sobota, 18 kwietnia 2015

Chapter TWENTY

    Odsunęłam się znacznie od bruneta, a on patrzył na mnie skonsternowany.
-Pójdę... Już spać.- Powiedziałam niewyraźnie i prawie wybiegłam z pomieszczenia. Pognałam na górę schodów i szybko zamknęłam się w swoim pokoju. Teraz byłam sama. Mogłam spokojnie pomyśleć... Po pierwsze, CO TO DO CHOLERY BYŁO. Zayn mnie kocha? Jest pijany, gadał głupoty. Ale jakoś wcześniej mówił bardzo sensownie... Nie. Pokręciło mu się coś. Niemożliwe, żeby Zayn coś do mnie czuł. To jest po prostu, kurwa, niemożliwe.
-Lizzie!? Co się stało?- Krzyczał Zayn zza drzwi, zdrowo je przy tym uderzając. Wzięłam głęboki oddech i na tyle ile to było możliwe, powiedziałam opanowanym tonem.
-Jestem po prostu zmęczona, ty też już powinieneś spać.- Cisza. Jest okej, poszedł sobie. Wypuściłam głośno powietrze i zdjęłam sukienkę. Założyłam tylko jedną z  nie do końca moich długich bluzek i wpełzłam pod kołdrę. Nie miałam siły zakładać spodni, więc zostałam w samej koszulce. Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy. Byłam wykończona, ale nie mogłam zasnąć.
    Po jakiejś godzinie bezczynnego leżenia w łóżku, postanowiłam zejść na dół i wypić szklankę soku pomarańczowego.
Jest około piątej nad ranem, a ja stoję w kuchni ze szklanką soku i rozmyślam co się dzisiaj stało. Jest tak cicho, że bez problemu można usłyszeć każdy szmer. Gapię się już w podłogę dobre pół godziny. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego powiedział, że mnie kocha? Dlaczego mnie pocałował? Takie pytania, jak i wiele innych, niepotrzebnie zakrzątało mój umysł. Nie słyszałam kroków, dlatego jak ktoś złapał mnie za ramię podskoczyłam i wypuściłam szklankę z sokiem na podłogę. Szkło efektownie rozbiło się mocno hałasując i rozlewając swoją zawartość po całej kuchni. Odwróciłam się i zobaczyłam, równie mocno przerażonego co ja, Louisa.
-Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć.- Powiedział schylając się i zbierając większe kawałki szkła.
-Nic się nie stało. Chociaż mógłbyś się nauczyć głośniej chodzić.- Powiedziałam zabierając szmatkę do wytarcia soku. Kucnęłam i zaczęłam zbierać napój ściereczką.
-Głośniej?- Zapytał ze śmiechem, kierując się w stronę śmietnika, by wyrzucić szkło.- Cholera!
-Zaciąłeś się, prawda?- Odpowiedziałam również się śmiejąc.
-Tylko trochę.- Mruknął.
-Czekaj.- Zostawiłam ścierkę na ziemi i podeszłam do szafki. Otworzyłam ją, ale żeby wziąć plastry z najwyższej półki, A gdzie indziej mogłyby być? musiałam stanąć na palcach i wyciągnąć do góry ręce. Poczułam jak koszulka niebezpiecznie podjeżdża do góry i odsłania moje koronkowe majtki. Cholera... Szybko zabrałam plastry i poprawiłam koszulkę naciągając ją najniżej jak się da.
-Och skarbie, wcale mi to nie przeszkadza.- Powiedział Louis oblizując górną wargę.
-Przepraszam?- Powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Mówię, że jesteś całkiem zgrabniutka.- Uśmiechnął się zadziornie.
-Okej, nadal jesteś pijany.
-Ja? Jestem całkowicie trzeźwy.
-W takim razie zamknij twarz w porę, chyba, że chcesz się wykrwawić.- Powiedziałam dosyć szorstko i podeszłam bliżej chłopaka, żeby założyć mu opatrunek na rozciętą rękę.
