięki!- Fuknęła wymijając mnie i podeszła do drzwi.
-Lizz, ja nic takiego nie powiedziałem!- Powiedziałem żałośnie próbując się tłumaczyć nie do końca wiadomo czemu. Brunetka odwróciła się do mnie i zacisnęła usta w wąską linię. Patrzyła na mnie przez chwilę ciszy, a potem parsknęła śmichem. Stałem przed nią skonsternowany i nie do końca świadomy o co chodzi. Może ma okres? Ty jak coś wymyślisz!
-Gdybyś widział swoją minę!- Powiedziała, robiąc krótką w śmianiu się. Po chwili jednak znowu zaczęła się histerycznie śmiać. Nic na to nie poradzę, ale dołączyłem do niej.
-Wcale nie powinienem się śmiać. To było okrutne.- Powiedziałem po chwili z udawanym obruszeniem.
-Oj, przepraszam... Nie powinnam znęcać się nad małymi, słodkimi, niewinnymi zwierzątkami...- Powiedziała łagodnie i pogłaskała mnie po głowie.
-Zaraz autentycznie się na Ciebie obrażę.- Mruknąłem odsuwając się od brunetki. Popatrzyła na mnie ze strachem, a jej oczy się zaszkliły. KURWA.
-Ej, ej... Żartowałem.- Powiedziałem wyciągając do niej ramiona. Po jej lewym policzku spłynęła pierwsza łza, a ja tym razem bez zawahania przyciągnąłem ją do siebie. Oplotłem dziewczynę ramionami i pocałowałem czubek jej głowy. Lizzie zaczęła się cała trząść, a ja przytuliłem ją jeszcze bardziej. Po chwili odsunęła się ode mnie, histerycznie się śmiejąc.
-Jesteś taki przewrażliwiony!- Złapała się za brzuch i skuliła ze śmiechu.
-Ha-ha-ha, bardzo śmieszne.- Wywróciłem oczami.
-Nie rób tak, bo Ci zostanie.- Powiedziała patrząc mi prosto w oczy. Wywróciłem oczami specjalnie jeszcze kilka razy, a dziewczyna podeszła do mnie i objęła moją twarz dłońmi.- Ej, powiedziałam coś.- Zmrużyła oczy, a ja się zaśmiałem.
-Dobra, panno wszystko-wiem-lepiej-od-innych-i-każdy-ma-mnie-słuchać, chodźmy do środka.- Przytaknęła nadal się śmiejąc. Otarła twarz dłońmi i złapała mnie pod ramię, kierując się do środka pomieszczenia.
    Gdy weszliśmy do środka, powitał nas sam Simon Cowell.
-Zayn! Jak dobrze że przyszedłeś. To pewnie ta dziewczyna, o której tyle ostatnio mówisz?- Zamknij, kurwa, tą twarz. Lizzie popatrzyła na mnie zdziwiona, ale po chwili odsunęła się ode mnie i podeszła do Simona.
-Lizzie.- Powiedziała z uśmiechem.
-Miło mi, Simon.- Uścisnął jej dłoń i również się uśmiechnął. Mam ochotę mu przypierdolić, ale nie. Przynajmniej nie teraz...
-Dobra, skoro wszyscy już jesteście... Chciałem Was przypomnieć, że pozostał Wam nie cały tydzień do wyjazdu, więc radziłbym się z wszystkimi pożegnać...
-Jak to tydzień?- Przerwał mu prawie natychmiast Liam.
-...I zakończyć wszystkie związki partnerskie...
-Jak to, kurwa, zakończyć?- Wtrącił sie zdenerwowany Niall.
-Niall!- Skarciła go Talie. Wszyscy popatrzyliśmy się na Simona, jak na czubka, który właśnie zwiał z psychiatryka.
-Posłuchajcie... Wyjeżdżacie w długą trasę jako zwykli, przeciętni, młodzi mężczyźni. Ale wrócicie z niej jako międzynarodowe super-gwiazdy! Nie będziecie mieli czasu utrzymywać kontaktu z osobami ze zwykłego świata. Za dużo obowiązków, pracy...
-A co, gdyby Talie i Lizzie pojechały z nami?- Zapytał od razu Niall. Dziewczyny zwróciły uwagę na blondyna, ja z chłopakami jednak uparcie utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy z Simonem.
-I co niby miałyby robić? Siedzieć całymi dniami na kanapie i czekać na Wasz powrót, tylko po to, żeby usłyszeć, że jesteście padnięci?- Spytał dosyć ostro mężczyzna.
-Niall, Simon ma rację. To nierozsądne...- Zaczęła Lizzie, ale od razu jej przerwałem.
-Talie, z tego co wiem, jest świetną stylistką, a Lizz tekściarką. Mogłyby nam pomoc. Gdzie więc tkwi problem?
-Zayn...- Próbowała mi przerwać brunetka.
-Powiedz, Simon, gdzie tkwi problem?
-Zayn, ja... Nie mogę jechać...- Powiedziała cicho dziewczyna.
-W sumie, to nie widzę większych przeszkód w tym, żeby dziewczyny Wam pomogły.- Przytaknął po chwili Simon.
-Ja... Na prawdę nie mogę jechać...- powiedziała Lizzie wykręcając palce.
-Dlaczego, kurwa?- Syknąłem. Byłem zły. Nie wiem na kogo, nie wiem przez co. Byłem mocno wkurwiony. Kurwa, to mało powiedziane, czuje się, jakbym mógł przypierdolić ścianie, bo stała nie w tym miejscu, co chciałem. Podejrzewam, że to przez nakład pracy, stres związany z wyjazdem...
-Bo jestem kurwa w ciąży!- Krzyknęła na mnie, a ja zamarłem. Popatrzyłem na nią, szukając jakichkolwiek oznak kłamstwa. Nic nie znalazłem
-W-w... Ciąży?- Jesteś idiotą Malik.
-Jesteś takim idiotą, Zayn!- Warknęła i momentalnie wyszła z budynku. Chwilę się wahałem, ale pobiegłem za nią. Była już daleko przede mną. Przechodziła przez ulicę jakieś sto metrów dalej, ja jednak słyszałem jej szloch.
-Lizzie!- Krzyczałem za nią, ale nie odwracała się. Biegłem do niej jak jakiś idiota. Jesteś idiotą.W końcu, gdy byłem za nią jakieś trzy metry, odwróciła się do mnie. Miała opuchnięte oczy, rozmazany makijaż, a wyraz jej twarzy wyrażał głęboki żal i smutek. Ale też złość. Nieopisanie ogromną złość.
-To nie Twoje dziecko, więc z łaski swojej, odpierdol się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju.- Powiedziała z takim jadem, że gdybym był normalny, zacząłbym spierdalać.
-Lizzie... Kocham Cię... Nie chcę Cię zostawić...- Plątałem się jak jakiś żałosny nastolatek. Dziewczyna popatrzyła na mnie i nic nie powiedziała. Po prostu odwróciła się ode mnie i poszła dalej. Nie jestem w stanie opisać jak się czuję. To jest taki ból, jakiego nigdy nie doświadczyłem. Kocham tą dziewczynę. Szczerze, całym sercem, do utraty tchu... A ona... Jest w ciąży, z innym... Może go kocha? A może okazał się być dupkiem i zostawił ją z dzieckiem? Nie przeszkadzałoby mi, gdyby się okazało, że to moje dziecko. Moje i Lizzie. Cieszyłbym się jak wariat... Nie. Byłbym wariatem ze szczęścia. Olałbym wszystko inne, tylko po to,żeby móc opiekować się nią i moim dzieckiem. Przykro mi. To nie Twoje dziecko, a ona Cię nie kocha. Zostawiła Cię. Z łaski swojej, wróć do studia, nagraj swoją solówkę najlepiej jak tylko potrafisz, wyjedź w trasę i zapomnij o niej. 
Odwróciłem się i skierowałem do studia, w którym byli wszyscy. Było mi strasznie źle. Czułem, że nie mam sensu już żyć, bez niej... Jakbym już nigdy więcej nie był zdolny do kochania.