-Spokojnie złotko, nie gniewaj się tak.- Powiedział z chytrym uśmiechem. Gdy skończyłam z jego raną, odwróciłam się żeby odłożyć plastry i poczułam uszczypnięcie na pośladku. Odwróciłam się gwałtownie i gniewnie spojrzałam na szczerzącego się Louisa.
-Louis!- Warknęłam w stronę szatyna. Ten tylko oblizał swoją wargę i odepchnął się od blatu, na którym siedział. Zbliżył się do mnie i zamknął w ciasnym uścisku.- Lou! Opanuj się!- Powiedziałam próbując się wyszarpać.
-Trudno jest się opanować przy takiej ślicznotce.- Szepnął mi do ucha i ponownie uszczypnął mój pośladek.
-Louis, puść mnie.- Powiedziałam i z całej siły odepchnęłam od siebie chłopaka. Ten zatoczył się i upadł tyłkiem uderzając o ziemię. Popatrzył na mnie z dziwnym uśmiechem.- Naćpałeś się, prawda?- Spytałam wpatrując się w niego z góry.
-To ty tak na mnie działasz.- Powiedział nadal głupio się uśmiechając. Przewróciłam oczami i kucnęłam przed nim. Złapałam go za twarz i spojrzałam w oczy. Mocno poszerzone źrenice, zajebiście. Ale co on, kurwa, wziął?
-Lubię, jak laska jest dominująca.- Wyszczerzył się i pociągnął mnie w dół tak, że opierałam się tyłkiem o  jego krocze. Posunęłam się trochę wyżej, siadając mu na brzuchu, i opuściłam ręce na jego ramiona lekko nimi potrząsając.
-Louis, skup się teraz.
-Cały czas się na Tobie skupiam.
-Co i w jakich ilościach ćpałeś?
-Nic nie ćpałem!- Obruszył się i widocznie zdenerwował.
-Louis, proszę, powiedz mi.
-Nie będę Ci nic, kurwa, mówił.- Powiedział ostro i zrzucił mnie z siebie. Czyli trzeba inaczej, ugh...
Wstałam szybko i złapałam Louisa za rękę. Gdy odwrócił się do mnie, z całej siły walnęłam go otwartą dłonią w policzek. Chłopak syknął i złapał się za policzek.
-Louis!- Krzyknęłam, a ten potrząsnął głową.- Chcesz coś zjeść?- Spytałam łagodnie. Popatrzył na mnie w skonsternowaniu i gorzko się zaśmiał.
-Najpierw mnie bijesz, a potem martwisz się o to, czy jestem głodny?- Prychnął lekceważąco.
-Powiesz mi, co ćpałeś?
-Odpierdol się!- Syknął i skierował się do wyjścia.
-Louis, chcę Ci tylko pomóc!- Jęknęłam żałośnie. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie spod ściągniętych brwi.
-Amfetamina.- Powiedział zrezygnowany. Westchnęłam  głośno i opuściłam ręce wzdłuż ciała.
-Mam propozycję. Pójdź do swojego pokoju i nie wychodź z niego, póki po Ciebie nie przyjdę, dobrze?- Spytałam łagodnie łapiąc przedramię szatyna. Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Przez chwilę wyglądał, jakby chciał nie uderzyć, a po chwili zaśmiał się beztrosko i jak gdyby nigdy nic ruszył w stronę pokoju.
-Okejka, Lizz!- Powiedział stając na schodach.
Zaśmiałam się z reakcji chłopaka i weszłam do salonu. Usłyszałam, jak Louis a kogoś krzyczy. nie wiem dokładnie kto to mógł być, ale dostał niezły opieprz.
-Nigdy, kurwa, nie wezmę dragów.- Mruknęłam cicho i złapałam za koc, pod którym przez większość nocy spali Hazza i Lou. Widocznie przenieśli się do pokoju... Znaczy pokoi. Zaśmiałam się cicho i władowałam pod przykrycie włączając telewizor. Podwinęłam nogi pod brodę i wpatrywałam się w ekran, oglądając Say Yes To the Dress.