KONIEC

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zastanawiacie się pewnie, dlaczego nie ma prologu, hmm? 
Proste. To koniec tej CZĘŚĆI, ale nie OPOWIADANIA.
Tak, tak... Będzie druga część, możecie spać spokojnie, hehe.
Mam nadzieję, że wszystko do tej pory było okej, więc będziecie czekać z niecierpliwością i zdeterminowaniem na kolejną część przygód Lizzie, Zayna i... Ich dziecka! 
Od razu zdradzę, że kolejna część będzie tak jakby przyszłością tego. Tzn... Druga część będzie się działa za kilka lat. Rozumiecie? Mam nadzieję, że tak, bo nie wiem, jak inaczej mam to wyjaśnić. 
Wszystkie szczegóły z nową częścią zdradzę Wam już niedługo. Tak więc...
Trzymajcie się ciepło, Miśki!

P.S. Będzie jeszcze mały bonusik, hihi

3 komentarze:

  1. KONIEC?
    Dlaczego mi to robisz?
    Jestem tu od wczoraj, a dzisiaj koniec...
    NIEEE!
    Przynajmniej wiem, że będzie kolejna część :)
    Liczę na szybką publikację i w ogóle xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy w poprzednim rozdziale pisałam że brak mi słów?
    Cofam to.Teraz to mnie kompletnie zszokowałaś O.o
    Nie wierzę po prostu nie wierzę *_*
    Dobrze że będzie kolejna część.
    Nie lubię Simona >.<
    Jak Lizzy mogła mu powiedzieć że to nie jest jego dziecko?!?!
    Okej spokojnie pff...Licz do 10...
    Za kilka lat mówisz?Okey ;)
    Och...coś czuję że w następnej części będzie ''dramat time'' *.*
    Nurtuje mnie tylko jedno pytanie:Czy oni będą RAZEM?
    Mój mistrzu rozdział jest genialny i mega szokujący :D
    Nie mogę się doczekać kolejnej części
    Pozdrawiam / Anonimka

    OdpowiedzUsuń