    Przed zakończeniem odcinka zaczęłam zasypiać. Gdy już prawie całkowicie się wyłączyłam, usłyszałam czyjeś kroki.  Rozbudziłam się natychmiast i przeskanowałam ciemny pokój wzrokiem. Niczego nadzwyczajnego nie zauważyłam, chociaż moje serce wcale nie miało zamiaru zwalniać. Wstałam cicho i przeszłam kawałek przez salon, aby zobaczyć, czy ktoś jest w kuchni. Znowu nic. Wycofałam się powoli i cicho, a gdy odwróciłam się w stronę mojego tymczasowego posłania na kanapie, ni stąd ni zowąd przede mną pojawił się Zayn. Podskoczyłam w miejscu i głośno krzyknęłam. Chłopak położył mi rękę na ustach i zaczął się śmiać. Moja klatka piersiowa unosiła się szybko i w tym samym tempie opadała. Po chwili, ogarnęłam swoje ciało i umysł... No nie do końca...
-Idioto! Zejdę na zawał kiedyś! Kurwa, nie rób tego więcej.- Powiedziałam i głośno westchnęłam. Położyłam palce po bokach głowy, a chłopak nie przestawał się ze mnie śmiać.- Idiota...- Mruknęłam, zataczając małe kółka na skroniach.
-Oj, Lizzie... Nie złość się na mnie.- Złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Popatrzyłam na niego wzrokiem typu nie rób z siebie większego idioty niż jesteś i odsunęłam się od chłopaka. Ten znowu się zaśmiał, a po chwili dołączyłam do niego.
-Ale to nie oznacza, że nie przestałam być na Ciebie zła.- Uderzyłam ciemnookiego zabawnie w ramię.
-Och, przestań. Ty nigdy nie jesteś na mnie zła.
-Właśnie, że jestem!- Obruszyłam się i położyłam ręce na piersi.
-Jesteś taka słodka, jak się złościsz. Kocham Cię po prostu!- Zaczęliśmy się śmiać. Jednak gdy sens słów do nas dotarł, oboje ucichliśmy. Chłopak był wyraźnie poddenerwowany i zakłopotany.
-Ja... Pójdę już spać...- Powiedziałam cicho i ruszyłam w stronę pokoju. Czy on właśnie powiedział, że mnie kocha? Kurwa.
Gdy przekroczyłam próg mojej sypialni, dostałam esemesa od Talie.
Od: Talie!
Treść: Zapomniałam Ci powiedzieć, umówiłam Cię do lekarza.
Dobranoc, stara xx
Uśmiechnęłam się do ekranu i od razu poszłam spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział dedykuję Anonimowi, który poddał sugestię kradzieży koca-dziecioroba i "produkcji" blondasków! Ten pomysł wymiata!
A teraz do rzeczy. 
Jak Wam się podoba rozdział? Świetny nie? Wiem, bo sama pisałam. :*
Żartuję oczywiście, piszcie mi jak Wam się podobał, co się Wam NIE podobało, piszcie wszystkie gdybania na jakie tylko Wasz mózg wpadnie... A jak chcecie, to się podzielcie nawet przepisem na muffinki, chętnie je zrobię! xd
Miłego czytanka, Miśki!

4 komentarze:

  1. WoW nie wiem od czego zacząć ;)
    Rozdział jest BOSKI mój mistrzu :D
    Zayn wyznał jej miłość dwa razy Awww^^
    Uwielbiam całą tą sytuację z Louisem <3
    Teraz tak myślę że mogliby być nawet parą :P
    Byliby tacy uroczy Aww...
    Dlaczego on ćpa?Mam nadzieję że już nic nie weźnię ;)
    Teraz mam mętlik chciałabym żeby była z Lou <3 ale z drugiej strony chcę żeby była z Zaynem.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdział .
    Chce żeby ona była już u lekarza.Muszę wiedzieć co jej dolega.
    Wszystkiego dobrego Myszko ;*
    Dużo weny mój mistrzu ^^
    /Anonimka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam już, że Cię kocham? ^^
      W sumie, to już nawet nie wiem co mam napisać. XD
      Kolejny rozdział pojawi się koło środy, tak więc wiesz... ^^
      Chyba tyle :*

      Usuń